W 2022 r. oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem - poinformował Główny Urząd Statystyczny. Powierzchnia użytkowa mieszkań oddanych wyniosła 22,1 mln m.kw, czyli o 1,2 proc. więcej niż przed rokiem, a przeciętna powierzchnia użytkowa jednego mieszkania osiągnęła wartość 92,5 m.kw.

"Potwierdziło się! Według najnowszych danych GUS w 2022 r. znowu pobiliśmy rekord w liczbie wybudowanych mieszkań. 238,6 tys.! To najlepszy wynik od 1979 r. i o 80 tys. wyższy niż w najlepszych latach rządów PO-PSL" - ogłosił MRiT na profilu twitterowym ministra Waldemara Budy.

Warto dodać, że w tym przypadku „my” to deweloperzy (143,8 tys.) oraz inwestorzy indywidualni (91 tys.) Według GUS to 98,4 proc. ogółu nowo oddanych mieszkań.

- Sukces ma wielu ojców, w tym pana ministra. Gdy za dwa lata będzie brakować mieszkań, będzie to nasza, developerów wina! – komentuje szef dolnośląskiego PZFD Tomasz Stoga. – W kontekście dojeżdżania nas w sprawie patodeweloperki, chwalenie się rządu naszymi sukcesami jest bezcenne! – dodaje.

Takie emocje nie tylko u polityków, ale przede wszystkich wśród deweloperów wzbudził twitterowy wpis MRiT.

Rzecz w tym, że rządowy program mieszkaniowy to porażka, o czym pisaliśmy w artykule "Rządowy program mieszkaniowy nie sprostał wymaganiom rynku".

Działalność deweloperska, nie państwowa

Według wstępnych danych podanych przez GUS w 2022 r. oddano do użytkowania 238,6 tys. mieszkań, tj. 1,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku 2021. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 143,8 tys. mieszkań. To 1,3 proc. więcej niż przed rokiem. Inwestorzy indywidualni oddali 91 tys. mieszkań, tj. o 3,2 proc. więcej. Łącznie wybudowano 98,4 proc. nowo oddanych mieszkań. Natomiast w przypadku budownictwa spółdzielczego, komunalnego i społecznego oddano do użytkowania łącznie 3,8 tys. mieszkań, wobec 4,6 tys. przed rokiem.

- Słodko-gorzki smak podanych wyników GUS. Z jednej strony należy się cieszyć, że rok 2022 kończymy rekordem od 1979 r. w oddanej do użytkowania liczbie mieszkań. Jest to oczywiście efekt koniunktury sprzed 2-3 lat i nie pokazuje obecnej kondycji rynku. Z drugiej zaś strony wyraźnie spada liczba dokonanych zgłoszeń lub wydanych pozwoleń na budowę. W tym największą liczbę pozwoleń otrzymali „źli” deweloperzy: 203,0 tys. Pytanie czy już faktycznie osiągnęliśmy dołek i w 2023 r. będzie odbicie? – komentuje ekspert rynku, rzeczoznawca budowlany Mariusz Okuń. – W tej chwili niestety nic na to nie wskazuje – dopowiada.

Trudny 2023 rok

Zdaniem ekspertów jeszcze bardziej niepokojące są dane mówiące o rozpoczętych budowach, na poziomie 200,3 tys. mieszkań, tj. o 27,8 proc. mniej niż przed rokiem. Ostre hamowanie rynku zapewne przełoży się w perspektywie 2-3 lat na liczbę oddawanych mieszkań do użytkowani.

- Pamiętajmy, że budownictwo to pewien cykl. Nie da się przeskoczyć pewnych czynności i nadrobić straconego czasu. Jak dziś nie zaczęliśmy budować to za dwa lata nie będzie co sprzedawać. Więc jak ceny mieszkań mają spadać? – pyta retorycznie Okuń.

Czytaj więcej

Przepisy przeciwko patodeweloperce w negocjacjach

Jak komentuje Polski Związek Firm Deweloperskich, rok 2023 będzie o wiele gorszy niż miniony. Drastyczne ograniczenie dostępności hipotek skutkuje odpływem klientów kredytowych i wzrostem udziału transakcji gotówkowych na rynku. Aby zbliżyć się do poziomów sprzedaży obserwowanych w ubiegłych latach, konieczne będzie poluzowanie polityki kredytowej przez KNF, a także obniżenie wysokości stóp procentowych. W obliczu wysokiej inflacji, w perspektywie 2023 roku, to drugie wydaje się jednak szczególnie nieprawdopodobne. Ożywienie przynieść może uruchomienie rządowego programu „Pierwsze mieszkanie”.

- Jeśli – jak głoszą zapowiedzi – nastąpi to 1 lipca, w drugim kwartale możemy oczekiwać wzrostu liczby wniosków kredytowych oraz umów rezerwacyjnych zawieranych z deweloperami. Wprowadzenie programu może również skłonić deweloperów do zwiększenia podaży nowych inwestycji. Wszystko zależeć będzie jednak od szczegółowych rozwiązań, w tym w zakresie liczby dostępnych preferencyjnych kredytów, cykliczności programu czy sposobu obliczania zdolności kredytowej na jego potrzeby – mówi Patryk Kozierkiewicz z PZFD.

Jak zareagują deweloperzy

Niewątpliwie podtrzymany zostanie trend ostatnich miesięcy związany z ograniczaniem podaży nowych inwestycji. Względem 2021 r. spadek może wynieść ponad 50 proc. Z ankiety przeprowadzonej przez PZFD wśród części jego członków wynika, że ograniczyć nowe inwestycje planuje niemal 100 proc. ankietowanych, w tym aż 48 proc. z nich o ponad połowę.

- W najbliższym czasie inwestorzy będą decydować się na realizację lepiej zlokalizowanych projektów, które z reguły cieszą się większym zainteresowaniem klienta gotówkowego. W razie ewentualnego niepowodzenia sprzedaży, tak umiejscowione inwestycje będą mogły zasilić rynek najmu. Takiej „poduszki bezpieczeństwa” nie będą miały projekty gorzej skomunikowane, położone na obrzeżach, stąd ich realizacja może okazać się zbyt ryzykowna i zostanie odłożona na czas poprawy rynkowej koniunktury – tłumaczy Patryk Kozierkiewicz z PZFD.

Relatywnie stabilnie kształtować będzie się podaż projektów premium, skierowanych właśnie do klientów gotówkowych. Jednak, z uwagi na spadek ogólnej liczby inwestycji, ich udział w całym rynku mieszkaniowym może podnieść się nawet o kilkanaście procent.