70 lat temu, 6 kwietnia 1943 roku, ukazała się powieść "Mały Książę" Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej"

Książka Jacques’a Pradela i Luca Vanrella ucina wszelkie spekulacje co do losów pisarza kochanego przez czytelników na całym świecie. Autorzy skrupulatnie odtworzyli jego ostatni dzień: 31 lipca 1944 r. o godzinie 8.45 samolot obserwacyjny Lightning P-38 o numerze 223 wystartował z bazy alianckiej w Bastii-Borgo na Korsyce. Celem było przeprowadzenie misji zwiadowczej nad Sabaudią.

25 minut później posterunek radiowy zasygnalizował, że maszyna przekroczyła wybrzeże Francji. O 13 załoga lotniska zaczęła się niepokoić – paliwo musiało się kończyć. Półtorej godziny później stało się jasne, że samolot nie pojawi się więcej na ekranie radaru. O 15.30 oficer wywiadu Vernon V. Robinson wypełnił i podpisał formularz: „Pilot nie powrócił i uważa się go za zaginionego”.

Srebrna bransoletka

Tym pilotem, prawdopodobnie najstarszym z biorących udział w II wojnie światowej był Antoine de Saint-Exupéry. Miał 44 lata. Wraku jego lightninga poszukiwano w różnych miejscach południowo-wschodniej Francji, w Alpach, w kanionie rzeki Verdon, przede wszystkim zaś w Morzu Śródziemnym: w Zatoce Aniołów i u brzegów Nicei. Kilka razy odkrywano szczątki samolotów i świat obiegała wieść, że tajemnica autora „Małego Księcia” została wyjaśniona. Zawsze przedwcześnie. Mało tego: znalazł się niepozbawiony wyobraźni niemiecki kombatant, który przyznał się do zestrzelenia Francuza. Wyłożył się na braku wiedzy: twierdził, że został zaatakowany przez P-38. Tymczasem lightning nie był uzbrojony.

Przełom nastąpił we wrześniu 1998 r. Jean-Claude Bianco, rybak z Marsylii, wypłynął na połów i wziął kurs na archipelag Riou. O godz. 5 nad ranem w sieci znalazł obrośnięty kamieniem przedmiot. Już miał go wyrzucić do wody, gdy jego wzrok padł na błyszczące miejsce. Gdy odłupał skamienielinę, ukazał się napis: „Antoine de

Saint-Exupéry”, niżej zaś imię żony pisarza Consueli oraz adres amerykańskiego wydawcy „Małego Księcia”: „C/O Reynal and Hitchcock Inc. 386 4th Ave. N.Y.C. U.S.A.”. Rybak zawiadomił o swym odkryciu profesjonalistów zajmujących się podwodnymi badaniami. Postanowili, że sprawę ujawnią dopiero po odnalezieniu wraku. Sensacyjne informacje przedostały się jednak do mediów, wywołując spore zamieszanie. Wtedy płetwonurek Luc Vanrell uzmysłowił sobie, że w rejonie, o którym mowa, widział kiedyś na dnie szczątki samolotu. Postanowił się przekonać, czy nie była to czasem maszyna Saint-Exupéry’ego. Oprócz Vanrella do akcji włączył się historyk Philippe Castellano od dawna próbujący rozwikłać tajemnicę zaginionego ligtninga P-38.

Reporterski tom Jacques’a Pradela i Luca Vanrella daje nie tylko precyzyjną odpowiedź na pytanie o miejsce katastrofy. Autorzy dotarli także do Horsta Ripperta, w czasie wojny pilota messerschmitta 109 należącego do Jagdgruppe Süd. 31 lipca 1944 r. wyleciał z Aix-les-Milles na misję rozpoznawczą w kierunku Tulonu, później zaś Marsylii. Podczas misji wypatrzył lightninga, który znajdował się na wysokości 2 tysięcy metrów. W książce zamieszczono relację Ripperta: „Zanurkowałem w jego stronę i strzeliłem, nie w kadłub, tylko w skrzydła. Trafiłem go. Spadł. Prosto do wody. Rozbił się w morzu. Nikt nie wyskoczył. (…) Nie widziałem pilota, a nawet gdyby, skąd mógłbym wiedzieć, że to Exupéry. Miałem nadzieję, i ciągle mam, że to nie był on”.

Gdy po zgłoszeniu zwycięstwa powrócił do bazy, piloci Luftwaffe słuchali francuskiego radia. Podano informację o zaginięciu słynnego pisarza, który odbywał lot lightningiem. Kolega Ripperta powiedział: „Proś Boga, żeby to nie był on”.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Niczego nie żałuję

Pradel i Vanrell twierdzą, że Exupéry leciał tak nisko, narażając życie, tylko po to, by zrobić absolutnie wyjątkowe fotografie. Pragnął dowieść, że może i powinien dalej latać. Świat budził w nim grozę, ale czuł, że ma do spełnienia misję. Chciał walczyć do końca.

Opuszczając kwaterę, zostawił na stole dwa listy. W jednym z nich napisał: „Jeśli zginę, nie będę absolutnie niczego żałował. Ten przyszły kopiec termitów przeraża mnie. I nienawi-dzę ich moralności robotów.

Ja zostałem stworzony do tego, by być ogrodnikiem”. Saint-Exupéry krytykował współczesną cywilizację. Sprzeciwiał się życiu w świecie pozbawionym wartości duchowych. Na trzy tygodnie przed zaginięciem mówił do przyjaciela: „Kiedy wyzwolimy Francję, będzie tylko jedno do zrobienia: podłożyć pod młot parowy wszystko, co wyprodukował nasz idiotyczny postęp, i za wszelką cenę cofnąć się o wiek, może jeszcze dalej: ustawić ducha we właściwym miejscu. Jeśli tego nie uczynimy, ludzkość się pogrzebie własnymi rękami. Amen!”.

„Saint-Exupéry. Ostatnia tajemnica” nie jest reportażem literackim. To rzetelne dziennikarstwo. Największą wartością książki, która ukaże się 10 lutego, są ujawnione fakty.

„Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” – napisał w „Małym Księciu” (1943). To baśń i filozoficzna rozprawa w jednym. Traktuje o kwestiach fundamentalnych i przynosi spostrzeżenia, nad którymi czytelnicy zastanawiają się przez całe życie. W książce „Ziemia, planeta ludzi” (1939) połączył reportaż z elementami fikcyjnymi, a esej z pamiętnikiem. Jest także autorem poruszających reportaży z wojny domowej w Hiszpanii, gdzie był korespondentem.

Jacques Pradel, Luc Vanrell; Saint-Exupéry. Ostatnia tajemnica; przeł. Marta Szafrańska-Brandt; Znak literanova Kraków 2011