To trudne, przyznaję. Dane opublikowane przez Urząd Statystyczny optymistycznie nie nastrajają.
Tym bardziej, że wynik z początku roku jest jeszcze słabszy od tego z końca roku 2012 i gorszy od szacunków,
Gdzie tu się doszukiwać dobrych stron? Po pierwsze sprawdzają się przewidywania ekonomistów. Być może sprawdzą się i te dotyczące tego, że przełom lat 2012/2013 będzie dołkiem, od którego polska gospodarka zacznie się odbijać. To by znaczyło, że w kolejnych miesiącach produkt krajowy brutto może zacząć rosnąć. Można mieć nieśmiałą nadzieję, że nasza gospodarka, wraz z innymi z Europy, na drogę rozwoju wejdzie ponownie w 2014 roku.
Kolejnym pocieszeniem może być fakt, że choć wzrost PKB jest niewielki, to jednak jest to wciąż wzrost. Prognoza na ten rok przewiduje PKB polskiej gospodarki urośnie o 1,3 proc. a w roku kolejnym o 2,2 proc.
W tym samym czasie PKB takich krajów jak Francja, Hiszpania, czy Włochy będzie spadać, w gospodarki Niemiecka, Brytyjska, czy Czeska będą rozwijać się znacznie wolniej od naszej.
Dodatkowo, w świetle obecnych danych GUS nie jest wykluczone kolejne cięcie stóp procentowych. To zaś dla wielu z nas oznacza niższe raty zaciągniętych kredytów.
Jeżeli prognozy ekonomistów sprawdzą się, tak jak i ta przewidująca dołek na rynku na przełomie lat 2012/2013, będzie to oznaczać, że Polskę ominą najgorsze konsekwencje kryzysu gospodarczego, jaki nawiedził Europę pod koniec 2008 roku.
Gospodarka, mimo że znacznie spowolniła, nie zaczęła się kurczyć, jak miało to miejsce w wielu europejskich krajach.