Trwa jednak ożywiona dyskusja ekspertów, czy w dłuższym okresie program ten da się sfinansować.

Nie wiem, czy uda się uruchomić pieniądze w kwietniu, jest to jednak dość poważny program z technicznego punktu widzenia. Zwracają na to uwagę samorządy. Nie ma jednak wątpliwości, że formalnie zacznie on od kwietnia obowiązywać. Prawdopodobnie pierwsza wypłata będzie po prostu skumulowaną kwotą za kilka, zapewne dwa lub trzy, miesięcy. Tak czy inaczej w 2016 r. w budżecie zarezerwowano na ten cel ponad 17 mld zł.

Jeśli chodzi o 2016 r., między nami, ludźmi, którzy w ramach analizowania gospodarki próbują oceniać także sytuację finansów publicznych, nie ma jakichś dramatycznych rozbieżności. Chociaż są tacy, którzy uważają, że pod koniec roku mogą się pojawić w budżecie poważniejsze napięcia. Uważam, że to mało prawdopodobna wersja. Owszem, niektóre założenia budżetowe wydają się na wyrost. Chodzi przede wszystkim o inflację. Po ostatnich danych nie mamy już właściwie wątpliwości, że średnioroczne CPI na poziomie 1,7 proc. jest po prostu nierealne. A tyle założył minister finansów. Oznacza to relatywnie niższe dochody do budżetu. Jednocześnie jednak w budżecie nie uwzględniono np. efektu mnożnikowego z tytułu 500+. Czyli tego, że dodatkowe pieniądze zostaną wydane i dadzą dodatkowe dochody. A jakiś efekt, choć nie wiemy jaki, z pewnością wystąpi. No i zapewne uda się nieco podnieść ściągalność podatków, szczególnie VAT. Ale też nie wiemy o ile. W każdym razie o rok 2016 możemy być w miarę spokojni. Program 500+ nie będzie funkcjonował przez pełne 12 miesięcy, a poza tym pojawią się wpływy z aukcji LTE, które pierwotnie miały trafić do budżetu w 2015 r. A mówimy tu o niebagatelnej kwocie 9 mld zł. Prawdopodobnie minister finansów „przerzucił" też jakieś środki z budżetu 2015 na 2016, temu zapewne służyło zwiększenie deficytu w roku 2015.

Później sytuacja wygląda gorzej. Całkowity koszt 500+ w 2017 r. to ponad 22 mld zł. Jeśli chcielibyśmy do tego dodać zwiększenie kwoty wolnej od podatku, to mówimy o kolejnych 15 mld zł. Wiemy już, i to jest dobra informacja z punktu widzenia stabilności budżetu, że podwyższenie kwoty wolnej nie nastąpi w jednym ruchu. Ale o tyle, wszystko jedno, czy w perspektywie roku, czy kilku lat, z tego tytułu spadną dochody do budżetu. W sumie mówimy zatem o niemalże 40 mld zł. 7–9 mld zł z tego zostanie sfinansowane z podatku bankowego i z podatku od sieci handlowych. Ale wciąż brakuje ogromnych pieniędzy. Czy zatem budżet skazany jest na poważne problemy?

Kluczem są dwie kwestie, o których wspomniałem. Po pierwsze zwiększenie ściągalności podatków, głównie VAT, po drugie to, w jaki sposób będzie oddziaływał na budżet efekt mnożnikowy. Nie tylko z 500+, ale także z podniesienia kwoty wolnej. Są to pytania kluczowe dla dalszych działań ministra finansów.

Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć dziś wiarygodnie na żadne z tych pytań. Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę to, co udało się osiągnąć niektórym krajom UE w walce oszustwami VAT-owskimi, to możemy liczyć maksymalnie na ok. 20–25 proc. z tego, co dziś nam ucieka. Może trochę więcej. Czyli maksymalnie 10 mld zł. To dość realne, ale z pewnością nie jest pewne. Jeszcze gorzej, jeśli chodzi o próbę szacowania wielkości, wygląda sytuacja z efektem mnożnikowym. Nie mamy żadnych analiz tego, jak mogą być kierowane dodatkowe środki, które będą w dyspozycji gospodarstw domowych. A zatem pozostaje nam czekać na to, co się wydarzy w 2016 r. Pod koniec III kw. powinniśmy być w stanie przedstawić pierwsze wnioski.

A jeśli się okaże, że nie uda się z tych dwóch źródeł ściągnąć wystarczających środków? Nie mam wątpliwości, że PiS zrobi wszystko, żeby nie wycofać się ze swoich kluczowych projektów. Byłoby to zresztą samobójstwo polityczne. W takiej sytuacji czeka nas zatem albo podwyżka podatków, np. trzecia stawka PIT, albo wprowadzenie kolejnych.