Pełna energii, pogody ducha, sił twórczych i planów na dni i lata, zarówno translatorskich, dziennikarskich, jak i poetyckich, nie wyobrażała sobie życia w bezczynności, a nawet na zwolnionych obrotach. Zawsze goniła czas, coś kończyła, coś zaczynała, a przy bośniackiej kawie w sarajewskich kawiarenkach kiełkowały już dalsze pomysły. Wtedy wracała też do przeszłości, do lat spędzonych w Warszawie, do ludzi i zdarzeń, i budziła się nostalgia. W takiej właśnie chwili podjęła decyzję, że przyjedzie do Warszawy na promocję „Antologii poezji chorwackiej XX wieku – W skwarze słońca, w chłodzie nocy", która miała się odbyć w Domu Literatury. I odbyła się – w listopadzie ubiegłego roku. Marina przyjechała na nią z grupą chorwackich poetów. Miała w antologii siedem swoich wierszy, a w Warszawie grono przyjaciół. Urodziła się wprawdzie w Belgradzie w 1939 roku, ale w Sarajewie i w Warszawie pospołu spędziła niemal całe swoje życie.
Zmarła nagle 21 lutego. Odeszła w rozbiegu twórczym, w locie, jak ptak wędrowny. Nikt nie przypuszczał, że jej listopadowa wizyta w Warszawie będzie tą ostatnią, pożegnalną.
Pierwszy raz do Polski przyjechała z mężem, pisarzem i dyplomatą, który w latach 60. ubiegłego wieku pełnił funkcję attaché kulturalnego Ambasady Jugosławii w Warszawie. Swój pobyt w naszym kraju wykorzystała twórczo, nawiązała szerokie kontakty z polskimi środowiskami pisarskimi oraz artystycznymi i do prasy jugosłowiańskiej systematycznie wysyłała obszerne relacje o polskich aktualnościach kulturalnych, publikowała rozmowy z pisarzami i barwnie kreśliła sylwetki naszych twórców: Jana Parandowskiego, Jarosława Iwaszkiewicza, Stanisława Dygata, Kazimierza Brandysa i innych. Za wywiad z Jerzym Andrzejewskim w 1968 roku otrzymała nagrodę Związku Dziennikarzy Bośni i Hercegowiny. To właśnie dzięki jej korespondencjom, które czytała cała Jugosławia, oraz tłumaczeniom Djordje Živanovicia i Petara Vujičicia z Belgradu, a także Julije Benešicia i Zdravka Malicia z Zagrzebia, rozwijało się tam zainteresowanie polską kulturą i literaturą. Po powrocie do Sarajewa i ona dołączyła do tego znakomitego grona tłumaczy, wiążąc w ten sposób na stałe swoje życie z polsko-jugosłowiańskimi, a następnie z polsko-bośniackimi wzajemnościami literackimi.
Jej drugi pobyt w Polsce, w latach 1991 – 1999, związany był z pracą w Instytucie Slawistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Był to pobyt inny niż poprzedni, niezwykle trudny z racji trwającej wojny domowej na obszarze byłej Jugosławii, wojny szczególnie okrutnej w Bośni, w oblężonym Sarajewie. Sarajewo powtarzało oto tragedię Warszawy z czasów Września i powstania, którą znała z lektur, z opowieści. Teraz przeżywała jedną i drugą, sarajewska przybliżała jej warszawską, warszawska wieszczyła o sarajewskiej. Przez swój los te dwa bliskie jej miasta stały się jeszcze bliższe, aż do bólu, połączone jakby wspólnym fatum. W czasie swoich lat warszawskich, tych wcześniejszych i późniejszych, coraz głębiej wrastała w polskie klimaty i polskie sprawy. Te klimaty obecne są w jej poetyckiej powieści „Lirski dnevnik Marije Višnjevske" (Dziennik liryczny Marii Wiśniewskiej, 1979). Zaczęła też pisać wiersze, które były bardzo polskie i bośniackie równocześnie, trochę melancholijne, trochę nostalgiczne, refleksyjne. Wydała dwa tomiki poetyckie: „Izmedju Varšave i Sarajeva" (Między Warszawą a Sarajewem, 1999), za który w 2002 roku otrzymała nagrodę Wydawców Bośni i Hercegowiny, oraz „Cipele za Mona Lizu" (Pantofelki dla Mona Lisy, 2009), który w 2010 roku przyniósł jej kolejną nagrodę Wydawców BiH.
Zadebiutowała w 1971 roku tomem opowiadań „Izmedju mene i tebe" (Między mną i tobą). W sumie opublikowała sześć książek prozatorskich. Jej poezję i prozę przekładano na język polski, ona zaś sama tłumaczyła m.in. Wisławę Szymborską, Adama Zagajewskiego, Janusza Korczaka oraz Tadeusza Różewicza – za przekłady jego utworów w 2002 roku otrzymała nagrodę Stowarzyszenia Wydawców i Księgarzy BiH. Tłumaczyła też Juliana Kornhausera, Ewę Lipską, Andrzeja Mularczyka, Henryka Bardijewskiego, Dawida Warszawskiego, Jerzego Janickiego i innych. W 2008 roku wydawnictwo Zoro wydało w jej wyborze i przekładzie oraz z jej wstępem wiersze Czesława Miłosza „Drugi prostor" (Inna przestrzeń), które przyniosły tłumaczce kolejną znaczącą nagrodę.
Za swoją działalność na rzecz zbliżenia kultur polskiej i bośniackiej została odznaczona przez polskie Ministerstwo Kultury tytułem „Zasłużony dla kultury polskiej".
Jej nagła śmierć w polsko-bośniackich i polsko-chorwackich wzajemnościach spowodowała olbrzymią wyrwę.
Marina Trumić
Zrozumieć Bośnię
Nic nie jest wieczne prócz samej wieczności
i jej dziecięcego pocałunku na czole
martwej matki
Tej nocy gwiazdy spadają
w ciemną i gęstą wodę jeziora, które
wyczuwam
pod klasztornymi oknami
niczym obecność śmierci, powszechny ból, przeszłość,
co się odwróciła i poszła
nie podając nawet ręki
na pożegnanie.
Pomarszczone, blade gwiazdy,
zimne
jak czoło martwej staruszki,
ten głośny pocałunek, co się z miejsca wciska
w przyszłość,
moją i twoją, naszą;
w przyszłość, na niebie której migocze
gwiazda mojego dalekiego kraju,
dryfująca na spokojnej powierzchni jeziora
w Wigrach.
Ech, dobrzy ludzie, zbłąkani we mgle polskiej
jesieni...
To jest Bośnia.
Klasztor w Wigrach, 13.10.1995 r.
Przeł. Grzegorz Łatuszyński Wiersz pochodzi z „Antologii poezji chorwackiej XX wieku – W skwarze słońca, w chłodzie nocy", Oficyna Wydawnicza Agawa, Warszawa 2010