Naukowcy z Gdańska otwierają na nowo dyskusję o finansowaniu służby zdrowia. Ich zdaniem w tej chwili najlepsze, najbardziej opłacalne procedury przejmują szpitale niepubliczne. Przez to publicznym placówkom coraz trudniej się zbilansować.
– NFZ, zawierając kontrakty ze szpitalami, powinien docenić kompleksowość leczenia, które proponują publiczne szpitale. Zapewniają one dostęp do specjalistów różnych dziedzin, prowadzą leczenie osób, u których występuje równocześnie kilka chorób. To wszystko kosztuje – tłumaczą.
4 lata
starszy jest przeciętny pacjent kardiochirurgii w szpitalu publicznym od leżącego w placówce prywatnej
Podział na opłacalne i nieopłacalne procedury ma zlikwidować Agencja Taryfikacji, która wyceni wszystkie rodzaje leczenia. Jednak instytucja, zapowiadana w poprzedniej kadencji, jeszcze nie powstała. – Powszechne jest przekonanie, że niepubliczne placówki wybierają te rodzaje leczenia, które są bardziej opłacalne. Sprawdziliśmy tę tezę. Okazała się prawdziwa – mówi dr Tadeusz Jędrzejczyk, wicedyrektor Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Gdańsku.
Co wynika z tej analizy?
W publicznych placówkach 70 proc. operowanych pacjentów to osoby, które mają powikłania. W niepublicznych proporcja jest odwrotna: zaledwie 13 proc. operowanych ma zaćmę z powikłaniami. Podobnie jest na kardiologii: pacjenci z powikłaniami, tacy, którzy są leczeni dłużej niż trzy dni, trafiają głównie na oddziały w szpitalach publicznych. W?niepublicznych, gdzie robi się zabiegi planowe, chorzy po dwóch – trzech dniach wychodzą do domu. Na kardiochirurgii w szpitalach publicznych leczy się pacjentów starszych (przeciętnie mają 74 lata) niż w niepublicznych (przeciętny wiek: 68 lat). Na oddziałach ortopedii w szpitalach niepublicznych wykonywane są raczej bardziej opłacalne zabiegi planowe niż np. złamania. Powód jest prosty – w tych placówkach jest znacznie mniej oddziałów ratunkowych, do których trafiają pacjenci, np. po wypadku.
– Szpital, który prowadzi oddział ratunkowy, traci podwójnie – mówi dr Jędrzejczyk. – Po pierwsze, leczenie jest tam wycenione poniżej kosztów. Po drugie, poprzez oddział trafiają do szpitala ludzie, którzy wymagają kompleksowego, drogiego leczenia – uważa. Dodaje, że to właśnie bardziej skomplikowana terapia powoduje, że do szpitali publicznych są dłuższe kolejki.
Tylko że taka interpretacja wywołuje oburzenie wśród właścicieli szpitali niepublicznych. – Co za wstyd! To badanie jest po prostu skandaliczne! Jeśli na Pomorzu nie ma wystarczających danych, by przeprowadzić właściwe metodologiczne badanie, w ogóle się go nie powinno robić – oburza się Andrzej Mądrala, wiceprezydent organizacji Pracodawcy RP. Wraz z Andrzejem Sokołowskim, szefem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych, napisali list do ministra zdrowia i pomorskiego NFZ. „Szpitale niepubliczne posiadające umowę z NFZ pełnią taką samą misję jak szpitale publiczne. Nie jest prawdą, że udzielają świadczeń tylko o wyższej marży" – czytamy w liście. Autorzy dodają, że coraz więcej prywatnych szpitali otwiera oddziały ratunkowe, a te samorządowe placówki, które przekształcają się w spółki, z reguły rozszerzają zakres swoich usług – o zawężaniu go do najbardziej opłacalnych procedur nie ma mowy. „Natomiast selekcja pacjentów ze względu na wiek jest niezgodna z prawem i jeśli autor badania ma informacje o niej, powinien zawiadomić odpowiednie służby" – napisali.