Kontrowersja dotyczy rewizji danych z przełomu lat 2012/2013, kiedy to rzekomo miało dojść do recesji.
W statystyce europejskiej stosuje się dwa odmienne sposoby szacowania kwartalnego tempa wzrostu PKB. Tradycyjny i najpopularniejszy sposób to odniesienie kwartalnej wartości PKB do wartości z analogicznego kwartału poprzedniego roku w cenach stałych z tegoż roku. Taki sposób eliminuje problem sezonowości.
Mniej popularny sposób, stosowany od wejścia Polski do Unii, polega na porównywaniu PKB w następujących po sobie kwartałach. Wymaga on zarówno eliminacji wahań sezonowych, do czego stosuje się metody ekonometryczne, jak i zachowania spójności między składowymi PKB. Słabą stroną tej metody są częste, choć nieznaczne, zmiany temp wzrostu w okresach historycznych jako skutek przeliczania szeregów czasowych po dodaniu danych z kolejnego kwartału. W omawianym przypadku, po dodaniu danych dla IV kw. 2015 r., GUS podał, że w dwóch kolejnych kwartałach przełomu lat 2012/2013 tempo wzrostu PKB wyniosło -0,1 proc.
Warto dodać, że GUS nie dokonał rewizji danych o wartościach PKB, co oznacza, że nie ma spadku PKB w spornych kwartałach. Sedno problemu tkwi w przyjmowaniu przez niektórych prostej definicji recesji jako sytuacji spadku PKB w co najmniej dwóch kolejnych kwartałach. Definicja ta jest uproszczoną i niepoprawną kopią definicji recesji stosowanej w USA przez komitet składający się z niezależnych ekspertów. Stosowana tam procedura obejmuje poza analizą PKB także badanie zmian dochodów realnych, zatrudnienia, produkcji przemysłowej i sprzedaży w handlu.
Inną ułomnością informacji o recesji wysnuwaną z analizy ekonometrycznej jest interpretacja uzyskanego rezultatu: gdyby przyjąć układ cen z 2010 r. i założyć wzorzec sezonowości z okresu kilkunastu lat, to model ekonometryczny pokazuje minimalny spadek PKB w konwencji kwartał do kwartału. Tymczasem w realiach cenowych 2012 r. i przy wzorcu sezonowości bliższemu temu okresowi nie stwierdza się spadku PKB.