Nowy impuls prywatyzacyjny w Ukrainie

Władze nakreśliły plan korporatyzacji 15 czołowych państwowych spółek, ze sprzedażą potencjalnie nawet 49 proc. ich udziałów.

Publikacja: 14.09.2022 03:00

Nowy impuls prywatyzacyjny w Ukrainie

Foto: AFP

Wielka prywatyzacja w Ukrainie zakończyła się w 2012 r. za rządów Wiktora Janukowycza sprzedażą spółek dystrybuujących energię. Potem wszystko, co nazywano „wielką prywatyzacją”, było działaniem na niewielką skalę. Proces prywatyzacji spowolnił w dużej mierze dlatego, że lwia część dużych aktywów państwowych została już sprzedana. Pozostały duży majątek, poza paroma wyjątkami, został uznany za strategicznie istotny, np. państwowe przedsiębiorstwo kolejowe Ukrzaliznycia, firmy energetyczne takie jak Energoatom, który zarządza elektrowniami atomowymi, spółki przemysłu obronnego itd. Ucięte zostały jakiekolwiek rozmowy o ich prywatyzacji, choć rozważana była korporatyzacja.

Prezydent Wołodymyr Zełenski, który doszedł do władzy w 2019 r., był zwolennikiem prywatyzacji – za jego rządów ponad 700 spółek zostało oddanych w ręce Funduszu Majątku Państwowego Ukrainy w celu sprywatyzowania. Przed wybuchem wojny fundusz sprzedawał drobne spółki za pomocą stworzonego w 2016 r. systemu online Prozorro.Sale, który zapewnia transparentność i konkurencyjność licytacji. Wśród największych osiągnięć prywatyzacji online są hotel Dnipro w Kijowie, sprzedany w 2020 r. za 1,1 mld hrywien (40 mln dol.), i ośrodki dawnego zakładu Bilszowyk (Pierwszy Kijowski Zakład Budowy Maszyn), sprzedane w 2021 r. za 1,4 mld hrywien (54 mln dol.). Zakład nadal produkował wyposażenie maszyn, ale jego działalność była szczątkowa. Został kupiony przez deweloperów głównie z uwagi na położenie blisko centralnego obszaru Kijowa. Komitet Antymonopolowy wstrzymał sfinalizowanie tej prywatyzacji i obecnie prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

W lipcu 2021 r. parlament Ukrainy zatwierdził ustawę, która stanowiła kolejny krok ku ułatwieniu procedur prywatyzacji i skróciła czas przygotowywania obiektów na sprzedaż. Ponadto gabinet ministra przekazał 420 spółek do Funduszu Majątku Państwowego Ukrainy w celu sprzedaży lub likwidacji.

W związku z wojną nie planuje się sprzedaży dużych firm państwowych, tylko prywatyzację mniejszych. Mimo to te plany nadal mają znaczenie, bo do państwa należy ponad 3500 spółek, z czego niemal 1800 zbankrutowało i zawiesiło działalność. Na liście prywatyzacyjnej figurują destylarnie, elewatory zbożowe (które powinny wzbudzić zainteresowanie inwestorów) i setki porzuconych obiektów, na które popyt będzie najprawdopodobniej ograniczony.

Przedstawiciele rządu twierdzą, że ten etap prywatyzacji nie jest motywowany chęcią pozyskania pieniędzy (cel to 600 mln hrywien, czyli 16,4 mln dol.), ale potrzebą przekazania setek drobnych spółek państwowych w prywatne ręce i tym samym odciążenia budżetu poprzez pozbycie się kosztów ich dotowania oraz nadzorowania.

W planie reform, zaprezentowanym na konferencji w Lugano w sprawie odbudowy Ukrainy 4–5 lipca, władze kraju nakreśliły jako cel korporatyzację 15 czołowych firm państwowych, ze sprzedażą potencjalnie nawet 49 proc. udziałów. Niemniej jednak w obliczu wojny nie jest jasne, kiedy ten plan mógłby zostać wcielony w życie.

Wielka prywatyzacja w Ukrainie zakończyła się w 2012 r. za rządów Wiktora Janukowycza sprzedażą spółek dystrybuujących energię. Potem wszystko, co nazywano „wielką prywatyzacją”, było działaniem na niewielką skalę. Proces prywatyzacji spowolnił w dużej mierze dlatego, że lwia część dużych aktywów państwowych została już sprzedana. Pozostały duży majątek, poza paroma wyjątkami, został uznany za strategicznie istotny, np. państwowe przedsiębiorstwo kolejowe Ukrzaliznycia, firmy energetyczne takie jak Energoatom, który zarządza elektrowniami atomowymi, spółki przemysłu obronnego itd. Ucięte zostały jakiekolwiek rozmowy o ich prywatyzacji, choć rozważana była korporatyzacja.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację