Reklama

Horror godny Oscara

Kto jeszcze narzeka na europejską kinematografię? Mamy dziś w Europie prawdziwy horror, z pewnością godny filmowego Oscara. Nazywa się „Brexit".

Publikacja: 02.03.2016 20:00

Witold M. Orłowski, profesor Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce

Witold M. Orłowski, profesor Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

A związane z nim ryzyko wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej rozstrzygnie się już za trzy i pół miesiąca. Bo wyniku zaplanowanego na 23 czerwca referendum, które ma zadecydować o brytyjskim pozostaniu w Unii lub jej opuszczeniu, po prostu nie da się dziś przewidzieć.

Całość została wymyślona i wyreżyserowana przez premiera Davida Camerona (nie mylić z reżyserem „Terminatora" i „Titanica" Jamesem Cameronem). Trzy lata temu wpadł na pomysł wykorzystania brytyjskich fobii i obaw przed „kontynentalną zarazą" po to, by zyskać punkty w wewnętrznych sporach politycznych. Bruksela miała zaproponować ustępstwa, brytyjscy negocjatorzy mieli powrócić w chwale, a Brytyjczycy mieli spokojnie zagłosować za pozostaniem ich kraju w Unii. Absolutnym zwycięzcą miał zostać premier – z jednej strony prezentując się wyborcom jako ten, który umie rzucić Niemców i Francuzów na kolana, z drugiej zaś zamykając usta eurosceptycznej opozycji we własnej partii.

Scenariusz naprawdę doskonały – lekki thriller w stylu political fiction, z pewnym happy endem. Szkoda tylko, że film najwyraźniej wymknął się reżyserowi z rąk i zmienił w horror według najlepszych wzorów Alfreda Hitchcocka – najpierw wybuchła bomba atomowa, a potem napięcie systematycznie rosło, w miarę tego jak w scenariuszu pojawiło się coraz więcej nowych i niespodziewanych wątków (euro, Państwo Islamskie, imigranci).

Jeszcze pół roku temu zdecydowana większość Brytyjczyków deklarowała głosowanie za pozostaniem w Unii. Dziś nikt nie umie powiedzieć, jaki będzie wynik. Jedna zła wiadomość z Brukseli, Frankfurtu, albo z grecko-macedońskiej granicy może spowodować, że szala przechyli się na korzyść zwolenników wyjścia.

Jeśli do tego dojdzie, klamka zapadnie i nikt nie będzie w stanie naprawić szkód. Oczywiście unijni i brytyjscy negocjatorzy zaraz usiądą do stołu, by wypracować nowe porozumienie w sprawie specjalnego brytyjsko-unijnego partnerstwa, które zminimalizowałoby negatywne skutki gospodarcze. Zapewne udałoby się to szybko osiągnąć – w końcu nikomu nie zależy na tym, by ponosić straty z tytułu osłabienia współpracy gospodarczej, a większość przywilejów wynikających z uczestnictwa we wspólnym rynku da się zagwarantować również w porozumieniu o partnerstwie.

Reklama
Reklama

Ale długookresowe efekty polityczne i gospodarcze brytyjskiego wyjścia z Unii są nieznane – i w dodatku wszyscy czują, że prawdopodobnie złe dla Europy, złe dla Brytanii, złe dla Polski. Ale teraz nic się nie da już zrobić – trzeba czekać na wynik referendum.

Premier Cameron i jego „Brexit" z pewnością zasłużyły na Oscara. Ale dopiero 23 czerwca 2016 r. okaże się, w jakiej kategorii.

Witold M. Orłowski, profesor Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce

Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama