Podatek od nadmiarowych zysków spółek w zeszłym tygodniu ogłoszono na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii, a nieco wcześniej we Włoszech. Podobne daniny są tematem publicznej debaty w wielu innych państwach. W USA na stole jest kilka projektów ustaw. Najgłośniejsza z nich, firmowana przez senatora Berniego Sandersa, przewiduje 95-proc. podatek od „niezasłużonych” zysków wszystkich dużych firm. Za niezasłużone autorzy tej propozycji uznali wszelkie dochody przekraczające średnią z lat 2015–2019 skorygowaną o inflację.

Proponowane i już uchwalone domiary różnią się pod względem konstrukcji, ale mają jeden wspólny mianownik. Są odpowiedzią rządów na najwyższą od kilku dekad inflację. Niektórym przedsiębiorstwom to środowisko bardzo sprzyja, co prowokuje zarzuty o paskarstwo. Dziś, w warunkach galopujących cen paliw, gazu i energii elektrycznej, oczywistym przykładem są firmy naftowe, gazowe i energetyczne, ale nie tylko one doświadczają ostatnio skokowego wzrostu zysków i – co ważniejsze – marż. W wielu krajach rentowność szerokiego spektrum firm jest najwyższa od lat pomimo szybkiego wzrostu kosztów. Tak jest też w Polsce, gdzie – jak pokazały niedawne dane GUS – w I kwartale rentowność obrotu netto dużych firm (tzn. zatrudniających co najmniej 50 osób) była najwyższa od co najmniej 2003 r. Nominalna wielkość zysków naturalnie rośnie wraz z cenami, ale to, że jednocześnie firmy poprawiają marże, oczywiste już nie jest.

Czytaj więcej

Rząd Viktora Orbána sięga po zyski dużych spółek

Wygląda to tak, jakby przedsiębiorstwa wykorzystywały środowisko wysokiej inflacji, gdy konsumenci akceptują (a może nawet uważają za uzasadnione) podwyżki cen, żeby z nawiązką przerzucać na nich swój wzrost kosztów. To z kolei utrwala inflację, która komplikuje politykę gospodarczą i społeczną. Wiele rządów wdraża programy pomocy dla gospodarstw domowych, w które wzrost cen energii, ciepła, paliw i żywności najbardziej uderza. Do tego dochodzą zwiększone wydatki na zbrojenia po ataku Rosji na Ukrainę, który leży u źródeł wzrostu notowań surowców. Nietrudno więc uzasadnić pomysł, aby tymi kosztami obciążyć częściowo firmy, które na wysokiej inflacji zarabiają.

Także na gruncie teorii ekonomii można znaleźć argumenty na rzecz podatków od nadzwyczajnych zysków. Podatek można uznać za efektywny, gdy w niewielkim stopniu wpływa na postępowanie podatników (nie skłania do zmiany strategii, zatrudnienia, itp.). Jednorazowa danina od już osiągniętych zysków i to niezwiązanych z decyzjami firm tylko z wydarzeniami losowymi spełnia ten warunek. Dlaczego więc rządy nie decydują się na takie rozwiązania częściej?

Jednym z powodów jest to, że „domiary” uchodzą za uznaniowe i mogą rodzić niepewność, co wpływa negatywnie na inwestycje nawet wśród firm, które nie są nimi dotknięte. Tu można upatrywać przyczyn tego, że na Węgrzech ogłoszenie nowej daniny, która obciąża aż osiem sektorów i zostanie utrzymana w tym i w przyszłym roku, wywołało paniczne reakcje na rynku finansowym, a w Wielkiej Brytanii i Włoszech lepiej wycelowany domiar nie wzbudził większych kontrowersji. Po prostu rząd w Budapeszcie zbyt chętnie po takie nadzwyczajne rozwiązania sięgał. Można przypuszczać, że w Polsce podatek od nadzwyczajnych zysków byłby postrzegany podobnie. Byłby też trudniejszy do uzasadnienia, gdy wiadomo, że inflacja nie jest tylko pochodną szoków zewnętrznych, takich jak pandemia czy skok cen surowców, ale też ekspansywnej polityki fiskalnej rządu.

Na razie o podatkach od nadmiarowych zysków oficjalnie się w Polsce nie mówi, być może dlatego, że za poprawę wyników firm odpowiadają w dużej mierze spółki Skarbu Państwa. Za pewnego rodzaju inflacyjny domiar uznać można jednak… pakiet pomocy dla kredytobiorców. Obciąża on banki, które – jak powiedział premier Mateusz Morawiecki – są beneficjentami podwyżek stóp procentowych, czyli – pośrednio – inflacji. Banki mają się więc tymi nadmiarowymi zyskami podzielić z kredytobiorcami.