Jeśli wierzyć malarzom, była wyjątkowo brzydka. Kronikarze – przeciwnie – unosili się nad jej wdziękami. Płakała na zawołanie, trapiła ją newralgia, ale w annałach pozostała jako osoba dumna, o silnym charakterze i wielkich zdolnościach. Historia obdarzyła ją tytułem infantki.
Powieść „Ostatnia z rodu” została wydana w 1965 r., później była kilkakrotnie wznawiana, a teraz finalizuje edycję „Dzieł” autora „Polski Piastów” i „Polski Jagiellonów”.
To nie jest li tylko opowieść o życiu i działalności siostry Zygmunta Augusta, ale barwny, panoramiczny obraz naszego kraju z czasów, w których – pisał Jasienica – „proces rozpraszania bądź niszczenia dorobku Obojga Narodów jeszcze się nie rozpoczął, gdyż był dopiero mimo woli przygotowywany”.
Cenzura w tę książkę nie ingerowała. W swoim „Pamiętniku” autor wspominał, że w latach jego wczesnej młodości „niezbyt już młody oficer 12. pułku, dowiedziawszy się o moim nałogowym zamiłowaniu do lektur historycznych, zapytał, co mi wiadomo o Annie Jagiellonce. Ku wesołości otoczenia odpowiedziałem, że mnie interesują wyłącznie panowie. Czyż mogłem przewidzieć, że w przyszłości nie tylko napiszę, ale do pewnego stopnia nawet polubię książkę o »Ostatniej z rodu«”.
Polubili ją też czytelnicy. A ta książka nie tyle skłania, ile zmusza do refleksji nad przeszłością Polski.
Anna Jagiellonka zmarła w 1596 roku. Reinhold Heidenstein odnotował wówczas „powszechny żal, jaki po sobie zostawiła, była to bowiem bardzo zacna niewiasta i ostatnia gałązka Jagiellońskiego rodu”. Jasienica akcentował, że Heidenstein, choć zrośnięty z Polską, był Niemcem i dlatego mniej zwrócił uwagi na to, że ze śmiercią Anny przestał w Rzeczypospolitej istnieć dwór monarszy o charakterze narodowym.
Zygmunt III Waza przeniósł się na stałe do Warszawy. Najświetniejszy okres naszych dziejów dobiegł końca.
[i]Paweł Jasienica, Ostatnia z rodu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009[/i]