Podatek inflacyjny: porażające zacietrzewienie

Proszę mi wytłumaczyć, jaki jest sens twierdzenia, że sprzedająca warzywa pani Genia „nałożyła na mnie podatek inflacyjny”? – pyta w polemice doradca prezesa NBP.

Publikacja: 04.04.2023 15:42

W marcu ogólny poziom cen był w Polsce 16,2 proc. wyższy niż przed rokiem (ponad sześć razy więcej o

W marcu ogólny poziom cen był w Polsce 16,2 proc. wyższy niż przed rokiem (ponad sześć razy więcej od celu NBP). Żywność była średnio 24 proc. droższa

Foto: Bloomberg

Po raz kolejny o inflacji (i polityce pieniężnej) wypowiedzieli się Stanisław Kluza i Andrzej Sławiński (tekst pt. „Ile kosztuje Polaków inflacja? Najostrożniejsze wyliczenia porażają.”, „Rzeczpospolita”, 22.02.2023). Autorzy raczej obłudnie „wciąż martwią się, że NBP pozwolił inflacji poszybować tak wysoko…”. Po czym… „zaczynają brać pod uwagę, że dokonane u nas zmiany instytucjonalne nastąpiły właśnie po to, by polityka pieniężna i fiskalna mogły być prowadzone tak, jak to widzimy”.

Inaczej mówiąc, NBP jest oskarżony nie tylko o to, że „pozwolił inflacji szybować”,, ale – co więcej – o udział w jakimś niecnym spisku mającym doprowadzić do zubożenia Polaków i zdołowania gospodarki: „można przyjąć, że akomodacyjna polityka pieniężna NBP wpłynęła w dużym stopniu” „na wielkość nałożonego na gospodarkę podatku inflacyjnego”.

NBP „pozwolił inflacji szybować” – a jego polityka była akomodacyjna (tj. przyzwalająca) „w dużym stopniu”. Rodzi się tu kilka pytań. Po pierwsze, czy inflacja (w istocie kosztowa) byłaby istotnie niższa, gdyby tylko NBP „nie pozwolił” (w jaki konkretny sposób?) jej „szybować”? Po drugie, polityka NBP była akomodacyjna „w dużym stopniu”? Dużym? Jak dużym? Wpłynęła na „wielkość podatku inflacyjnego” w 90 proc.? A może raczej w 10 proc.? Jeśli autorzy mają jakieś w tej materii wyliczenia, niechże je wreszcie upublicznią. Albo niech dadzą sobie spokój z rozsiewaniem pomówień.

Dalej, kto konkretnie – i jaki sposób – nałożył ów podatek, i w jaki sposób został on ewentualnie przez owego „ktosia” spożytkowany? Zauważmy, że w tzw. gospodarce planowej władza – jako ostateczna dysponentka wszystkich dóbr i usług - mogła arbitralnie podnieść ceny tego czy owego, albo nawet wszystkiego, i w ten sposób „nabić sobie kabzę”, narzucając ludności ekwiwalent prawdziwego podatku. Ale w gospodarce (w dominującym stopniu) rynkowej rzeczy mają się inaczej.

Bezpośrednio za wzrostem cen konkretnych towarów stoją konkretni sprzedawcy, dostawcy i producenci ( w tym także podmioty de facto państwowe). Ich decyzje cenowe sumują się zbiorczo do wskaźnika inflacji. Na osiedlowym bazarku jestem konfrontowany z drożejącymi warzywami. Proszę mi wytłumaczyć jaki jest sens twierdzenia, że oto sprzedająca warzywa pani Genia „nałożyła na mnie podatek inflacyjny”?

O bezpośrednio pozytywnym wpływie inflacji na dochody fiskalne można mówić raczej tylko w odniesieniu do dochodów z VAT. W 2022 r. dochody z VAT (i akcyz) wzrosły (szacunkowo) tylko o ok. 30 mld zł. Warto dodać, że łączne dochody podatkowe (w tym także z tytułu PIT i CIT) wzrosły o mniej niż 40 mld zł. Liczby te porażająco odbiegają od kwoty 150 mld. zł – co zdaniem Kluzy i Sławińskiego jest minimalną wielkością „podatku inflacyjnego” obarczającego ogół gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Jest rzeczą oczywistą, że inflacja poważnie zmniejszyła realną wartość depozytów i gotówki pozostającej w posiadaniu ogółu gospodarstw domowych i przedsiębiorstw niefinansowych. Nad tymi stratami można (i należy) ubolewać. Jednak trzeba mieć na uwadze także to, że straty części gospodarstw domowych i przedsiębiorstw niefinansowych są do pewnego stopnia rekompensowane dodatkowymi korzyściami odnoszonymi przez inne gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa niefinansowe.

Owszem, realna wartość depozytów kurczy się – ale w równym stopniu kurczy się realna wartość zobowiązań (np. kredytowych) jednostek zadłużonych. Także sprzedawcy i dostawcy drożejących (ponad miarę) dóbr i usług korzystają na inflacji.

Jako nabywca warzyw cierpię z powodu bazarowej „drożyzny”. Ale „pani Genia” podwyższająca swoje marże bez umiaru nie ma przecież realnego powodu do narzekań.

To samo może się odnosić się może np. do banków komercyjnych i innych instytucji finansowych – tak krajowych jak i zagranicznych. Jak się wydaje właśnie teraz – przy wysokiej inflacji – banki komercyjne pławią się w rekordowych zyskach…

Wnioski: Po pierwsze, „porażającą” wielkość rzekomego podatku inflacyjnego „nałożonego” na Polaków należałoby radykalnie urealnić. Po drugie, od autorów wypowiadających się na tematy ekonomiczne należy oczekiwać większej dozy obiektywizmu w ocenie funkcjonowania instytucji publicznych.

Tekst wyraża opinie autora.

Polemiki publikowane w „Rzeczpospolitej” są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.

Po raz kolejny o inflacji (i polityce pieniężnej) wypowiedzieli się Stanisław Kluza i Andrzej Sławiński (tekst pt. „Ile kosztuje Polaków inflacja? Najostrożniejsze wyliczenia porażają.”, „Rzeczpospolita”, 22.02.2023). Autorzy raczej obłudnie „wciąż martwią się, że NBP pozwolił inflacji poszybować tak wysoko…”. Po czym… „zaczynają brać pod uwagę, że dokonane u nas zmiany instytucjonalne nastąpiły właśnie po to, by polityka pieniężna i fiskalna mogły być prowadzone tak, jak to widzimy”.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Ludzie potrafią liczyć. Władza prosi się o kłopoty