[b]Wiktor Piwkowski, przewodniczący Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa[/b]

– Prognozy dla budownictwa mieszkaniowego nie są optymistyczne. W ciągu najbliższych dwóch lat nowych lokali w zasadzie już nie przybędzie, a rozpoczęte budowy będą wstrzymywane. Znam przypadki, kiedy projekt jest zamrażany, choć gotowy w 90 procentach. Wielu deweloperów woli bowiem grać na zwłokę, niż obniżyć ceny mieszkań, które już w 2007 roku były często dwukrotnie wyższe niż koszt ich budowy.

Tym sposobem deweloperzy wpadli w pułapkę własnej zachłanności, doprowadzając rynek mieszkaniowy do przegrzania. I dopóki banki nie będą dawać kredytów, nie ma co liczyć na nowe inwestycje.

Inaczej jest w budownictwie infrastrukturalnym – tutaj przewiduję przyrost. Autostrady, drogi, oczyszczalnie ścieków będą powstawać. Choćby dlatego, że są na to środki unijne.

Ogólna liczba inwestycji jest wciąż znaczna. Tymczasem nadal brakuje nam inżynierów. Szacuję, że na jednego uprawnionego kierownika przypada około siedmiu budów.

Lepiej jest dziś z wykwalifikowanymi robotnikami, bo wrócili z Irlandii, Anglii czy Francji. Nadal jednak nie ma systemu kształcenia zawodowego, co oznacza, że nowych wykwalifikowanych robotników nie przybywa.