Pytanie godne wysokiej stawki w „Milionerach”: kim był August Fryderyk Duranowski, po matce Polak, po ojcu Francuz? Nazwisko ojca – Durand – spolszczył, krążąc przez lata między Polską, gdzie m.in. grał w orkiestrze Stanisława Augusta Poniatowskiego. W Europie walczył w wojskach napoleońskich, ale przede wszystkim cieszył sławą znakomitego wirtuoza skrzypiec.

Jak wielu artystów z przeszłości, w kolejnych epokach popadł w zapomnienie. Czy słusznie? Odpowiedź na to dał tegoroczny Festiwal Chopin i jego Europa, dzięki któremu otrzymaliśmy szansę poznania Koncertu skrzypcowego Duranowskiego. Trzyczęściowy utwór napisany został zgodnie z konwencjami obowiązującymi na przełomie XVIII i XIX wieku, ale wartością muzyczną nie ustępuje czołowym dziełom tych czasów. Zwłaszcza finałowe rondo jest szczególnie efektowne, choć ze skalą jego trudności mogą sobie poradzić tylko prawdziwi wirtuozi.

Warszawski festiwal zaproponował ten koncert ormiańskiej artystce Chouchane Siranossian, Dysponuje ona barokowymi instrumentami najwyższej jakości o urzekająco pięknym brzmieniu, co utworowi Duranowskiego dodało uroku. Nawet jednak najlepsze skrzypce same nie zagrają, a Chouchane Siranossian potrafiła wykorzystać ich walory, zarówno w wirtuozowskim finale, jak i w płynnych przejściach między najwyższym a najniższym rejestrem.

Świetnie partnerowała jej {oh!} Orkiestra Historyczna prowadzona przez Martynę Pastuszkę. Katowicki zespół rozwija się nieustannie, dziś naprawdę należy do europejskiej czołówki formacji specjalizujących się w wykonawstwie muzyki dawnej. {oh!} Orkiestra Historyczna udowodniła to w pierwszej części wieczoru, spotkawszy się z jednym z najwybitniejszych artystów tego nurtu wykonawczego – pianistą Kristianem Bezuidenhoutem. Koncert d-moll Mozarta w ich wykonaniu stał się kreacją najwyższych lotów, mroczna metafizyka łączyła się tu z niebiańską słodyczą.

Nawet jeśli tej klasy artyści są traktowani jako festiwalowe pewniaki, to i tak często potrafią zaskoczyć publiczność. Tak stało się teraz z Fabio Biondim. Włoski dyrygent i szef zespołu Europa Galante od kilku lat zgłębia spuściznę Stanisława Moniuszki, więc zdołał nas przyzwyczaić do jej odczytania innego niż nakazuje nasza tradycja wykonawcza. Tym razem pokazał, że w nawet dość przeciętnym utworze Moniuszki, jakim jest kantata „Nijoła”, można odnaleźć kompozytorskie pomysły niezwykłe, choćby ciekawe wykorzystanie fortepianu w orkiestrze, co wówczas było rozwiązaniem rzadko stosowanym.

Najważniejszy był jednak sposób, w jaki Fabio Biondi odczytał „Widma”. Niewielu polskich dyrygentów potrafiło pokazać tak jak on, że muzyka, jaką napisał Moniuszko, pozostaje w ścisłym związku z tekstem II części „Dziadów” Mickiewicza, precyzyjnie budując napięcie tego obrzędu. Reszty dopełniła kreacja obdarzonego pięknym basem i świetną dykcją i Krzysztofa Bączyka w partii Guślarza.

Taki był początek tegorocznego Festiwal Chopin i jego Europa, a kolejne dni zapowiadają się jeszcze bardziej atrakcyjnie.