Gdy pojechał ze swym stuttgarckim zespołem na występy do USA, podbił tamtejszą publiczność, a recenzentka „New Yorkera" napisała, że balety Johna Cranko mają w sobie energię jak broadwayowski show. To stwierdzenie można odnieść do „Poskromienia złośnicy", choć ciekawe, jak ten klasyczny już dziś balet odbierze obecnie polska publiczność.

Żył intensywnie, ale krótko. Zmarł nagle w 1973 roku, gdy z zespołem wracał z Nowego Jorku. Niespodziewanie podczas lotu zasłabł, podjęto akcję reanimacyjną, pilot zdecydował się na przymusowe lądowanie w Dublinie, gdzie artystę dowieziono do szpitala, ale tylko po to, by stwierdzić zgon. Miał niespełna 46 lat.

Lista jego prac choreograficznych jest imponująca, ale wszystkimi udowodnił, że cenił tradycję i nie miał charakteru rewolucjonisty. Obok Fredericka Ashtona i Kennetha MacMillana uchodzi za najwybitniejszego choreografa brytyjskiego XX wieku. Największe sukcesy odnosił jednak z zespołem Stuttgart Ballet, który objął w 1961 roku i właściwie stworzył od podstaw. Tam dorastało pod jego okiem wiele europejskich sław tanecznych i choreograficznych.

Jest m.in. autorem trzech widowisk baletowych opartych na arcydziełach literackich: „Romeo i Julia", „Oniegin" oraz właśnie „Poskromienie złośnicy". W pierwszym z nich udowodnił, że można do minimum ograniczyć pantomimę stosowaną przez XIX-wiecznych choreografów dla objaśnienia działań bohaterów. Jemu wystarczył w tym celu taniec. Po premierze drugiego, gdzie akcję oparł na losach dwóch par: Tatiany i Oniegina oraz Olgi i Leńskiego, pokazując przemiany w nich zachodzące, zyskał opinię mistrza pas de deux. Stały się one znakiem rozpoznawczym jego choreografii.

W „Poskromieniu złośnicy", zrealizowanym do muzyki Domenico Scarlattiego we współczesnym opracowaniu Kurta-Heinza Stolzego zmierzył się z najtrudniejszym gatunkiem, jakim jest komedia baletowa. Połączył technikę klasyczną z tańcem charakterystycznym i współczesnym, zderzył elegancję Petrucchia z dynamizmem i kanciastymi ruchami tytułowej złośnicy Kathariny. Wszystkie sceny zbiorowe są tu bogate w pomysły i zadania aktorskie, a rozwiązania scenograficzne nawiązujące do Teatru Globe z epoki elżbietańskiej pomogły mu stworzyć klimat prawdziwie szekspirowski.

John Cranko dokonał przełożenia tej komedii na język tańca, a nie zilustrował jej za pomocą baletowych obrazków. Nie tylko oddał wiernie przebieg akcji i charaktery, ale też dodał wiele własnych detali, które uzupełniają pomysł Szekspira. Dlatego jego „Poskromienie złośnicy" wciąż żyje na scenach świata.