[b]Charakterystyczne dla pańskiej gry są bardzo wysokie dźwięki. Czy trudno je wydobyć z trąbki?[/b]
[b]Arturo Sandoval:[/b] Niełatwo, długo ćwiczyłem, by brzmiały czysto. Trąbka to bardzo wymagający instrument, ale cudowny, jeśli wziąć pod uwagę jego możliwości solistyczne.
[b]Zaczynał pan jednak od innych instrumentów.[/b]
Uczyłem się grać na instrumentach perkusyjnych, próbowałem też wielu innych, ale gdy wziąłem do ręki trąbkę, wiedziałem, że to jest moje przeznaczenie. Ale też ćwiczyłem bardzo intensywnie.
[b]Szybko miał pan okazję zweryfikować swoje umiejętności?[/b]
Niemal w każdym zespole wykonującym tradycyjną muzykę kubańską znajdzie się miejsce dla trębacza. A ponieważ szybko opanowałem technikę gry, pojawiły się propozycje od lokalnych zespołów. Miałem kilkanaście lat, grałem rumbę, son, cza-czę.
[b]Pierwszy raz przyjechał pan do Polski z grupą Irakere w 1978 r. Zrobiliście wtedy furorę na całym świecie.[/b]
Wcale nie wyglądało to tak różowo. Praktycznie cały czas byliśmy w trasie, co było męczące, ale w końcu przyniosło nam popularność. Nawiązaliśmy kontakty z różnymi muzykami, które później okazały się bardzo pomocne w solowej karierze każdego z członków Irakere.
[b]Czy wasza popularność za granicą była mile widziana przez władze Kuby?[/b]
Oczywiście, przecież nasze trasy koncertowe były przygotowywane przez oficjalne organizacje rządowe. Zarabialiśmy dla nich duże pieniądze w obcych walutach.
[b]Dlaczego nie został pan w Ameryce po koncercie w Carnegie Hall?[/b]
Zostawiłem na Kubie żonę i dziecko. Gdybym wtedy wyemigrował, nigdy bym ich już nie zobaczył.
[b]A jednak w końcu zdecydował się pan na ten krok.[/b]
Bo władze popełniły błąd. Wydały zgodę na wyjazd mojej żony i syna na wycieczkę do Europy w czasie mojej trasy koncertowej. Spotkaliśmy się w Rzymie i tam w amerykańskiej ambasadzie poprosiliśmy o azyl polityczny. W jego uzyskaniu pomógł mi Dizzy Gillespie.
[b]Kiedy pierwszy raz się spotkaliście? [/b]
W 1977 r. na Kubie. Mieliśmy wtedy okazję zagrać razem i jeśli tylko mieliśmy okazję spotkać się na jakimś festiwalu, zapraszał mnie do wspólnego występu.
[b]W wyniku takiego spotkania w Helsinkach powstała znakomita płyta „To a Finland Station".[/b]
Nagranie powstało zupełnie spontanicznie. Kilka utworów to efekt naszego nocnego jam session w studio, bo akurat obaj mieliśmy tego samego wieczoru koncerty w Helsinkach. Ja grałem ze swoim zespołem, a on z lokalnym bigbandem. Następnego dnia stwierdziliśmy jednak, że we dwóch nie damy rady szybko dokończyć płyty. Nie mogliśmy przewidzieć, kiedy spotkamy się ponownie i Dizzy zorganizował grupę fińskich muzyków.
[b]Wykonuje pan również utwory klasyczne. Czy nie kłóci się to z pana jazzową karierą?[/b]
Absolutnie nie. Lubię różnorodność. Klasyczne kompozycje stawiają inne wymagania. To dla mnie odskocznia i nowe wyzwanie, bo muszę więcej ćwiczyć. Moim ulubionym kompozytorem jest Sergiej Rachmaninow. Kocham jego muzykę.
[b]A interesują pana nowe trendy w jazzie?[/b]
Raczej nie. Coraz bardziej doceniam starsze nagrania: Dizzy Gillespiego, Oscara Petersona, Clarka Terry'ego, Counta Basiego, Louisa Armstronga, Milesa Davisa, Duke'a Ellingtona.
[b]Który z nich wywarł największy wpływ na pana?[/b]
Z pewnością Dizzy. Był genialnym trębaczem, twórcą nowego stylu, a przy tym niezwykłym człowiekiem.
[b]Ma pan w Miami własny klub. Jaką muzykę pan tam prezentuje?[/b]
Każdą dobrą, nie ograniczam się do jazzu. W Miami jest mnóstwo muzyków z różnych krajów, także wiele młodych talentów. Zapraszam też gwiazdy, występowali m.in. James Moody, Joshua Redman, Danilo Perez, Omar Sosa. Właśnie zmieniamy lokalizację, wkrótce otworzymy klub w nowym miejscu.
[b]Utrzymuje pan kontakty z Kubą, zachęca pan artystów do przyjazdu do Ameryki?[/b]
Nie mam takich kontaktów. Emigracja jest osobistą i trudną decyzją dla każdego Kubańczyka.
[b]Co zagra pan w Polsce?[/b]
Przyjeżdżam ze swoim sekstetem, gramy: afrocuban, bebop, straightahead, latin jazz, swing, son. Będą standardy i moje własne kompozycje. To muzyka, którą wykonuję od dwudziestu lat.
[ramka]Urodził się w 1949 r. w Artemisie na Kubie. W wieku 12 lat zaczął grać w lokalnym zespole na perkusji. Studiował grę na trąbce i kompozycję w Hawanie. Był współzałożycielem słynnej grupy Irakere. Objechał z nią świat, zdobył pierwszą nagrodę Grammy. Z pomocą Dizzy Gillespiego w 1990 r. wyemigrował do USA. Na podstawie jego biografii nakręcono film „For Love or Country: The Arturo Sandoval Story" z Andy Garcią w roli głównej. Profesor uniwersytetu i właściciel klubu jazzowego w Miami Beach.[/ramka]