Na początku listopada Ministerstwo Zdrowia przekazało do konsultacji projekt nowelizacji rozporządzenia dotyczącego danych przekazywanych do Systemu Informacji Medycznej. Obecnie w tym systemie zbierany jest szereg danych o placówkach medycznych oraz o pacjentach, m.in. dane osobowe, kody choroby, kody świadczeń zdrowotnych oraz daty ich rozpoczęcia i zakończenia. Według nowelizacji mają być też zbierane m.in. informacje o implantach, alergiach, grupie krwi oraz o ciążach. Tę ostatnią propozycję krytykuje część opozycji.

- Absurdalny zarzut się pojawia. Nie robimy nic innego, jak przejście z zapisu papierowego na elektroniczny. Co więcej, co wytyczne europejskie, która mówią o gromadzeniu danych pacjenta w celu zapewnienia lepszego leczenia. (...) To zmiana formy, nic poza tym - mówił w TVN24 minister zdrowia Adam Niedzielski.

Czytaj więcej

Psycholog i lekarz nie powinni zgłaszać aborcji na policję

Zapytany, kto będzie miał dostęp do rejestru, i czy będzie to np. prokurator, minister odpowiedział, że w przypadku wszczęcia postępowania prokurator miałby dostęp do wersji zarówno papierowej, jak i cyfrowej. - Jeżeli dostęp będzie nieuprawniony, to w prawie przewidziane są kary - powiedział Niedzielski.

- Nie rozumiem, czemu te lęki są formułowane względem wersji elektronicznej, a nie papierowej? - mówił.

Minister mówił również o rozpatrywanym przez sejm obywatelskim projekcie zaostrzającym kary za aborcję. Przepisy przewidują, że aborcja będzie traktowana jak morderstwo, co wiąże się z karą 25 lat więzienia lub dożywociem.

- Z całą pewnością jestem przeciwko temu, by sankcja dotycząca lekarza miała miejsce - powiedział Niedzielski. Dopytywany, czy jest przeciwnikiem całej ustawy, minister odpowiedział, że chciałby znać wszystkie zapisy, które się w projekcie znalazły. - W tej chwili zajmuję się innymi priorytetami, bo przede wszystkim mam na głowie walkę z pandemią. 

Niedzielski mówił także o pierwszych raportach na temat zdarzenia w szpitalu w Pszczynie, gdzie pod koniec września zmarła ciężarna pacjentka. 

"Ciężarna zgłosiła się do szpitala z powodu odpłynięcia płynu owodniowego, z żywą ciążą. Przy przyjęciu stwierdzono bezwodzie i potwierdzono zdiagnozowane wcześniej wady wrodzone płodu. W toku hospitalizacji płód obumarł. Po niespełna 24 godzinach pobytu w szpitalu zmarła także pacjentka. Przyczyną śmierci był wstrząs septyczny. Zmarła pozostawiła męża i córkę" - przekazaływała pełnomocniczka rodziny zmarłej.

- Jest wynik kontroli NFZ. Niestety wypada to kiepsko dla zespołu, który tam pracował. Przedstawimy szczegóły. Ta rozmowa nie jest ku temu okazją - powiedział.

- Raport wskazuje na błąd lekarski. To były błędne decyzje, które niestety się zdarzają - dodał.