- Zmieniam retorykę. Inflacja nie jest przejściowa, inflacja jest uciążliwa. Będziemy się starali ją sprowadzić do minimalnych poziomów, ale nie kosztem dużego bezrobocia – oznajmił w środę prezes NBP Adam Glapiński, nawiązując do słów szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Jerome Powell powiedział w tym tygodniu, że ryzyko utrzymywania się uporczywie podwyższonej inflacji (w USA) wyraźnie wzrosło, w odpowiedzi na co zmieniać się będzie polityka Fed.

Przekornie powiem, że prezes Glapiński nie ma racji. Podwyższona inflacja jest przecież przejściowa – przechodzi z miesiąca na miesiąc. I przejdzie z tego roku na następny. Choć nie to szef NBP miał na myśli przekonując nas całymi miesiącami o przejściowości inflacji. Utrzymując do października niemal zerowe stopy procentowe tylko dolewał oliwy do ognia, który rzeczywiście nadciągnął – jak mówi – z zewnątrz…

Czytaj więcej

Glapiński: zmieniam retorykę, inflacja nie jest przejściowa

Prezes dużo mówi i ma temperament publicysty, co niekoniecznie jest zaletą u bankiera centralnego. Nie zwiększa przecież wiarygodności potrzebnej np. do słownych interwencji na rynku (wystarczy wspomnieć „whatever it takes” Mario Draghiego, które uratowało strefę euro). Nie buduje też wiarygodności w oczach opinii publicznej, a przecież na kształtowaniu oczekiwań inflacyjnych polega stosowana przez banki centralne, w tym NBP, strategia bezpośredniego celu inflacyjnego. W Polsce celem jest 2,5 proc. +/- 1 pkt proc., przy inflacji stopniowo pnącej się w górę aż do 7,7 proc. w listopadzie. Dla przeciętnego polskiego konsumenta, z przerażeniem patrzącego, jak rosną jego rachunki za bieżące zakupy, nazwisko prezesa już kojarzyć się będzie z nadmiarowym wzrostem cen, w myśl powiedzenia: mówisz Glapiński, myślisz inflacja.

Problem dostrzegają środowiska ekonomiczne, w tym byli członkowie RPP, którzy postulują, by na kolejną kadencję na czele NBP prezydent zgłosił innego kandydata. Swoje złośliwe trzy grosze dorzuca także opozycja. Hanna Gronkiewicz-Waltz, związana z PO była prezes NBP, zasugerowała w czwartek w rozmowie z Tok FM, że ugrupowanie rządzące ma świetnego innego kandydata do NBP – Mateusza Morawieckiego. Czy aby na pewno? Pomijając to, że ambicją premiera jest raczej pozycja następcy Jarosława Kaczyńskiego, więc prezesura w NBP byłaby tylko nagrodą pocieszenia, to jego zaangażowanie polityczne mocno nadwyrężyło jego wizerunek potrzebny w instytucji zaufania społecznego, jaką jest każdy bank centralny.

Tak czy inaczej, rządzące ugrupowanie ma problem – nadmierną inflację i do obsadzenia dwie trzecie miejsc w RPP (z nadania Sejmu i prezydenta). Im poważniej nominaci potraktują konstytucyjny i ustawowy obowiązek NBP dbania o wartość polskiego pieniądza i stabilność cen, tym trudniej będzie zdobywać pieniądze na prezenty wyborcze. Z drugiej jednak strony, tolerowanie wysokiej inflacji już zaszkodziło notowaniom rządzących. Najmocniej uderza ona przecież w gorzej sytuowanych, których w opiekę obiecała brać „dobra zmiana”. Dzięki transferom społecznym i nadzwyczajnej koniunkturze gospodarczej stopa życiowa i nastroje elektoratu w przeszłości istotnie wzrosły, ale wysoka inflacja teraz gwałtownie sprowadza je na ziemię. A upadek z wysokiego konia boli najbardziej. I żadna zmiana retoryki przez szefa banku tego nie zmieni.

Czytaj więcej

To stulecie takiej inflacji jeszcze nie widziało. Co zrobi RPP?