Jakie firmy będą najważniejsze dla naszego kraju w najbliższych latach, a może dziesięcioleciach? – zastanawiali się podczas redakcyjnej debaty „Najważniejsze firmy dla Polski" dziennikarze ekonomiczni „Rzeczpospolitej".

Zdaniem Anity Błaszczak, dla każdego kraju na świecie nadal bardzo ważne będą firmy energetyczne, ponieważ to właśnie energetyka jest podstawą rozwoju nie tylko gospodarki cyfrowej, ale całego postępu technologicznego. – Jeżeli jednak firmy te mają być kluczowe, to muszą się niesamowicie zmienić. W obecnej postaci mogą być obciążeniem dla naszego rozwoju, co widzimy już dziś na przykładzie Turowa czy protestów organizacji ekologicznych przed elektrowniami.

– W energetyce tkwi niesamowity potencjał – mogą one dać bodziec do rozwoju kolejnych branż, które będą opracowywały nowe technologie dla energetyki – sektora IT, automatyzacji, robotyzacji i sztucznej inteligencji – mówiła Anita Błaszczak, zauważając, że jeszcze do niedawna wydawało się, że kotwicą dla Polski będzie przemysł spożywczy, ale globalne odejście od mięsa i częściowo także od mleka sprawia, że branżę tę trudno nazwać stabilną na kolejne lata. – Pandemia pokazała, że rzeczywistość może zmienić się bardzo szybko. I choć wielu osobom wydaje się, że niebawem wrócimy do status quo sprzed pandemii, tak się nie stanie i wiele sektorów będzie musiało się przeformułować – mówiła Błaszczak.

Gracze innego kalibru

Tak będzie choćby w przypadku firm z prężnie rozwijającego się przed pandemią rynku nieruchomości biurowych. Wydaje mi się, że dzisiaj bardzo trudno wskazać konkretne branże, które mogą osiąść na laurach, bo sytuacja na pewno będzie im sprzyjać. Natomiast w każdej branży są możliwości i ci, którzy je wykorzystają, będą firmami przyszłości – dodała Błaszczak.

Marcin Piasecki zauważył, że przykładem sektora, który musi się zmienić, jest wspomniany wcześniej sektor energetyczny: – Czy wielka czwórka największych graczy pozbędzie się aktywów węglowych i zmieni format działania, czy postawią na energię odnawialną OZE? Czy na polskim rynku pojawią się nowe firmy, które za paręnaście lat zaczną rozdawać karty w polskiej energetyce? – pytał.

Według Katarzyny Kucharczyk pojawienie się nowych podmiotów, które mogłyby zająć wiodąca pozycję w najbliższych latach, jest wątpliwe: – Niektóre firmy będą rosły w siłę, aczkolwiek nie będą to gracze takiego kalibru, jakich mamy teraz. Oczywiście ci obecni muszą się zmienić, ale pytanie, w jakim tempie będzie to postępowało. Kiedy szukałam wspólnego mianownika dla rozwoju wszystkich branż , do głowy przyszły mi tylko innowacje wpisujące się w trendy globalne, a więc cyfryzacja, automatyzacja i transformacja energetyki. Z jednej strony mamy dostawców tych technologii, takich jak Asseco, Comarch i inne firmy IT, a z drugiej strony firmy, które te innowacje wdrażają. Warto też wspomnieć o spółkach Skarbu Państwa, które często niejako z automatu traktowane są jako firmy nieinnowacyjne, skostniałe, które właściwie nic nie osiągną. To duże uproszczenie. Gdy spojrzymy, jak niektóre z nich zmieniały się w ostatnich latach, zobaczymy, że wątek innowacji tam się pojawia. Ciekawe projekty wdraża chociażby Tauron, który ma silny wątek startupowy. Kolejną niezwykle innowacyjną branżą są polskie banki – firmy państwowe, które na poziomie technologicznym robią furorę, jeśli porównamy je z bankami z Europy Zachodniej.

Spółki niczym państwa

Andrzej Stec, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej" i redaktor naczelny „Parkietu", mówił o tym, jak zachowują się inwestorzy na warszawskiej giełdzie.

– W ostatnich miesiącach doszło do nieodwracalnych zmian. Zgodnie z trendem globalnym zyskuje wszystko, co związane jest z internetem. Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone, czyli rynek największy i najbardziej jaskrawy, gdzie poziom kapitalizacji niektórych spółek cyfrowych, takich jak Google czy Facebook, przekroczył wartości odpowiadające budżetom niektórych krajów europejskich – mówił. Jak dodał, również na naszym parkiecie premię od inwestorów dostawały firmy, które miały cokolwiek wspólnego z działalnością w internecie. Podobnie jak branża gier komputerowych, która jednak ostatnio dostała zadyszki. – Jeszcze kilka miesięcy temu sam pomysł na produkcję gier wystarczył, by zyskać kilkadziesiąt milionów złotych na inwestycję. Dziś najpierw trzeba grę wyprodukować i dopiero wówczas można liczyć na kilkadziesiąt milionów złotych od inwestorów – mówił Andrzej Stec.

Słowem wytrychem, które wchodzi na warszawską giełdę, jest klimat. – Już w przyszłym roku od firm chcących się ubezpieczyć bądź pozyskać finansowanie, banki i ubezpieczyciele będą wymagać raportów niefinansowych, pokazujących ich stosunek do klimatu. Wiąże się z tym także większe zainteresowanie spółkami działającymi w szeroko pojętym obszarze klimatu, zajmującymi się OZE, fotowoltaiką czy elektrowniami wiatrowymi, a w przyszłości, zapewne, atomem. Inwestorzy chętnie kupują akcje takich spółek, które zapewne będą w najbliższych latach odgrywać coraz większą rolę w naszej gospodarce, także w kontekście drożejącej energii i drożejących praw do emisji dwutlenku węgla. Polska przespała swój czas, jeśli chodzi o transformację energetyczną, co najlepiej widać na przykładzie wielkich firm z udziałem Skarbu Państwa, których na warszawskiej giełdzie nie brakuje, również w głównych indeksach, np. WIG20. Ta transformacja musi przyspieszyć. Dobrym przykładem jest Pątnów-Adamów-Konin (PAK), spółka z grupy Zygmunta Solorza, która jeszcze do niedawna wydobywała węgiel, a teraz ma plan zakończenia tej działalności i przestawienia wajchy na całkowicie odnawialne źródła energii. Skoro można coś takiego przeprowadzić w firmie prywatnej, to w państwowej również. Potrzeba jednak odważnych decyzji – podkreślał Andrzej Stec.

Dodał, że nie można jednak zapominać o tzw. starej ekonomii, a więc np. o polskich producentach mebli, mających na świecie bardzo silną pozycję, która zapewne wzrośnie chociażby z uwagi na to, że nie tak łatwo już pozyskać meble w Chinach. Jego zdaniem nie osłabnie także pozycja polskiej branży spożywczej oraz branży automotiv. Przyszłość widzi także w szeroko pojętych innowacjach w każdej dziedzinie: biomedycynie, farmacji, technologii czy bankowości. Ta ostatnia musi, zdaniem Andrzeja Steca, iść w stronę cyfryzacji, bo pojawiać się będą nowe startupy i rozwiązania, które zabiorą działalność bankom, zwłaszcza w obszarze detalicznym.

Na nieznane lądy

Krzysztof Adam Kowalczyk, kierownik działu ekonomicznego „Rzeczpospolitej", nie wierzy w dobrą przyszłość gospodarki zdominowanej przez państwowe giganty, które w naturalny sposób będą dążyły do pewnej monopolizacji rynku. – Dlatego myślę, że w perspektywie 10–15 lat czeka nas po pierwsze demonopolizacja niektórych z wymienionych sektorów, a po drugie prywatyzacja. W przeszłości taka polityka przyniosła nam dużo korzyści i myślę, że w tych sektorach, w których ogół biznesu jest zmuszony do korzystania z usług wielu firm, jest to pożądane – mówił. – Wierzę w polskie średnie firmy prywatne, które może nie są powszechnie znane, bo często pracują w sektorze B2B, ale już w tej chwili są na tyle nowoczesne, by stać się partnerami globalnych koncernów. To one stają się siłą napędową polskiej gospodarki i polskiego eksportu, zdominowanego nie tylko przez dobra konsumpcyjne. Myślę, że im więcej będzie tych firm, tym silniejsza będzie gospodarka. Należy więc zadbać, by miały w miarę tanią energię, tanie usługi finansowe i niezbyt skomplikowane regulacje prawne. A wtedy będą się bardzo dynamicznie zmieniały wraz ze zmieniająca się gospodarką – zapewniał Kowalczyk. – Wierzę w to, że przyszłość należy do cichych średniaków, którzy być może nie należą do największych firm w kraju, ale w swoich dziedzinach, w swojej bardzo wąskiej specjalizacji, są w europejskiej lub nawet światowej czołówce. Na takich firmach spoczywa ciężar np. w gospodarce niemieckiej – przekonywał.

– Kolejna kategoria to firmy, których jeszcze nie ma, a które będą powstawały w odpowiedzi na potrzeby młodszych pokoleń albo wręcz je kreowały, tak jak chociażby skandynawski Spotify – mówił szef działu ekonomicznego. – Nie widzę powodu, dla którego innowacyjni młodzi Polacy, jeśli im nie przeszkadzać, a wręcz trochę pomóc, nie byliby w stanie zagospodarować nieznanych dziś lądów biznesowych, które kiedyś będą miały znaczenie. Dlatego trzeba stworzyć środowisko, które będzie sprzyjało powstawaniu dużej populacji startupów, wspieranych na początku przez państwo oraz przez kapitał prywatny, który będzie szukał pomysłów i produktów, jakie pomogą mu pójść dalej w świat. Do tego potrzebny jest także rozwój giełdy, szczególnie NewConnect – tłumaczył Krzysztof Adam Kowalczyk.

Dodał, że jeżeli te nowe, innowacyjne firmy mają naprawdę rozwinąć skrzydła, nie mówiąc o działalności w wymiarze krajowym, a nawet europejskim, to muszą tworzyć rzeczy rozumiane przez ludzi na całym świecie. – Istotna jest więc umiejętność rozumienia różnic kulturowych i znajomość świata. Być może obszarem przyszłej działalności polskich firm będzie Afryka? Kto by pomyślał, że w Afryce substytutem bankowości będą telekomy? A jednak. Pamiętajmy, że za 50 lat świat będzie wyglądał inaczej niż teraz, Indie będą większe od Chin. Bardzo dużą liczbę mieszkańców będą miały Nigeria i inne kraje afrykańskie. Dobrze, by młodzi ludzie to rozumieli. Najważniejsze dla Polski będą firmy, a także produkty, usługi, o których nie mamy dziś wyobrażenia, że mogą istnieć – przewidywał Krzysztof Adam Kowalczyk.

Więcej robotów, mniej konsumentów

Prowadzący debatę Marcin Piasecki pytał o ryzyko wiążące się z rozwojem polskich firm i mogące je zablokować: – Wydaje się, że bardzo dużą blokadą jest brak rąk do pracy – zauważył.

Anita Błaszczak przyznała mu rację, podkreślając, że demografia sprawia, iż nie będziemy już konkurowali liczbą tanich pracowników. – Część szefów firm jeszcze tego nie rozumie. Zafiksowała się na tym, że za rogiem czeka tani pracownik i robi mu się łaskę, gdy się go zatrudnia. To się jednak zmienia. Z rynku pracy będą odchodziły starsze pokolenia, zwłaszcza że sprzyjają temu przepisy. Zostaną młodzi ludzie, którzy będą mieli większy wybór. Jednocześnie w coraz większej liczbie branż ludzi zastępują maszyny. Gdy odwiedzam fabryki, jestem zaszokowana, że nie ma tam ludzi. Nawet szefowie firm przyznają, że nie potrzebują już ludzi do pakowania czy nalewania kosmetyków, a operatorów maszyn CNC, takich trochę informatyków, wykwalifikowanych pracowników, który potrafią zawiadywać maszyną i całą taśmą zautomatyzowaną – opowiadała Anita Błaszczak.

– Tak naprawdę naszym problemem będzie nie tyle brak ludzi, bo ten wyrównają np. roboty. Większe wyzwanie może stanowić niedobór konsumentów, których, jak wspomniał Krzysztof, być może warto poszukać na przykład w Afryce. Zgadzam się, że zwyciężą te polskie firmy, które będą celować w konsumentów globalnych i przystosować się do ich potrzeb. Dlatego już dziś powinny wysyłać swoich dobrze wykwalifikowanych, znających języki i rozumiejących różnice kulturowe ludzi do krajów afrykańskich i sprawdzać tamtejsze potrzeby konsumenckie – mówiła Anita Błaszczak.

Podkreśliła, że ważne jest właściwe podejście firm do pracowników: – Muszą być zmotywowani, wspierani przez mentoring i coaching w miejscu pracy i stale podnoszący swoje kwalifikacje dzięki ustawicznemu kształceniu. Przy tak szybko zmieniających się technologiach i potrzebach kompetencyjnych, będziemy wszyscy musieli na bieżąco uzupełniać wiedzę – przekonywała Anita Błaszczak

Już istniejącą branżą, która, jej zdaniem, ma szansę się rozwijać, są odpady: – Cały świat dusi się plastikami, a konieczność recyklingu wymusza nowe technologie. To nie tylko wywóz odpadów, ale także ich segregacja czy recykling chemiczny – podkreślała.

Zdmuchnięte wiatraki

Marcin Piasecki zauważył, że przeszkodą w rozwoju tej branży w Polsce jest brak stabilnego prawa: – Przepisy zmieniają się w sposób radykalny i częsty, więc branża boi się inwestować. Czy polityka państwa nie wstrzymuje rozwoju firm w Polsce? Niedawno pisaliśmy o branży fotowoltaicznej, która musi się zmierzyć z dużą zmianą przepisów. Przypomnijmy sobie, co się stało z branża wiatrakową, która została niejako zdmuchnięta – wskazywał Marcin Piasecki.

Krzysztof Adam Kowalczyk przyznał, że brak stabilizacji prawnej sprawia, iż firmy prowadzące biznes na skalę europejską przekładają akcent z inwestycji w Polsce na inwestycje w innych krajach, także sąsiednich, skąd będą Polskę zaopatrywać. – Decyduje stabilność przepisów. Naszym problemem jest to, że zmiany w przepisach wprowadzane są nie poprzez długą dyskusję, dochodzenie do wspólnych stanowisk i dopiero wówczas podejmowanie decyzji, a siłowo, często z zaskoczenia, wbrew samym zainteresowanym. Tak w 2016 r. wprowadzono słynną ustawę odległościową, która praktycznie zamroziła rozwój wiatraków na lądzie. W zasadzie, branża po branży, można wskazywać sytuacje, gdzie rząd wprowadza rewolucyjne zmiany, które wywracają dany biznes do góry nogami, po czym się z nich wycofuje. Można by tego uniknąć gdybyśmy w życiu społecznym, ale także w polityce, mieli skłonność do namysłu i wzajemnego negocjowania – mówił. – To się nie zmieni, dopóki nasze społeczeństwo nie zmieni swojego sposobu funkcjonowania. A z tym łączy się inne zagrożenie, takie jak jakość edukacji – podsumował Krzysztof Adam Kowalczyk.

Ucieczka mózgów

Jego zdaniem, edukacja w Polsce nie przystaje do współczesnego świata: – A zapowiada się, że będzie jeszcze bardziej nieprzystająca. Tymczasem powinniśmy nastawić się na otwarcie wobec świata, na nauczenie młodych Polaków, jak go rozumieć i jak się w nim poruszać, a także jak się uczyć przez całe życie. Będą przecież zmieniać zawody i państwa, w których będą pracowali. Muszą rozumieć inne kultury, a jednocześnie zmieniający się świat. To klucz do powodzenia gospodarczego danego kraju w długim terminie, ponieważ młodych ludzi będzie w skali Europy coraz mniej i wszystkie kraje zmierzą się z ryzykiem ucieczki najlepszych mózgów za granicę – przestrzegał. Dlatego, jak mówił, Polska musi być atrakcyjnym krajem, w którym chce się żyć. – Ponieważ młodych będzie coraz mniej, ogromnym wyzwaniem będzie kurczenie się rynku krajowego. Zabraknie nie tylko rąk do pracy, ale konsumentów dóbr i usług – dodał.

Zwracał uwagę, że ekspansja międzynarodowa wymaga od przedsiębiorstwa większej mocy finansowej. – Dlatego kluczowe będzie łączenie się biznesów. Tu dochodzimy do problemu deficytu zdolności kooperacji, współpracy z rywalem. Może zamiast niszczyć rywala biznesowego, bardziej opłaca się połączyć z nim siły. Wtedy okaże się, ze 1 plus 1 nie równa się 2, ale 2,5, a może nawet 3. Zdolności społeczne są kluczem do przyszłości, a ich deficyt jest dużym ryzykiem z punktu widzenia nie tylko społecznego, ale gospodarczego – podkreślał Krzysztof Adam Kowalczyk.

Z kolei Katarzyna Kucharczyk uzupełniła, że polskim problemem jest także nieumiejętność komercjalizacji pomysłów: – Wystarczy przytoczyć symboliczny przykład grafenu – mówiła. – Innym przykładem jest spółka, który rok temu ogłaszała, że ma lek na Covid-19, tymczasem nadal nie ma go na rynku, między innymi ze względu przedłużające się procedury rejestracyjne. Nie ma wspólnej woli tworzenia wartości dodanej – podkreślała Kucharczyk.

Zalew gotówki

Marcin Piasecki pytał również o to, czy ryzykiem dla rozwoju polskich firm może być kwestia dostępu do kapitału. W odpowiedzi Andrzej Stec zwrócił uwagę, że żyjemy w czasach ultraniskich stóp procentowych. – Mamy zalew gotówki, pieniądza, który niemal leży na ulicy. Wystarczy pomysł i można sięgnąć po kredyty bankowe – mówił.

Jak zaznaczył, wciąż krąży nad nami ryzyko związane z niepewnymi losami OFE. – Nie chodzi tylko o to, czy zostaną one przekształcone, czy nie, ale o to, co stanie się z akcjami spółek, które są obecnie w rękach OFE, a które trafią do ZUS. Od jednej piątej do jednej trzeciej udziałów w spółkach, które dzisiaj są prywatne, może trafić w ręce państwowe, co stanowi olbrzymi czynnik ryzyka dla całego rynku giełdowego, finansowego i potencjalnie dla niektórych inwestorów z zagranicy. Zagraniczne instytucje nie chcą brać w tym udziału i kupować akcji spółek Skarbu Państwa, bo jest to dla nich zbyt ryzykowne – mówił Andrzej Stec.

Rosnący udział państwa w gospodarce jest według Steca niepokojący. – Zapominamy, że siłą gospodarek są firmy prywatne i to one są najbardziej innowacyjne, twórcze, odważne i najszybciej podejmują decyzje, chociażby o potrzebnej w różnych obszarach transformacji – tłumaczył Stec.

W podobnym tonie wypowiadała się Katarzyna Kucharczyk. – Jako ekonomistka z wykształcenia wiem, że nadmierny udział państwa w gospodarce nie kończy się niczym dobrym. Z różnych powodów – mówiła. – Efektywność kapitału państwowego jest niższa niż prywatnego, co wynika chociażby ze sposobu zarządzania – podsumowała.