Rz: Jesteście nowym typem przedsiębiorstwa na polskim rynku telekomunikacyjnym. Kogo postrzegacie jako potencjalnego konkurenta?
Andrzej Drzewiecki:
Jesteśmy firmą usługową świadczącą usługi T-Mobile i Orange. Bezpośredniej konkurencji dzisiaj w ogóle nie mamy.
Leszek Lis:
I tak będzie do czasu, kiedy głównym obszarem działania będą usługi na rzecz właścicieli: zarządzanie sieciami T-Mobile i Orange oraz ich uwspólnianie. Kiedy zrealizujemy kluczowe punkty tych projektów, zaczniemy się bardziej otwierać na rynek. Dzisiaj nie szukamy aktywnie nowych partnerów czy zleceń.
Andrzej Drzewiecki:
Obecnie wszystkie siły koncentrujemy na realizacji podstawowych projektów. To są unikalne przedsięwzięcia. Nikt tego jeszcze w ten sposób i na taką skalę nie robił.
A EverythingEverywhere? Wasz daleki kuzyn z Wielkiej Brytanii?
Andrzej Drzewiecki:
Tam jest inny model współpracy operatorów, a ich sieci telekomunikacyjne są w innym stanie rozwoju. Tam infrastruktury jest więcej, ale w naszym przypadku w grę wchodzi dodatkowo niemal całkowita modernizacja.
Leszek Lis:
W niespełna trzy lata unowocześniamy infrastrukturę budowaną przez lat kilkanaście. Dodam jeszcze stosunkowo krótki czas naszego projektu, równoległą do modernizacji likwidację 3 tys. nadajników, wdrożenie sieci UMTS900 itp. Takiego przedsięwzięcia do tej pory na rynku nie było. Doświadczeń ze współdzieleniem infrastruktury znalazłoby się sporo, ale zwykle ograniczały się do wież i masztów, czasem też systemów antenowych i teletransmisji. Naszego modelu na taką skalę nikt jeszcze nie próbował.
Andrzej Drzewiecki:
Nie zapominajmy o drugim kluczowym przedsięwzięciu. Dzisiaj utrzymujemy największą radiową infrastrukturę sieci komórkowych w Polsce, bo obie wciąż działające sieci Orange i T-Mobile oraz rosnącą sieć współdzieloną. Jest to w sumie 13 tys. nadajników.
Czy koniec tych projektów będzie oznaczał konieczność redukcji zatrudnienia?
Andrzej Drzewiecki:
Nasze umowy z T-Mobile i Orange mają charakter długoterminowy, co stabilizuje sytuację spółki w długim okresie.
Leszek Lis:
Doświadczenia rynku telekomunikacyjnego pokazują, że bezustanna ewolucja technologii i wymagań co do wydajności sieci generuje stały popyt na usługi rozwoju. Zarówno ze strony naszych właścicieli, jak i – w przyszłości – innych podmiotów. Nasze kompetencje na pewno znalazłyby zastosowanie choćby przy spodziewanej budowie nowych sieci LTE.
A inne potencjalne przedsięwzięcia?
Leszek Lis:
Oczywiście istnieją i są planowane. Mówiąc o nich, mówilibyśmy jednak o planach naszych właścicieli, do czego nie czujemy się uprawnieni. Z pewnością istnieją dla nas obszary wzrostu poza dzisiaj realizowanymi projektami, a zasady działania spółki dają pole, aby je co najmniej przeanalizować.
Ale do 2014 r. podstawowym projektem jest modernizacja i łączenie sieci?
Andrzej Drzewiecki:
Niejedynym, ponieważ od początku nadzorujemy sieci naszych właścicieli. I to samo w sobie stanowi duży obszar naszej działalności.
Leszek Lis:
Nie zapominałbym o samym procesie tworzenia NetWorks!, który choć nie spektakularny, był jednak bardzo ważny i złożony. Trzeba było utworzyć jedną organizację i jeden 800-osobowy zespół, sumując dwa odrębne do tej pory składy, dwa odrębne komplety procedur, kultur, polityk korporacyjnych czy przyzwyczajeń.
Pewnie nie jest prosto odnaleźć się pomiędzy dwoma takimi właścicielami, jak T-Mobile i Orange?
Andrzej Drzewiecki:
Dajemy sobie radę.
Leszek Lis:
Mamy szczegółowo ustalone zasady z dokładną specyfikacją kompetencji rady nadzorczej i jej poszczególnych komitetów oraz zarządu spółki, progów decyzji i odpowiedzialności tych ciał. Istnieje oczywiście długoterminowa strategia i półroczne plany działania, z których zarząd jest rozliczany przez radę nadzorczą.
Cele są zapewne raczej operacyjne, niż finansowe?
Leszek Lis:
Jeżeli rozumieć przez to np. uruchomienie danej liczby nadajników radiowych, to tak.
Andrzej Drzewiecki:
Oczywiście ważne są także koszty działania i efektywność spółki. Powołana została przecież właśnie dla obniżenia kosztów właścicieli.