– Jak widać, jest to modus operandi Mety. Proszę zwrócić uwagę, iż wszelkie komentarze rasistowskie, antysemickie czy polityczne są natychmiast blokowane, ale gdy naruszana jest czyjaś godność, czyjś wizerunek osobisty, firma zasłania się regulaminem. Ten mityczny regulamin trzeba obalić – komentuje Brzoska. – Nie ustąpię, dopóki ta sytuacja się nie zmieni – zapowiada.
Jak wskazuje, inne platformy społecznościowe w lepszy lub gorszy sposób radzą sobie z fake newsami i ich usuwaniem, a tylko Meta ma z tym problem. – Trzeba to jasno powiedzieć: to czerpanie dochodów z przestępstwa, gdyż za publikowanie tych fake newsów przestępcy płacą grube pieniądze. A mówienie, że tego nie da się zatrzymać bądź nie ma narzędzi ku temu, by taki proceder blokować, jest zwykłym kłamstwem. Software’owe narzędzia pokazujące, że czyjś wizerunek został zmanipulowany, np. z użyciem sztucznej inteligencji, są ogólnodostępne i często darmowe. Informacje, które pojawiły się na temat mojej żony, były osadzone na fałszywej stronie, która nie miała żadnych aktywnych odnośników. Jeśli firma zarabia grube dziesiątki miliardów dolarów rocznie, to musi sobie radzić z takim problemem – podkreśla.
Rafał Brzoska i Omenaa Mensah nie są pierwszymi – wcześniej na Facebooku pojawiały się już informacje np. o rzekomej śmierci innych popularnych osób – Wojciecha Cejrowskiego czy Huberta Urbańskiego. Eksperci mówią o konieczności egzekwowania obowiązującego prawa przez big techy, ale i o tworzeniu nowych regulacji, które będą nas w większym stopniu chronić. – Rozpowszechnianie nielegalnych treści można traktować dziś już jako rodzaj wojny hybrydowej – przekonuje Magdalena Maruszczak, radca prawny i założycielka Forigi, firmy wyspecjalizowanej w usuwaniu nielegalnych treści z internetu. – Stąd tak ważne jest wprowadzenie odpowiednich regulacji – zaznacza. I wyjaśnia, że kluczowe jest zobowiązanie platform społecznościowych do wprowadzania skuteczniejszych mechanizmów identyfikacji i usuwania fake newsów.
W koncernie Meta zapewniono nas, że tworzenie reklam, które w zwodniczy sposób wykorzystują osoby publiczne do oszukiwania innych, jest niezgodne z zasadami Facebooka czy Instagrama i są one usuwane po ich wykryciu. „To nie jest nowy problem – oszuści wykorzystują każdą dostępną platformę i stale dostosowują się, aby uniknąć egzekwowania tych zasad. Posiadamy wyspecjalizowane systemy do wykrywania tzw. clickbaitów z osobami publicznymi, inwestujemy w przeszkolone zespoły weryfikacyjne, dzielimy się wskazówkami na temat unikania oszustw i oferujemy narzędzia do zgłaszania potencjalnych naruszeń” – wyjaśnia biuro prasowe Mety.
Gigant przyznał nam, że ta walka nie zawsze im się udaje, dlatego firma stale inwestuje w „ulepszanie systemów”.