Pierwszą wizytę w Polsce jednej z najlepszych orkiestr świata zawdzięczamy jednak temu, że trwa Rok Chopinowski. Walery Gergiew wstawił więc do programu koncert f-moll, zapraszając doświadczonego i bezsprzecznie wybitnego pianistę, Emanuela Axa, który lata dzieciństwa spędził zresztą w Polsce.

[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/galeria/9145,434962.html]Zobacz więcej zdjęć z koncertu[/link][/b][/wyimek]

Walery Gergiew to znakomity dyrygent, co widać choćby po sposobie, jak prowadził prosty akompaniament orkiestrowy w utworze Chopina. Ale cyzelując brzmienie poszczególnych instrumentów potraktował tę muzykę zbyt dostojnie i rozlewnie, jakby wyszła spod ręki rosyjskiego kompozytora miotanego rozterkami duszy.

Chopin zaś z Rosją miał tylko tyle wspólnego, że grywał czasami dla księcia Konstantego w Belwederze. Koncert f-moll stworzył w momencie, gdy przeżywał pierwsze miłosne uniesienia i z nastolatka przeobrażał się w dorosłego artystę.

Lekkości, wręcz zadziorności brakowało zwłaszcza w I części koncertu, w której Emanuel Ax zbytnio poddał się monumentalnej koncepcji dyrygenta. Znacznie lepiej odnalazł się w ciekawie zinterpretowanym, lirycznym Larghetto, a zwłaszcza w finale koncertu. Prawdziwie zaś chopinowski wdzięk miał zagrany na bis jeden z mazurków.

Reszta wieczoru należała już bezsprzecznie do London Symphony Orchestra i Walerego Gergiewa. Ten zespół tworzą wspaniali muzycy, a ich walory w pełni potrafi wykorzystać tej klasy dyrygent. Pięknie zatem została zróżnicowana każda część „Muzyki na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę” Bartoka, w pamięci jednak pozostanie rewelacyjnie zagrana „Pietruszka” Strawińskiego.

Londyńczycy pod batutą Gergiewa stworzyli kreację niesłychanie plastyczną, dramaturgicznie krwistą i pełną wyrafinowanych smaczków. Bezbłędna narracja połączyła się z perfekcją wykonania, co nieczęsto zdarza się na koncertowych estradach, nawet u najlepszych.