Witold M. Orłowski: Najważniejsze to nie tracić dobrego humoru

Wybitni specjaliści od marketingu, których zatrudnia NBP, znów nas zaskoczyli. Swoim najnowszym dziełem przebili nawet postery na budynku banku.

Publikacja: 05.10.2023 03:00

Witold M. Orłowski: Najważniejsze to nie tracić dobrego humoru

Foto: Bloomberg

W ostatnim tygodniu prawdziwą furorę zrobił umieszczony w serwisie YouTube spot reklamowy NBP dotyczący ogłoszonego przez prezesa końca inflacji. W spocie raźny staruszek wchodzi do osiedlowego sklepu i kupuje mąkę, masło i cukier. Jakaż radość ogarnia naszego sympatycznego pana, gdy widzi, że sprzedawczyni nie tylko wydaje mu resztę z banknotu dwudziestozłotowego, ale w dodatku wydaje więcej niż kiedyś! Uszczęśliwiony staruszek zawiadamia nas, że ceny już nie rosną, ale wręcz spadają. Aby jednak nie zwątpił w tę radosną niespodziankę i nie uznał, że to za piękne, by było prawdziwe, włącza się tu lektor i zapewnia go, że tak, ma rację! Oczy go nie mylą, ceny w Polsce rzeczywiście już nie rosną, ale nawet spadają, i to mimo „negatywnych wpływów z zagranicy” (która chyba uparła się, by staruszkowi dołożyć, a winą za to kłamliwie obciążyć rząd i NBP). A żeby już rozwiać wszelkie wątpliwości, jak deus ex machina pojawia się przed oczami szczęśliwego starszego pana prezes NBP i uroczyście ogłasza, że „skończyliśmy z inflacją”. Hurra!

Filmik zachwyca poziomem artystycznym (widać, że zrobili go mistrzowie reklamy), ale wzbudza drobne kontrowersje. Krytykanci twierdzą, że sezonowe spadki cen żywności występują co roku i nie mają wiele wspólnego z polityką NBP, ale raczej z pozostającą w gestii Pana Boga pogodą (latem owoce są tańsze niż zimą). Dlatego w ekonomii w zasadzie nie posługujemy się wskaźnikami zmian cen wobec poprzedniego miesiąca, lecz zmianami w skali 12 miesięcy (porównanie cen z tych samych miesięcy kolejnych lat eliminuje efekt zmian sezonowych).

No i wychodzi na to, że staruszek jednak trochę się myli: masło jest rzeczywiście tańsze niż przed rokiem, ale mąka i cukier – droższe. Gdyby porównywać z cenami sprzed dwóch lat, byłoby gorzej: masło droższe o 20 proc., mąka o 45 proc., a cukier o 105 proc. Co gorsza, jeśli staruszek nie odżywia się wyłącznie masłem, ale np. kupuje też pieczywo, zapłaci za nie o 11 proc. więcej niż przed rokiem. A jeśli, nie daj Boże, zechce usmażyć na tym maśle jajecznicę, to za jajka zapłaci o 20 proc. drożej.

Mam jednak wrażenie, że cała krytyka opiera się na błędnej interpretacji filmiku. Twórcom nie chodziło o wychwalanie polityki NBP. To po prostu filmik humorystyczny, poświęcony problemom starości, która niestety wszystkich nas kiedyś czeka.

O co więc chodzi w filmiku? Mamy do czynienia z pogodnym żartem na temat słabnącej u starszych ludzi pamięci. Wprawdzie staruszek pozostaje w pełni sił i zdrowia dzięki obniżonemu wiekowi emerytalnemu, ale pamięć już nie ta, na co wpływ może mieć nadmierna konsumpcja masła i cukru. Wysłany na zakupy pamięta o maśle, mące i cukrze, lecz zapomina kupić pieczywo, jajka, wędlinę, mleko, herbatę i kawę (wzrost cen 11–20 proc.). Ale żona nakrzyczy na niego po powrocie do domu!

Cen sprzed roku oczywiście już nie pamięta, więc tylko z radością zauważa, że spadły przez ostatnie dni. Za to, jeśli chodzi o większą resztę, którą wydała mu sprzedawczyni, się nie myli: według porównywarki cen dlahandlu.pl dwa lata temu dostawał przy takim zakupie średnio 80 gr reszty, a dziś aż 4 zł. Z tą drobną uwagą, że dwa lata temu dawał sprzedawczyni banknot dziesięciozłotowy, a dziś dwudziestozłotowy.

Doceniam satyryczny zapał pracowników NBP, choć nie jestem pewny, czy żarty ze staruszków są dobrym pomysłem. Ale cóż, najważniejsze to nie tracić dobrego humoru.

NBP

W ostatnim tygodniu prawdziwą furorę zrobił umieszczony w serwisie YouTube spot reklamowy NBP dotyczący ogłoszonego przez prezesa końca inflacji. W spocie raźny staruszek wchodzi do osiedlowego sklepu i kupuje mąkę, masło i cukier. Jakaż radość ogarnia naszego sympatycznego pana, gdy widzi, że sprzedawczyni nie tylko wydaje mu resztę z banknotu dwudziestozłotowego, ale w dodatku wydaje więcej niż kiedyś! Uszczęśliwiony staruszek zawiadamia nas, że ceny już nie rosną, ale wręcz spadają. Aby jednak nie zwątpił w tę radosną niespodziankę i nie uznał, że to za piękne, by było prawdziwe, włącza się tu lektor i zapewnia go, że tak, ma rację! Oczy go nie mylą, ceny w Polsce rzeczywiście już nie rosną, ale nawet spadają, i to mimo „negatywnych wpływów z zagranicy” (która chyba uparła się, by staruszkowi dołożyć, a winą za to kłamliwie obciążyć rząd i NBP). A żeby już rozwiać wszelkie wątpliwości, jak deus ex machina pojawia się przed oczami szczęśliwego starszego pana prezes NBP i uroczyście ogłasza, że „skończyliśmy z inflacją”. Hurra!

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację