Wszystkie wydatki publiczne są finansowane albo z płaconych przez nas podatków (danin), albo z emitowanego przez państwo długu (który oznacza wyższe podatki w przyszłości). Wielu ludzi, domagając się realizowania kolejnych programów przez państwo, nie dostrzega, że wiąże się to z większym opodatkowaniem społeczeństwa (teraz lub w przyszłości).

Jak zauważyła Margaret Thatcher: „Jeśli państwo chce wydać więcej, musi albo pożyczyć oszczędności od ludzi, albo silniej ich opodatkować. Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne, są tylko pieniądze podatników”. Dlatego Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) po raz jedenasty przygotowało „Rachunek od państwa”, który pokazuje wydatki polskiego państwa w podziale na najważniejsze kategorie i w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

Źródła wzrostu wydatków

W 2021 roku wydatki publiczne w przeliczeniu na jednego mieszkańca po raz pierwszy przekroczyły kwotę 30 tys. zł. Stanowiły 44,2 proc. PKB – mniej niż rok wcześniej, gdy wybuchła pandemia, ale wciąż sporo więcej niż w 2019 roku. Od 2015 roku wydatki publiczne wzrosły w Polsce realnie o ponad 35 proc. Można wskazać na trzy źródła finansowania tego wzrostu wydatków.

Po pierwsze, dzięki dobrej koniunkturze w zachodniej Europie i napływowi pracowników z Ukrainy polska gospodarka rozwijała się bardzo szybko. Po drugie, rząd PiS wprowadził wiele nowych podatków, często dla niepoznaki nazywanych opłatami lub daninami („opłata emisyjna”, „danina solidarnościowa”, a oprócz tego np. podatek bankowy i podatek handlowy). Po trzecie, zwiększyło się zadłużenie sektora publicznego.

Największą kategorią wydatków publicznych były, jak co roku, emerytury i renty. Przeciętny mieszkaniec Polski wydał na nie, wliczając „trzynastki” i „czternastki”, 8938 zł. To o wiele więcej niż na liczone łącznie dwie kolejne kategorie wydatków: ochronę zdrowia (3851 zł) oraz edukację i naukę (3731 zł).

Szczególnego podkreślenia wymaga to, że Polska wydaje sporo więcej na emerytury niż znajdujące się na podobnym poziomie rozwoju inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a jednocześnie jest społeczeństwem, które się bardzo szybko starzeje.

W latach 2015–2021 wydatki socjalne w ujęciu realnym wzrosły w Polsce o prawie 43 proc. – był to piąty wynik w UE (przy średniej na poziomie 22,3 proc.). Wydatki socjalne rosły szybciej niż gospodarka – w stosunku do PKB zwiększyły się o 1,7 pkt proc. Z drugiej strony malało znaczenie inwestycji publicznych, które w stosunku do PKB zmniejszyły się o 0,4 pkt proc.

Obligacje na rollercoasterze

Znacząco wzrosło zadłużenie, jednak najbardziej niepokojący jest skokowy wzrost rentowności polskich obligacji. Jeszcze niedawno rentowności pięcioletnich obligacji wynosiły poniżej 1 proc., by w czerwcu br. przebić nawet na moment 8,5 proc.

Sytuacja na rynku polskiego długu wygląda jak rollercoaster. Widać ogromną zmienność i niepewność. W ciągu dwóch dni rentowności potrafią zmienić się o 100 pkt baz. Ogromna zmienność rentowności i wzrost ryzyka naszego kraju w połączeniu z bardzo niską wiarygodnością ekonomiczną sugerują, że możliwy jest nawet scenariusz nagłego przebicia przez rentowności poziomu 10 proc.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Wystarczy przypomnieć, że ubezpieczenie od niewypłacalności kraju, czyli kontrakty CDS, zdrożały dla Polski ponad 1,5 raza. Jest to drugi co do wielkości na świecie przyrost ceny CDS, przed nami jest tylko Rosja. A to swego rodzaju miara wiarygodności fiskalnej, ukazująca teraz ogromną utratę wiarygodności dla polskiego długu.

1705 zł odsetek na Polaka rocznie

Przez to, że przez długi czas odsetki malały, wydawało się, że państwo może się bezkarnie zadłużać. Teraz jednak odsetki zaczynają szybko rosnąć. Według prognozy z kwietnia br. przedstawionej przez rząd w Wieloletnim planie finansowym państwa na lata 2022–2025, odsetki od długu publicznego mają wynieść 1258 zł na mieszkańca w tym roku i 1705 zł w roku przyszłym. Dla porównania w 2021 roku odsetki wyniosły 772 zł na mieszkańca.

Odsetki w „Rachunku od państwa” wzrosną o niemal tysiąc złotych. To prawie półtorakrotność wydatków na policję, straż pożarną i inne służby razem wzięte oraz niewiele mniej niż wydatki na wojsko. Łącznie już w tym roku koszt obsługi długu publicznego będzie wyższy od kosztu programu „Rodzina 500+”.

Scenariusz rumuński

A co z pozostałymi wydatkami: na zdrowie, wojsko, emerytury i renty? Oficjalne prognozy zakładają, że rentowności zatrzymają się na poziomie 5–6 proc. Przy rentownościach powyżej 8 proc. czy 10 proc. czeka nas rachunek grozy.

Konieczne stanie się cięcie innych wydatków albo gigantyczne zwiększenie podatków. Oby nie skończyło się dalszym wzrostem zadłużenia, bo przy tak wysokim oprocentowaniu polskich obligacji jest to kurs na górę lodową. Niestety, istnieje dla Polski ryzyko kryzysu podobnego do tego, który wystąpił w Rumunii w 2009 roku.

W Rumunii mimo relatywnie małej relacji długu do PKB (ok. 30 proc. PKB) po wybuchu globalnego kryzysu finansowego doszło do kryzysu fiskalnego. Równocześnie kraj notował wysoki deficyt salda obrotów bieżących i deficyt budżetowy (tzw. deficyty bliźniacze). Jednym z czynników zapalnych rumuńskiego kryzysu był gwałtowny wzrost rentowności. Wzrosły one do 11–12 proc. i kraj ten zmuszony był zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europe jskiej. Rumunia, nie będąc w stanie emitować obligacji na rynku krajowym, musiała też podwoić zadłużenie zagraniczne.

W Polsce dostrzegamy obecnie wiele analogii. Mamy nasycony krajowy rynek obligacji, skokowy wzrost rentowności i emitowanie w większej skali długu zagranicznego. Na to, że może nas czekać scenariusz rumuński, wskazuje też to, że Mateusz Morawiecki szuka wiceministra, który by jeździł po świecie i sprzedawał polskie obligacje w walutach zagranicznych. Znamienne jest również to, że z wieloletniego planu finansów państwa po kilkunastu latach zniknęła nagle tablica, w której rząd pokazuje udział długu zagranicznego.

Niestety, rachunek grozy dostaniemy po wyborach. A jeśli uwzględnić nakręcaną przez polityków spiralę populizmu, może on być ogromny.

Dr Sławomir Dudek jest głównym ekonomistą Forum Obywatelskiego Rozwoju, a Marcin Zieliński – ekonomistą FOR.