Jacek Sempoliński (1927 Warszawa – 2012 Nieborów) był malarzem, rysownikiem, krytykiem i eseistą. Jego spuściznę stanowi ponad 800 obrazów olejnych i kilka tysięcy rysunków. W 2001 roku ukazał się wybór jego tekstów „Władztwo i służba. Myśli o sztuce”.

- To już nasza piąta prezentacja jego dorobku artystycznego, a pierwsza organizowana w Warszawie – wyjaśniają właściciele przestrzeni M6 na Żurawiej - Magda Sowińska i Janusz Michalik.

Wcześniej pokazywali twórczość Sempolińskiego w swojej galerii spa spot w Nałęczowie. Ekspozycją „Rysunki najnowsze”, którą artysta osobiście otwierał 28 maja 2011 roku, inaugurował równocześnie działalność tamtego miejsca. Tam też odbyły się wystawy 100 dni po śmierci artysty - 8 grudnia 2012 roku, w 90. rocznicę jego urodzin i w 5. - śmierci.

Warszawska prezentacja składa się z 25 dzieł z lat 1976 -2012 - obrazów olejnych i prac na papierze.

- Ma inny charakter niż wcześniej wspomniane wystawy, bo inna jest też koncepcja tego miejsca. W prywatnym mieszkaniu Jacek Sempoliński po prostu jest – wyjaśniają właściciele.

Zobaczyć można m.in. dwa olejne błękitno-szare obrazy z cyklu „Męćmierz” (1979). Zostały przez artystę przedziurawione.

– Nie planowałem nigdy żadnej destrukcji, tylko usiłowałem zrealizować swoje rozumienie formy – wyjaśniał artysta w filmie dokumentalnym „Jacek Sempoliński. Malarz” zrealizowanym w 2009 roku, 3 lata przed śmiercią. - Nie mogłem z płótna formy wydusić, wobec tego zdrapywałem szpachlą to, co na malowałem, żeby namalować ponownie, ponownie, ponownie… I z tego zdrapywania porobiły się dziury.

Postanowił nic z nimi nie robić – zachować jako „dokument wypadku przy pracy”.

Ważne, że artysta do tworzenia obrazów używał poza szpachlą i pędzlem - także dłoni i patyka.

Na wystawie zobaczyć można m.in. dwa ultramarynowane „Świty Nieborowa” (2007).

– Fiolety pojawiły się bez żadnego programu – opowiadał Sempoliński o swojej malarskiej palecie w dokumencie. – Intuicja mnie nakierowała, a nie – rozum. Jak potem się dowiedziałem, kolor fioletowy należy do głęboko duchowych. Teraz, od szeregu lat, używam w gruncie rzeczy trzech kolorów: czerwieni, błękitu i bieli. Z tego wychodzi cała gama.

Na ekspozycji znajduje się także „Święty Jan” z fary kazimierzowskiej, skondensowane w geście znaku prace z cyklu „Krew utajona”. Są obrazy: „Ukrzyżowany”, „Głowa Chrystusa”, której wzorcem i inspiracją był krucyfiks umieszczony naprzeciw kazimierskiego kościoła św. Anny. Zobaczyć także można akryl na papierze „Spod spodu” – jedną z ostatnich prac artysty namalowaną latem 2012 roku.

O różnorodności humanistycznych zainteresowań Jacka Sempolińskiego, absolwenta i profesora warszawskiej ASP, laureata Nagrody im. Jana Cybisa (1977) można przekonać się także czytając jego dziennik „A me stesso”, czyli – sobie samemu, obejmujący lata 1999-2008 i opatrzony podtytułem „Drogi i rozstaje twórczości”. 

Tytuł dziennika nawiązuje do tak samo nazwanej wystawy, którą artysta został uhonorowany w 2002 roku w Zachęcie na 75-lecie swoich urodzin. Była ona nie tyle podsumowaniem twórczości, co prezentacją dzieł powstałych w okresie kilku ostatnich lat – nieoczekiwanie odbiegających od dotychczasowych.

– Sztuka to prawdopodobnie potrzeba innego życia. Tylko, że na ogół ludzie to zagłuszają – mówił Jacek Sempoliński w dokumencie. - Na ogół nie pamiętają, że kiedyś odczuwali momenty uniesienia nad urodą świata albo nad siłą jakichś przeżyć. Jest energia, która daje człowiekowi poczucie, że świat nie jest dokładnie takim w jakim żyjemy, tylko trochę czymś innym. I ta energia jest prawdopodobnie istotą sztuki, którą niektórzy wariaci usiłują przetworzyć w utwory materialne, czyli w dzieła sztuki.