Kiedy w grudniu 2007 r. zdecydowali się na roczne zawieszenie działalności, pojawiły się głosy, że ta przerwa może się zakończyć rozpadem Myslovitz. Tak się jednak nie stało.

– Na początku towarzyszyła nam niepewność, czy będziemy chcieli na siebie patrzeć, jak będzie się nam rozmawiać – przyznaje Przemek Myszor. – Jeszcze przed tegorocznymi koncertami musieliśmy się spotkać w związku z grudniowym wyjazdem do Izraela, gdzie wystąpiliśmy z okazji Roku Polskiego. Podłączyliśmy sprzęt, zaczęliśmy grać i nic nam nie szło. Każdy robił dobrą minę do złej gry. Na szczęście szybko przypomnieliśmy sobie, który paluszek trzeba dostawić do struny.

– Trema wynikała z braku kontaktów – potwierdza Artur Rojek. – Ale próba przebiegła normalnie, jakbyśmy grali tydzień wcześniej.

– Pierwszy, katowicki koncert był wyczekany przez nas i przez fanów – mówi ze wzruszeniem Przemek Myszor. – Mieliśmy długą listę piosenek, graliśmy dwie i pół godziny. W końcu z kilku numerów trzeba było zrezygnować, bo nie mieliśmy już siły. Ale było świetnie. Myślę, że jeszcze ze trzy koncerty i nasza maszyna zacznie działać bez zarzutów.

Trasa cieszy się wielkim powodzeniem. Co na dzisiejszym rynku koncertowym jest rzadkością, w Poznaniu zaplanowano dodatkowy koncert, a w Warszawie będą dwa – w Palladium, które mieści 1600 fanów.

– Opłacało się zrobić rok przerwy, żeby grać dwa wieczory z rzędu w jednym mieście – cieszy się Artur Rojek.

Z trasą koncertową zbiega się wznowienie przełomowej, czwartej płyty grupy „Miłość w czasach popkultury”, która miała premierę w 1999 r.

– Dodaliśmy do niej kompakt z wersjami demo z prób przed wejściem do studia – informuje Rojek. – Kiedyś mnie denerwowały, teraz nabrałem do nich dystansu, a fani poznają naszą muzyczną kuchnię.

„Miłość w czasach popkultury” rozeszła się w 150 tys. egz., co dało trzeci wynik roku. Album dostał pięć Fryderyków. Co ciekawe, w kategorii piosenka – dwa lata z rzędu: najpierw za „Długość dźwięku samotności” i rok później za „Chłopców”, którym grupa zawdzięcza też Paszport „Polityki”.

– Nikt z nas nie spodziewał się sukcesu. Mieliśmy sporego artystycznego kaca po trzeciej płycie – mówi Przemek Myszor. – Podczas nagrywania wydawała się doskonała, ale wyniki sprzedaży nie były najlepsze. Firma Sony wyjęła nam też z albumu najważniejszą piosenkę „To nie był film” i sprzedała do kinowego przeboju „Młode wilki 1/2”.

Dzięki tej piosence wielu po raz pierwszy usłyszało o Myslovitz. Opowiadała o młodych ludziach wychowanych na takich hitach kina przemocy jak „Urodzeni mordercy”, zagubionych w nowej medialnej rzeczywistości, którzy zaplanowali morderstwo kolegi. Utwór był ostrzeżeniem, by nie przekraczać cienkiej granicy między życiem i medialną rzeczywistością. Wielu polityków uznało go jednak za moralnie dwuznaczny. Zrobiła się afera, prezesi publicznych stacji zakazali emisji.

– Reżyser spodziewał się, że wokół naszej piosenki zrobi się głośno, i tak się stało, ale film nie był jej warty – wspomina Myszor. –Zagotowało się w nas, kiedy go zobaczyliśmy. Piosenka została wykorzystana w scenie, gdy młody człowiek włamuje się do sklepu rodziców. Wtedy dzwoni jego mama i pyta go, co chce na obiad. On zaś odpowiada: „Pierogi”. Z poważnej sprawy zrobiły się jaja.

[wyimek]Grupa Myslovitz planuje wydać nowy album w 2010 r., teraz skupi się na koncertach i próbach [/wyimek]

 Także „Miłość w czasach popkultury” dotykała problemów nowej rzeczywistości. Tytułowa piosenka opisała uczuciową porażkę, która kończy się ucieczką w wirtualny świat. To była pierwsza polska piosenka o Internecie.

– Zaproponowano nam wtedy zrobienie strony internetowej. Nie zgodziliśmy się, bo uważaliśmy, że to za duży wydatek – śmieje się Przemek Myszor.

– Internetu wtedy nie miałem, tak jak komputera, ale musiałem o nim gdzieś przeczytać – mówi Artur Rojek. – Nie planowałem napisania analizy o przełomie w obyczajach i kulturze masowej. Jeśli ujawniłem jego symptomy, to podświadomie.

– Piosenka tytułowa to tekst o moim koledze – wyjaśnia Przemek Myszor. – Za jego zgodą nagrałem na dyktafon rozmowę o nieszczęśliwej miłości. Zabrakło mi jednak dystansu do sprawy i oddałem taśmę Arturowi.

Melodie „Chłopców” napisał Artur Rojek do wiersza Przemka Myszora.

– To był mój opis lat 80. u nas, w Mysłowicach, kiedy działo się niewiele. Można było wyjść na ulicę, posiedzieć na ławce albo się powłóczyć. Nie mieliśmy komputerów. Wideo było w powijakach – mówi Myszor.

– Postanowiłem napisać o spotkaniach z rówieśnikami – tłumaczy Rojek. – Wywodziliśmy się z tego samego śląskiego środowiska, ale różnie pokierowaliśmy swoim życiem. Myslovitz miał wytyczony cel, którego wielu naszych kolegów, często bardzo zdolnych, nie potrafiło odnaleźć. Wieczorami wychodzili na ulice, siadali na chodniku, palili jointy, robili wszystko, żeby uciec od rzeczywistości, a kiedy pojawiła się szansa na poprawę życia – już nie mieli siły, żeby ją wykorzystać.

Największym hitem była „Długość dźwięku samotności”.

– Nie wiedziałem, że nagraliśmy przebój. Uzmysłowił nam to producent Paweł Jóźwicki. I dodał, że Kayah z Bregoviciem ma większy – „Prawy do lewego”.

Ale to Myslovitz zdobyło Fryderyka za piosenkę roku.

– „Długość dźwięku samotności” czy „Dla Ciebie” były słuchane przez młodych i starszych, przestaliśmy być zespołem alternatywnym – sumuje Rojek. – Pamiętam pełne sale na koncertach. Zacząłem się przyzwyczajać, że ktoś może podejść na ulicy i poprosić o autograf. Wcześniej się tego wstydziłem.

– Popularność przyjmowałem znakomicie, nie odczuwaliśmy jej ciężaru, bo jesteśmy ze Śląska – mówi Myszor. – Nie bujaliśmy się po warszawskich klubach, nie dawaliśmy się klepać po plecach ani namówić na przeprowadzkę do stolicy, bo w Mysłowicach fajnie się mieszka. Tak było dziesięć lat temu, tak jest teraz.

[ramka]

Więcej szczegółów o zespole i trasie

[link=http://www.myslovitz.pl]www.myslovitz.pl[/link][/ramka]