Ten muzyk zawsze był kontrowersyjny. Krakowski salon i okolice Piwnicy pod Baranami irytował jako facet z długimi włosami, który grał na ulicy dla bezdomnych i narkomanów. Punkowców, nowofalowców i ludzi lubiących alternatywę lider Homo Twistu zdenerwował biorąc udział w „Idolu”.
Wtedy rozumiałem jego decyzję: wiele chudych lat dla jednej z najbarwniejszych postaci polskiej sceny, to było zbyt wiele. Trzeba utrzymać rodzinę. Poza tym, telewizyjna kariera zaowocowała niebanalnym sukcesem z Pudelsami, a także powrotem do akustycznego repertuaru, który krakowski bard wykonywał solo.
Potem był świetny album w Wojciechem Waglewskim „Koledzy”, na który też wiele osób psioczyło, w tym przypadku całkiem bez sensu. Teraz jednak miarka się przebrała. Bard sięgnął bruku. To może być koniec, jeśli nie zawróci z tej drogi... jak Ludwik Dorn i jego pies Saba! Maleńczuk zapowiadał płytę mówiąc, że zamierza spełnić marzenia mamy, która chciałaby posłuchać syna w ulubionym repertuarze sprzed lat. Jeśli tak, mógł dalej śpiewać „Nigdy więcej”, którego wykonaniem zachwycały się wszystkie pokolenia, starzy i młodzi. Jednak Maleńczuk pod pretekstem sprawiania przyjemności mamie — uprawia zwykłe dancingowe kotleciarstwo.
Znajduje zresztą w tej perwersji przyjemność, o czym świadczy wierszyk spłodzony z okazji płyty. Miał być alibi, a brzmi jak samooskarżenie:
„Zmierza na bankiet muzyków ekipa
W tym celu wzięli i vana i jeepa
Zaś z drugiej strony w przyczepie przewiewnej
Wiozą w tę stronę tonę trzody chlewnej
Jedni i drudzy niezbędni zabawie
Jednym i drugich czasem trudno strawić
Jedni dla ciała zaś drudzy dla ducha
Gość lepiej trawi gdy muzyczki słucha
Jak świnia na bankiecie muzyk się urzyna
Kwiczy wokalista niczym rżnięta świnia
Zaś gość czuje wenę chyże pląsa tany
Gdy świnię na scenę i do stoły damy”.
Czyżby w przypływie szczerości, wokalista porównywał do świni nie tylko publiczność, ale i siebie samego? Z repertuaru, który może się podobać mamie Maleńczuka i innym mamom, można polecić „Absolutnie” Wojciecha Młynarskiego z filmu „Droga” i „Bo to się zwykle tak zaczyna”. Tu wokalista daje pokaz swojej klasy. Ale „Kronika podróży — czyli ciuchcią w nieznane” pasuje tylko do najgorszej tancbudy.
Maleńczukowi nie starczyło też pomysłu na całą płytę. Dlatego zaśpiewał piosenki z wcześniejszych albumów, o wstydzie!, w gorszych aranżacjach. „Kaczory” z kompaktu „Koledzy” pasują do pląsów w remizie, tak jak „Ande la more” z płyty o tym tytule czy „Edek Leszczyk” z „Pana Maleńczuka”. Wokalista zepsuł nawet wielki hit „Wakacje z blondynką”, co wydaje się trudne do zrobienia.
[i]Maciej Maleńczuk z zespołem Psychodancing „Psychodancing” Schwartz & Schwartz/ Warner Music Poland[/i]