Zsolt Hernádi ścigany jest przez Chorwatów od 2013 r. za korupcję przy prywatyzacji chorwackiej rafinerii INA. Notabene, Donald Tusk, który zaczął pałać oburzeniem z tego powodu po publikacjach prasowych, powinien to wiedzieć. Piszę „powinien”, bo nie wykluczam, że jego służby specjalne, które o tym wiedziały, ówczesnemu premierowi tego nie powiedziały. A może powiedziały, a on zapomniał? A może nie zapomniał, ale akurat teraz zrobiła się okazja, żeby oburzeniem zapałać?

Zresztą MOL wygrał właśnie międzynarodowy arbitraż o odszkodowanie za straty, jakie poniósł w związku z oskarżeniami o prywatyzację chorwackiej rafinerii. Sąd uznał, że do żadnych nieprawidłowości nie doszło. Akt nie znam, świadectw moralności nikomu nie będę wystawiał, ale pozwolę sobie zauważyć, że problem ze sprzedażą stacji Lotosu akurat MOL-owi nie polega na tym, że jego prezes jest ścigany listem gończym, tylko na tym, że MOL jest konkurentem Orlenu w Czechach, który ma tam Unipetrol: rafinerie i trochę stacji paliwowych. Bo MOL jest właścicielem słowackiego Slovnaftu, który też ma stacje paliwowe w Czechach i je zaopatruje ze swojej rafinerii.

Co więcej, Orlenowi nie są potrzebne te stacje MOL-a, które w ramach wymiany dostanie na Węgrzech, bo będzie musiał je zaopatrywać z rafinerii MOL-a – tak jak MOL stacje, które w zamian przejmie w Polsce, będzie zaopatrywał z rafinerii Orlenu. Podobnie zresztą jak robią to inne sieci paliwowe działające w Polsce.

Opozycja pała zresztą oburzeniem nie na to, z kim Orlen wymienia się stacjami Lotosu, ale że w ogóle łączy się z Lotosem. A ja, jakbym był właścicielem Orlenu i Lotosu (jak jest Skarb Państwa), tobym je połączył dawno temu – zanim Komisja Europejska miała coś w tej sprawie do powiedzenia. I obstawiam, że zrobiłaby to większość czytelników. Chcieli to zresztą zrobić wszyscy wcześniejsi prezesi Orlenu: Modrzejewski, Wróbel, Chalupec, Kownacki i Krawiec. Ale politycy im nie dali. A „Obajtek wszystko może”. Może, bo mu Kaczyński pozwolił. Może więc premier Tusk powinien żałować, że wcześniej nie pozwolił na to samo Krawcowi?

Co więcej, Obajtek może być pierwszym prezesem Orlenu, który po tym, jak go nowa władza wywali z roboty, znajdzie sobie inną robotę w jakimś koncernie energetycznym lub petrochemicznym, a nie w jednoosobowej działalności consultingowej. Na przykład w MOL-u?

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI