Pal licho szczegóły, bo nie jest to raczej wybitna literatura. Sam pomysł był jednak ciekawy. Otóż w wyniku jakiegoś kosmicznego zawirowania Ziemia pozostaje z kształtu i formy Ziemią, tyle że różne epoki historyczne rozgrywają się na niej jednocześnie. Gdzieś po stepie ugania się Czyngis-chan, do starcia z nim szykuje się już Aleksander Macedoński, a wszystkiemu przyglądają się twory ewolucyjnie zawieszone między małpą a człowiekiem, zamknięte w klatce przez Rudyarda Kiplinga i jego XIX-wiecznych kumpli. Cóż, pod koniec życia Clarke wygrzewał się na Sri Lance, mógł więc umknąć jego uwadze fakt, że jest w Europie miasto, w którym bardzo podobny pomysł wcielił się w życie już gdzieś w połowie XX w.