Reklama

Opera Wrocławska: Michał Znaniecki reżyseruje Otella

Wrocław postanowił udowodnić, że potrafi wystawić „Otella", a to jedna z najtrudniejszych oper świata

Aktualizacja: 23.04.2012 19:48 Publikacja: 23.04.2012 19:45

Izabela Matuła (Desdemona) i Irina Żytynska (Emilia)

Izabela Matuła (Desdemona) i Irina Żytynska (Emilia)

Foto: Opera wrocławska

Marzę o Otellu, ale od 15 lat szukam wykonawcy tytułowej roli, jakiego wymyślił Verdi - powiedział mi kiedyś szef legendarnego teatru La Fenice w Wenecji. Nasi dyrektorzy nie mają takich problemów, bo premiera Opery Wrocławskiej jest już czwartą na polskich scenach w ostatniej dekadzie.

We Wrocławiu w Otella wcielił się pozyskany dwa sezony temu Rosjanin Nikołaj Dorożkin. Odkąd z tej roli zrezygnował już Placido Domingo - najwspanialszy Otello ostatniego półwiecza - świat szuka jego godnego następcy również wśród obdarzonych mocnymi głosami tenorów rosyjskich.

Dorożkin też ma takie aspiracje. Wprawdzie w niskiej tesyturze tej partii jego głos nieco się dusi, ale im trzeba śpiewać wyżej, tym nabiera mocy i blasku. Rosjanin wypada więc przekonująco w scenach gniewu i wściekłości prowadzącej do obłędu.

Dramat wykluczenia

To ważne, bo z arcydzieła Giuseppe Verdiego reżyser Michał Znaniecki zrobił kameralny dramat. Bohaterów pokazuje w zamkniętym pomieszczeniu - jak w klatce czy w więzieniu.

Od tragedii zazdrości, a bardziej wykluczenia, nie ma tu ucieczki. Wrocławski Otello ma jedynie lekko poczernioną twarz. Na tablicy wyświetlającej podczas spektaklu tekst nie bywa określany jako Maur, lecz murzyn i to pisany małą literą. To słowo piętnuje Otella jako kogoś gorszego, a niesłusznie wyniesionego na szczyty władzy, dlatego Jago snuje przeciw niemu intrygę.

Suknie pań odwołują się do lat 30. XX stulecia, mundury żołnierzy mogą pochodzić z czasów walk o zjednoczenie Włoch, ale są też tradycyjne weneckie maski karnawałowe. Takie odczytanie opery Verdiego tłumaczy jej niezwykłą popularność. To dramat uniwersalny, a nie renesansowa opowieść wzięta z Szekspira.

Co lubi publiczność

Otella można przykroić do wymogów współczesnego teatru, a przy tym oferuje on ponad dwie godziny muzyki w najlepszym włoskim stylu. Jest zatem idealną propozycją dla operowej publiczności o tradycyjnych gustach, która nie chce jednak oglądać konwencjonalnego koncertu w kostiumach.

Reklama
Reklama

Inscenizacja Michała Znanieckiego przygotowana została pod takie gusty, ale skoro reżyser swoimi pomysłami nie chciał przyćmić muzyki, tym bardziej musi ona zabrzmieć pełnym blaskiem. Geniusz Verdiego objawił się w tym, że nie rezygnując z operowej melodyjności, stworzył wspaniały dramat o wielkich namiętnościach i ludzkiej podłości.

Trzeba to jednak umieć odczytać w nutach. Wrocławski spektakl ma wyrównany poziom, ale wielkie emocje ujawniają się jedynie czasami. Potrafi je wyrazić w niektórych scenach Nikołaj Dorożkin, wzrusza w momentach lirycznych Izabela Matuła (Desdemona), choć brak jej doświadczenia, by w scenach zbiorowych nie skupiać się na sobie, lecz dopasować do partnerów. A Bogusław Szynalski jest zbyt posągowym Jagonem.

Najwięcej emocjonalnych niuansów odnaleźć można było w grze orkiestry prowadzonej przez Ewę Michnik. Muzycy Opery Wrocławskiej stali się najważniejszymi bohaterami tej premiery, bo dla śpiewaków Otello to naprawdę trudne dzieło.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama