Reklama

Odważna postawa marka belki

Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości (d. WestLB Polska)

Publikacja: 22.04.2011 03:52

Patrząc na najbliższą przyszłość gospodarki, można odnieść wrażenie, że próby prognozowania są co najmniej kłopotliwe. Istnieje 150 argumentów za tym, by być pesymistą, i równie wiele za tym, by przyjąć optymistyczny ton. Dobrze określił to George Soros – sytuacja jest bardziej niepewna niż podczas kryzysu. Wtedy przynajmniej było wiadomo, że jest źle i gorzej być nie może. Teraz niby jest dobrze, ale jednak coś nie gra.

Podobnie jest z polityką pieniężną – jastrzębie i zwolennicy podwyżek stóp mają sporo solidnych argumentów, a i gołębie nie są ich pozbawieni. Zestaw tych argumentów już był wielokrotnie opisywany. W takim okresie ważne jest, by osoby odpowiedzialne za najważniejsze decyzje gospodarcze pokazały, że są u steru. Jasno mówiły, jaka jest ich interpretacja wydarzeń i na czym opierają swe decyzje.

Dlatego podoba mi się zachowanie prezesa NBP Marka Belki. Nie obawia się podjąć rękawicy rzucanej przez rynki, które oczekują bardziej agresywnych niż dotąd podwyżek stóp procentowych. Teoretycznie mógłby udzielać wywiadów, w których opisywałby,

że zadania stojące przed polityką pieniężną są bardzo trudne. I popierać wnioski o silne podwyżki, tłumacząc, że inflacja rośnie. On jednak od dłuższego czasu komunikuje, że jego zdaniem szok cenowy związany z rosnącymi cenami surowców minie. Prowadzi aktywną politykę werbalną, która wspiera bardzo ostrożne podnoszenie kosztu kredytu.

Sporo ryzykuje, bo jeżeli jego interpretacja okaże się błędna, na niego spadną gromy. Myślę, że gdyby wspierał ostrzejsze zacieśnienie polityki pieniężnej, ryzykowałby mniej swoją reputacją, gdyż w razie pomyłki wina spadłaby na „ogólnie trudną sytuację inflacyjną".

Reklama
Reklama

W tę strategię wpisuje się czwartkowe spotkanie prezesa NBP i ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz decyzja o interwencji walutowej resortu. Nie mam wątpliwości, że służyła ona m.in. złagodzeniu presji na podwyżki stóp. Wyobrażam sobie, że Belka powiedział w pewnym momencie ministrowi: albo mi pomożesz, albo będziemy musieli zaserwować gospodarce tyle podwyżek, że się wszyscy ugotujemy.

Jeżeli złoty nadal pozostawałby słaby, zwiększałoby to presję inflacyjną, a NBP musiałby bardziej zdecydowanie podnosić stopy. W połączeniu z zaciskaniem polityki fiskalnej byłaby to najlepsza recepta na obcięcie tempa wzrostu PKB w Polsce o połowę.

Opinie Ekonomiczne
Wiceszef Komisji Europejskiej dla „Rzeczpospolitej”: Apel o preferencje europejskie
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Piękny wzrost PKB, ale na sterydach
Opinie Ekonomiczne
Anita Błaszczak: Demograficzny efekt motyla
Opinie Ekonomiczne
Ekspert: Innowacje w świecie uzbrojonej globalizacji. Jaki kierunek dla Polski?
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Niezastępowalny konsument
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama