"Rzeczpospolita": Podtytuł pana książki „Porąb i spal" brzmi: „Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie". Skąd myśl, że współczesny człowiek w ogóle powinien coś o tym wiedzieć?
Lars Mytting: Moja fascynacja wzięła się stąd, że w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że drewno towarzyszy człowiekowi od setek lat, a sposób obchodzenia się z nim to jedna z naszych podstawowych umiejętności. Wszyscy na nim polegamy, a już szczególnie w krajach północnych, gdzie drewno stanowi ważne źródło ciepła. Ale nie tylko na północy, bo jeszcze nie tak dawno temu w Paryżu olbrzymia część infrastruktury miejskiej była właśnie drewniana.
Także w nowej powieści „Płyń z tonącymi" pojawiają się wątki związane z drewnem.
Pomysł na powieść nosiłem w sobie od dawna, bo już w wieku 16 lat przeczytałem artykuł o drzewach, które mają w sobie odłamki pocisków z różnych epok. Taki wiekowy orzech włoski może mieć w swym wnętrzu jednocześnie kule z epoki napoleońskiej oraz dwóch wojen światowych. Okaleczone drzewo zarasta i próbuje zagoić zranione miejsca. Widać to dokładnie dopiero po ścięciu.
Einar, jeden z bohaterów, jest stolarzem i mistrzem drewnianego wzornictwa.
Ten wątek jest po części autobiograficzny, bo mój dziadek – tak jak powieściowy Einar – zajmował się stolarstwem. Zmarł, kiedy byłem młody, ale zostały po nim różne meble. To właśnie za ich pomocą mogłem go sobie przypominać.
Co mówią o nas drewniane przedmioty?
Przedmioty wykonane z drewna w pewien sposób odzwierciedlają duszę człowieka, który je stworzył. To są przedmioty naznaczone jego charakterem, za pomocą których jego obecność jest odczuwalna nawet po śmierci.
Fascynacja pracą rzemieślniczą nie jest typowa dla pisarzy i dziennikarzy.
Gdy miałem 11 lat, pracowałem na farmie i zawsze kiedy coś się psuło, staraliśmy się naprawiać to samodzielnie. Począwszy od roweru, a kończąc na silnikach. Obowiązywała kultura „zrób to sam". Świadomość, że jesteś w stanie wszystko zrobić własnymi rękoma, daje niesamowite poczucie wolności i wyzwala energię. Kiedy jestem zmęczony pisaniem, to schodzę do garażu i biorę się do jakiejś konkretnej roboty.
Edvard – główny bohater „Płyń z tonącymi" – przez całą powieść próbuje dojść do prawdy o swojej rodzinie. Punktem wyjścia jest historia jego dziadka Sverrego, który walczył u boku Niemców na froncie wschodnim, oraz skłóconego z nim brata Einara, który trafił do antyniemieckiej partyzantki.
Co prawda wojna w Norwegii nie miała tak okrutnego oblicza, jak choćby w Polsce czy we Francji, jednak na długi czas wywołała podziały w społeczeństwie. Część młodych Norwegów trafiła na front wschodni pod wpływ antybolszewickiej propagandy nazistów. Paru takich chłopców było w mojej rodzinnej okolicy. Nie dotknęły ich poważne represje, ale piętno pozostało. Otaczała ich tajemnica, bo tak naprawdę nikt nie wiedział, czego oni tam doświadczyli.
Einara i Sverrego różni też stosunek do świata. Jeden chciał wyjechać i się kształcić, realizować swe ambicje. Drugi wolał zostać w małej miejscowości. Jakie pan wybrał życie na progu dorosłości? Wyjechał pan czy został w rodzinnym miasteczku?
W młodości miałem niespokojną naturę i nie potrafiłem prowadzić poukładanego życia na uboczu w rytmie przyrody. Ale to się zmieniło, bo mniej więcej dziewięć lat temu wyprowadziłem się z Oslo i dziś żyję w leśnej głuszy w małej miejscowości przy granicy ze Szwecją.
Literatura norweska staje się w Polsce coraz popularniejsza. Zaczęło się od kryminałów takich autorów, jak Jo Nesbo? czy Jorn Lier Horst, a teraz doszły m.in. pańskie książki, autobiograficzna „Moja walka" Karla Ove Knausgĺrda Skąd ten norweski boom?
Łączy nas wspólne miejsce i krajobraz. A przede wszystkim mamy znakomitą tradycję powieściopisarską, która wywodzi się jeszcze z czasów ustnych podań. Opowiadanie historii twarzą w twarz, tak by przykuć uwagę słuchacza, wymagało precyzyjnej narracji, w której każde słowo było przemyślane i miało swą wagę. Opowiadane historie musiały mieć ładunek symboliczny, a jednocześnie powinny być dosyć prawdopodobne. I to jest do dziś mocną stroną naszej literatury. Na przykład w „Płyń z tonącymi" opisałem scenę, gdy stary ksiądz wspomina moment wkroczenia wojsk niemieckich do miejscowości: ziemia trzęsie się od czołgów, wskutek czego figura Chrystusa spada w kościele, roztrzaskując się o kamienną posadzkę.
W norweskiej literaturze jest respekt wobec natury.
Człowiek ma w sobie naturalną potrzebę, by żyć w harmonii z przyrodą, nawet jeśli czasem zmaga się z jej surowością.
Sądzi pan, że pańskie książki wzmagają ten zew natury?
Nie wiem, czy to zew natury, czy jego substytut. Dowodem może być fakt, że moje książki sprzedają się bardzo dobrze w zachodnich metropoliach, m.in. w Londynie. Ale na tym właśnie polega siła literatury, że pragniemy rzucić wszystko i znaleźć się w innym świecie.
Bio
Lars Mytting, jeden z najpopularniejszych norweskich prozaików, urodził się w 1968 r. w górskiej miejscowości Favang. Autor m.in. międzynarodowego przeboju „Porąb i spal", w którym tłumaczył, co jest fascynującego w byciu drwalem. Jego najnowsza powieść „Płyń z tonącymi" to epicka historia norweskiej rodziny, która skrywa wojenną tajemnicę.