Od dłuższego czasu za zacieśnieniem monetarnym przemawiał dynamiczny wzrost gospodarki, rosnąca inflacja i perspektywa podwyżek stóp w strefie euro. Do tego złoty, jakby na złość części członków RPP, nie tylko nie chciał się zacząć umacniać, lecz nawet niektórzy inwestorzy zaczęła oczekiwać jego osłabienia pod wpływem pogarszających się fundamentów.

Przeciwnicy podwyżek nie omieszkają zripostować, że istnieje duża niepewność co do przyszłego wzrostu gospodarczego. Jednak nawet jeżeli kolejne lata mogą przynieść osłabienie dynamiki PKB, i tak bieżący poziom stóp wydaje się za niski.

Zaskakiwać powinno nie to, że stopy po raz kolejny wzrosły, lecz raczej fakt, iż na rozpoczęcie cyklu trzeba było czekać tak długo. Część członków RPP dostrzegała problem wcześniej, zgłaszając wnioski o podwyżki stóp w II półroczu 2010 r. Niestety, zostały one wówczas odrzucone głosami większości przedstawicieli władz monetarnych, którzy obawiali się

– jakkolwiek niewiarygodnie to dziś brzmi

– nadmiernego umocnienia złotego.

Sytuacja się zmieniła, a ówcześni przeciwnicy podwyżek wydają się w końcu dostrzegać konieczność zacieśnienia monetarnego. Wskazują na to choćby częste wzmianki niegdyś gołębich przedstawicieli RPP o efektach drugiej rundy i rosnących oczekiwaniach inflacyjnych.

Wnioskując na podstawie majowych wypowiedzi członków RPP, można odnieść wrażenie, że do kolejnej podwyżki dojdzie już w czerwcu. Doświadczenie skłania jednak do pokory przy wyciąganiu tak daleko idących wniosków. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy antyinflacyjna retoryka RPP to uzasadnienie dwóch kolejnych podwyżek (w kwietniu i maju) czy też zapowiedź trzeciej w czerwcu.

Niestety, przedstawiciele Rady niezbyt jasno odróżniali te dwie kwestie w komentarzach.

Niezależnie od intencji członków RPP podwyżka w czerwcu byłaby słuszna. Po pierwsze, szybsze zmiany stóp pomogłyby wzmocnić złotego, przyczyniając się do szybszego obniżenia inflacji. Po drugie, RPP rozwiałaby wątpliwości co do determinacji w obniżaniu inflacji. Po trzecie, sygnał o rosnących stopach zostałby wysłany dokładnie w chwili, gdy związki i pracownicy korygują w górę żądania płacowe. Jak mawiają inwestorzy: „timing is everything".

Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego