Tytuł „Sprzedawcy marzeń” pochodzi od przeboju Myslovitz z płyty „Korova Milky Bar”. Prawie 20 piosenek grupy i Artura Rojka układa się w manifest młodego pokolenia. Nie tchnie on radością i optymizmem, jest raczej gorzki, prześmiewczy i ironiczny, zawsze refleksyjny.

Zaczyna się od wyznania: „Nie wiem kim jestem sam/Nie wiem kim mogę być/Nie wiem nic” („Głosy” z 1997 r.). Potem słyszymy „Ja jak wszyscy jestem taki sam/Wszystko mam i chciałbym/Zmienić coś lecz nie wiem co” („Gadające głowy”, 2006). Rzadkie zmiany nastroju przynosi żartobliwe wspomnienie pierwszych miłosnych doznań – „Z twarzą Marilyn Monroe” (1996) z brawurowo zaśpiewanym cytatem z przeboju MM z „Pół żartem, pół serio” – „I Wanna Be Loved be You”. Miłość to ważny temat młodości, ale w „Sprzedawcach marzeń” i w tym przypadku dominują inne klimaty: „Twoje łzy miażdżą mi serce/ I usycham i kwitnę i ciągle chcę więcej”.

Czytaj więcej

Męskie Granie. Dwa lata rocka w jeden rok

Aktorskiej interpretacji takich tekstów mogły grozić pretensjonalność i egzaltacja, a brzmią szczerze, co podkreśla literacką wartość piosenek. Duża w tym zasługa reżyserki Anny Sroki-Hryń. Wybitna artystka musicalowa poprowadziła zespół żelazną ręką, nie pozwalając na nadmiar ekspresji. Mamy za to zespołową dyscyplinę.

Wykonawcy cały czas są w komplecie na scenie. Wszyscy w takich samych kostiumach zacierających indywidualność, do dyspozycji mają jedynie osiem krzeseł. Wspiera ich trójka muzyków pod wodzą Mateusza Dębskiego. Każdy wykonawca ma solówkę, ale tylko na chwilę wychodzi na pierwszy plan. Wszystkie piosenki zaaranżowano bowiem na osiem głosów, bardzo dobrze zestrojonych. Poszczególne scenki zostały precyzyjnie opracowane ruchowo. Zapał młodości i doświadczenie reżyserki tworzą dynamiczną całość.

Nie po raz pierwszy teatr sięga po twórczość zespołów, których piosenki były w swoim czasie traktowane niemal jak pokoleniowy manifest. W repertuarze Teatru Muzycznego w Poznaniu jest „Kombinat” Wojciecha Kościelniaka, powstały ze spuścizny Grzegorza Ciechowskiego i Republiki.

Kościelniak dopisał jednak tekstom Ciechowskiego fabułę inspirowaną Kafką i Orwellem, co odebrało im autentyczność. Tę, która jest wartością „Sprzedawców marzeń”. Utworom Artura Rojka i Myslovitz daje ją ósemka studentów trzeciego roku warszawskiej Akademii Teatralnej. Spektakl jest tak profesjonalny, że w zawodowym teatrze nie wymaga tłumaczenia.

Studenci Akademii Teatralnej stworzyli porywający spektakl

Studenci Akademii Teatralnej stworzyli porywający spektakl

Teatr Roma