Tadeusz Nalepa śmiał się, gdy nazywano go ojcem polskiego bluesa, pompatyczne gadanie nie było w jego stylu. W ogóle żył z uśmiechem, nawet gdy już ciężko chorował. Teraz kiedy ukazuje się płyta będąca hołdem dla niego, trudno nie uzmysłowić sobie, że był muzycznym ojcem najważniejszych polskich gitarzystów.
Często powtarzamy, że królem tego instrumentu jest Jimi Hendrix, a zapominamy, że Polacy też swoich wirtuozów mają. Jan Borysewicz o graniu pomyślał pierwszy raz, kiedy jako dziecko zobaczył w telewizji właśnie Tadeusza Nalepę. Odciągany od czarno-białego odbiornika krzyczał, że i tak zagra kiedyś w zespole idola.
Ojciec polskiego bluesa wypożyczył Borysewicza z Budki Suflera na trasę po Związku Radzieckim. Potem jeszcze balangowali i jamowali w podwarszawskim domu mistrza. Ale gdy Borysewicz pytał o wspólne nagrania, Nalepa odpowiadał, że jeszcze zdążą pomuzykować. Czasu zabrakło i płyta dedykowana mistrzowi jest podziękowaniem dla niego. Borysewicz wykonał „Piękno” oraz „Pożegnalny blues” w sposób, który stawia go w rzędzie takich mistrzów jak Hendrix czy Page.
Darek Kozakiewicz zagrał wspaniałe solówki na pierwszym albumie Breakoutu „Blues”. Teraz przypomniał wraz z Pawłem Kukizem słynną piosenkę z tej płyty „Oni zaraz przyjdą tu” oraz „Pomaluj moje sny”. Gitara w Perfekcie mu nie zardzewiała.
Jeden z najlepszym okresów koncertowych Nalepy przypadł na początek lat 80. Wielką atrakcją jego występów był wtedy Andrzej Nowak, założyciel TSA, który opuścił zespół i bluesował ze swoim muzycznym mistrzem. W hołdzie dla niego Nowak wykonał piosenki, które są jego muzycznym kredo. „W pochodzie codzienności” śpiewa o tym, że trzeba żyć marzeniami, i „Kiedy byłem małym chłopcem”, że trzeba słuchać swego serca, a forsa nie liczy się.
Jerzy Styczyński z Dżemu grał z Tadeuszem Nalepą, kiedy bliski śmierci był Ryszard Riedel. Gdy słuchałem Styczyńskiego przed gdyńskim występem Erica Claptona, nie wątpiłem, że miałby z polskiego gitarzysty pożytek. Kto nie wierzy, niech posłucha „Nauczyłem się niewiary” i słynnej „Modlitwy”, którą zinterpretował z umiarem, ale po mistrzowsku. Podobny komplement należy się również Maciejowi Balcarowi. Marek Raduli marnował się w Budce Suflera. Teraz dokonuje cudów gitarowej zręczności w „Co to za człowiek” i „Biegniesz tu”.
Ale dla Nalepy w bluesowym niebie najważniejsze jest pewnie to, że z największymi zagrał stojący na czele zespołu Nie-Bo jego syn Piotr. Ten, którego prowadził za rękę na zdjęciu z okładki „Bluesa”, kiedy wszystko się zaczynało.
W hołdzie Tadeuszowi Nalepie
pod opieką Jana Borysewicza
SonyBMG, 2008