Komentuje Jacek Bielecki,
dyrektor ds. jakości w firmie Marvipol:
- Tydzień temu PiS ogłosił swój program m.in dotyczący mieszkaniówki. Nie odnosząc się do ocen politycznych zawartych w części dotyczącej budownictwa mieszkaniowego, przedstawione propozycje wydają się zbyt skomplikowane, wprowadzające nowe procedury administracyjne i wymagające znacznych nakładów publicznych.
Odnosząc się natomiast do poszczególnych konstatacji i propozycji, przyznaję, że mieszkania w Polsce są rzeczywiście drogie w stosunku do dochodów. Ale nie jest to wyjątek. Podobną relację mają wszystkie dobra trwałe, np. samochody, sprzęt AGD, RTV i inny. Powiedzmy szczerze: znacznie niższa, niż w innych krajach wydajność pracy przy porównywalnych kosztach materiałów i energii powoduje te dysproporcje.
Choć trzeba przyznać, że mieszkania mogłyby być tańsze
, gdyby zracjonalizować wymagania techniczne dla budynków, które w wielu przypadkach są znacznie bardziej restrykcyjne, a tym samym kosztowne niż w innych krajach Europy.
Również skomplikowanie procedur i niewydolność polskiej administracji kreują nieracjonalne koszty. Wpływ tych czynników na koszty oceniam na 20 proc. Tu upatrywałbym głównego źródła obniżenia kosztów a zatem zwiększenia dostępności mieszkań.
Niezależnie od powyższych czynników mówienie o koszcie 1 metra kwadratowego 2,5 tysiąca złotych jest nierealne. Same prace budowlane to koszt powyżej 3 tys. zł i trudno wymagać niższej ceny, jeżeli nie będzie to substandard lub bardzo niskie płace pracowników.
Programy rządowe "Rodzina na swoim" czy "Mieszkanie dla Młodych"
działają w zasadzie na tych samych zasadach: budżet państwa dopłaca kupującym mieszkania pewną kwotę i nie są to, jak nazwano programy deweloperskie. Deweloperzy wprost deklarują, że tego typu programy nie są im potrzebne: kto rzeczywiście potrzebuje mieszkania i tak je kupi, a pomoc kierowana jest do nabywców, nie sprzedawców.
Przedstawione propozycje również zawierają znaczną pomoc publiczną dla nabywców mieszkań poprzez specjalne kredyty, zwolnienie z odsetek od kredytów, zwolnienie z podatków przychodów z oszczędności czy darmowe grunty państwowe. W propozycjach tych kilkakrotnie wprowadza się ograniczenie korzystania z pomocy publicznej do wyselekcjonowanych grup w zależności od dochodu, a jednocześnie promuje się osoby mogące samodzielnie sfinansować 50 proc. mieszkania, czyli dysponujące kwotami kilkuset tysięcy złotych. Zauważam tu pewną niekonsekwencję. Uzależnienie możliwości uczestnictwa w kasach mieszkaniowych od poziomu dochodów jest bardzo problematyczne.
Najważniejsze dla rozwoju mieszkalnictwa w Polsce
jest umożliwienie prywatnym inwestorom budowy mieszkań na wynajem. Wszystkie propozycje promują ostatecznie własność mieszkania.
Tymczasem mieszkań na wynajem w Polsce jest wciąż za mało, a to one są podstawą zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych w krajach rozwiniętych. Większości osób w Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy, nie stać na zakup mieszkania na własność i oczekują oferty dostępnych mieszkań czynszowych. Mieszkanie wynajmowane sprzyja mobilności społecznej i umożliwia dostosowanie warunków mieszkaniowych do aktualnych potrzeb i możliwości rodziny.
Od lat promując rozwój budownictwa czynszowego wskazuję, że naprawdę niewiele potrzeba, by uwolnić możliwość wykorzystania kapitału prywatnego do budowy mieszkań.
Wciąż czekam na deklaracje polityków
, którzy zamiast zmuszać ludzi do przywiązania do jednego miejsca i banku pozwolą prywatnym funduszom na bezpieczne i opłacalne inwestowanie w mieszkania, a rodzinom na wybór sposobu zaspokajania swoich potrzeb życiowych.
- więcej opinii w poniedziałkowych "Nieruchomościach"
na stronach ekonomicznych "Rz"