Jason to pseudonim zdolnego rysownika, dwukrotnego zdobywcy nagrody Eisnera. Przypadek rzadki, bo nadawane od 21 lat wyróżnienie uchodzi za Oscara w dziedzinie komiksu. Po raz pierwszy Jasona uhonorowano Eisnerem osiem lat temu za „Gang Hemingwaya”, obecnie wydany po polsku.
Poślizg opowieści nie szkodzi. Jest ponadczasowa, a postaci – umowne. Jak zwykle u Jasona, zamiast ludzi występują uczłowieczone psy, ptaki, wołki. W „Gangu… ” prym wiedzie czwórka zaprzyjaźnionych zwierząt o skądinąd znanych nazwiskach: Hemingway, Joyce, Pound, Fitzgerald; towarzyszą im ukochane samiczki, Zelda i Hadley; bywają u starej suki Gertrudy Stein.
Po co ten „animalizacyjny” zabieg? Sądzę, że autorowi chodzi o wykreowanie współczesnej bajki. Erudycyjnej, z aluzjami do wysokiej kultury. Przeznaczonej dla dorosłego odbiorcy.
Bo choć nieco infantylnie rysowane figurki mogą wydawać się stosowne na dobranockę, wyrafinowana i stłumiona gama barw raczej dzieciom się nie spodoba. I dobrze, bo treść dozwolona od lat 18. Protagoniści mają męsko-damskie dylematy i permanentny brak forsy, więc usiłują ją zdobyć w sposób przez prawo zakazany.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 20. ubiegłego wieku. Spsiali (dosłownie i w przenośni) bohaterowie próbują zakorzenić się w najbardziej kosmopolitycznej stolicy świata, czyli w Paryżu. Z nazwisk można by wnosić, że parają się literaturą. Nic z tego – tworzą komiksy. To fanatycy rysowanych pasków. Ale rodzaj twórczej aktywności właściwie nie ma znaczenia. Bohaterowie Jasona, jak wszyscy artyści, zanudzają domowników rozmowami o sztuce; przy butelce z kumplami omawiają chwyty konkurencji i szukają mankamentów – na przykład u takiego Dostojewskiego są wciąż takie same, rosyjskie gęby i trudne do zapamiętania imiona; Hamsun natomiast zapełnia rysunkami każdy centymetr kadru i strona „nie oddycha”.
Grupkę Hemingwaya nie tylko toczy robak frustracji – przede wszystkim zżera liszaj niedostatku. W desperacji, przyjaciele postanawiają zrobić skok na kasę, a konkretnie, na bukmachera w dniu wielkiej walki. Mózgiem przedsięwzięcia staje się Ernest. Niestety, sytuacja wymyka mu się spod kontroli.
Od tego momentu Jason zwodzi czytelnika jak Tarantino widza „Wściekłych psów”. Ktoś zdradził – ale kto? Podejrzenia pada na Scotta, mięczaka zaślepionego miłością do Zeldy, która przyprawia mu rogi z jakimś Jean-Paulem (chyba nie chodzi o Sartre’a, w latach 20. był małolatem). A może to ten ślepawy gawron James wykręcił kolegom paskudny numer? Nie, to chyba ten wredny Ezra pokręcił szyki.
Autor komiksu ponownie robi oko do odbiorcy obeznanego z klasyką kina. Jak Kurosawa w „Rashomonie” podaje kilka różnych wariantów przebiegu napadu – w zależności od tego, kto historię relacjonuje. Najzabawniejsze, że thiller ma happy end. Ale jaki, nie zdradzę.
[ramka]Rysunki i scenariusz: Jason Gang Hemingwaya
Wyd. Taurus Media
Warszawa, 2009[/ramka]