Jednym z najświeższych przykładów może być znowelizowana ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. Ozusowanie umów-zleceń, niezależnie od liczby tego typu kontraktów zawieranych przez jednego zleceniobiorcę, z pewnością uznać możemy za decyzję przełomową – zarówno dla funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych, pracodawców, jak i samych zatrudnionych.

Trudno już dziś przewidzieć, jak zareaguje na te zmiany rynek pracy. Jedno jest pewne: jak w czasie każdej rewolucji, tak i teraz swoje pięć minut mogą mieć przestępcy, czyli szara strefa, która z pewnością nie odpuści takiej okazji, by osłabić legalnie działające podmioty nowymi daninami. Chodzi przecież o „konkurencyjną" ofertę. To będzie zarazem wielki egzamin dojrzałości dla organów stojących na straży prawa. Czy znowu rozmaite inspekcje zafundują nam „powtórkę z rozrywki" – czytaj: zmasowane kontrole tych podmiotów, które działają oficjalnie, i  niemal całkowite ignorowanie coraz bardziej rozbestwionej szarej strefy?

W tym przypadku, jak w wielu innych zresztą, diabeł tkwi w szczegółach, które sprawiają, że ta ustawa, choć w przeważającej części nie weszła w życie, już teraz kwalifikuje się do zmiany.

Wchodzący 1 stycznia 2016 r. obowiązek objęcia umów-zleceń składkami na ZUS odnosi się również do tych przedsiębiorców, którzy realizują wieloletnie kontrakty, również z dziedziny zamówień publicznych. Dla wielu firm oznacza to wyższe koszty przy niezmienionym wynagrodzeniu od zleceniodawcy. Niektórzy zapewne poniosą straty w miejsce planowanych zysków. Co w takiej sytuacji zaproponował ustawodawca? Firmom przysługiwać będzie prawo do waloryzacji wynagrodzenia, jednak negocjacje w tej sprawie będzie można prowadzić dopiero po... wejściu w życie ustawy, czyli od nowego roku.

Co więcej, jeśli przedsiębiorca zdecyduje się na rozwiązanie kontraktu, będzie mógł to zrobić bez konsekwencji dopiero od... 1 marca 2016 r., z trzymiesięcznym – a jakże – okresem wypowiedzenia. Dla wielu firm, na przykład z branży ochrony, gdzie udział kosztów osobowych jest spory, może to oznaczać istotny spadek rentowności. Jednym słowem, przez pięć pierwszych miesięcy roku niektórzy przedsiębiorcy będą stać przed wyborem: splajtować w wyniku rzetelnej realizacji umowy, która wobec zmian w prawie stała się nieopłacalna, czy na skutek kar umownych od zleceniodawcy? Zaiste, budująca perspektywa!

Cóż można zrobić, zanim całe rzesze polskich przedsiębiorców poddane zostaną kolejnemu morderczemu testowi odporności na niespójne i sprzeczne wewnętrznie przepisy? Czasu jest niewiele, ale ta sprawa jest priorytetem absolutnym. „Primum non nocere" – ta prastara lekarska zasada powinna stać się kluczową dewizą rządzących wszystkich szczebli. Należy tak zmienić prawo zamówień publicznych, by negocjacje w sprawie waloryzacji rozpocząć się mogły stosunkowo wcześnie – najlepiej już od 1 września tego roku. Tylko taki termin gwarantuje bezpieczne i stabilne funkcjonowanie tysiącom polskich firm, a w konsekwencji zatrudnienie setkom tysięcy pracowników, w których obronie przecież uchwalono nowe prawo. Jeśli nie dokonamy zmiany jeszcze w tej kadencji, jeśli przepisy intertemporalne nie zagwarantują firmom tego, co im się należy choćby z mocy konstytucji – czyli swobody działalności gospodarczej – może się okazać, że planowana rewolucja pożre własne dzieci. Zwycięzcą w takiej sytuacji będzie wyłącznie szara strefa.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP