Utrzymanie obecnej oceny z maja, gdy eksperci pogrozili Polsce palcem, obniżając perspektywę ratingu ze stabilnej na negatywną, nie powinno jednak specjalnie nikogo cieszyć. Brak decyzji to jednak nie to samo co pochwała. Na nią, przynajmniej na razie, sobie nie zasłużyliśmy. Tym samym zastrzeżenia, które pojawiły się przy okazji poprzedniej decyzji, w dalszym ciągu pozostają aktualne. Warto przypomnieć, że dotyczą spraw dużego kalibru, jak kształt budżetu na przyszły rok, kosztowna obniżka wieku emerytalnego czy zapowiadana ustawa frankowa. Dodatkowo wyzwaniem dla rządu pozostaje hamowanie rozpędzającej się wcześniej gospodarki, które delikatnie dało o sobie znać w pierwszej połowie bieżącego roku. Niższy wzrost gospodarczy to niższe wpływy z podatków. Gdyby się okazało, że problem nie jest przejściowy, to ustalenie przyszłorocznego budżetu może nastręczyć jeszcze więcej kłopotów, niż sądzono.

Wciąż jest zbyt wiele niewiadomych co do oceny kondycji naszej gospodarki i finansów publicznych, co mogło mieć wpływ na brak decyzji Moody's. Jednocześnie rząd dostał przynajmniej kilka miesięcy, które mogą zaważyć na przyszłej ocenie. Kolejna rewizja spodziewana jest w dopiero styczniu.

Co to oznacza dla inwestorów? Przede wszystkim czekają ich kolejne miesiące niepewności. W takich warunkach na dłuższą metę trudno będzie o pozytywne zachowanie giełdy czy polskiej waluty. Nie pojawiły się żadne argumenty, które uspokoiłyby inwestorów. W dalszym ciągu inwestowanie na naszym rynku niesie ze sobą te same ryzyka, które do tej pory zniechęcały zagraniczny kapitał. Obawy co do naszej sytuacji gospodarczej nie zostały rozwiane, więc na otwieranie szampana jest stanowczo za wcześnie.