12 kelnerek i ich menedżer opuścili północnokoreańską restaurację, prowadzoną przez państwo w Chinach, aby przez Malezję przejechać do Korei Południowej dwa lata temu.

Seul natychmiast ogłosił ich ucieczkę, ale Korea Północna twierdzi, że kelnerki zostały uprowadzone przez agentów wywiadu z Korei Południowej i domagają się ich repatriacji.

Kierownik restauracji mówił wcześniej południowokoreańskiej agencji prasowej Yonhap, i innym mediom, że agent Narodowej Służby Wywiadu (NIS) z Seulu używał perswazji i gróźb, by zmusić jego podopieczne i jego samego do przejścia na stronę Południa.

Niektóre z kelnerek twierdzą, że nawet nie wiedziały, iż przekraczają granicę, dopóki nie przybyły do ambasady Korei Południowej w Malezji - stwierdziła Narodowa Komisja ds. Praw Człowieka w Korei (NHRCK).

Przeczytaj też: Trump przygotował dla Kima płytę Eltona Johna z autografem

Problem skomplikował sytuację między obydwiema Koreami. Północnokoreańska gazeta państwowa "Rodong Shinmun" i propagandowa witryna internetowa Uriminzokkiri stwierdziły, że dopóki pracownice restauracji nie zostaną odesłane, może to być "przeszkodą" w planowanym na przyszły miesiąc spotkaniu rodzin podzielonych przez wojnę w Korei z lat 1950-1953.

Południowokoreańskie ministerstwo ds. zjednoczenia poprzednio informowało, że według wywiadu pracownice przybyły na Południe dobrowolnie. Jednak minister Cho Myoung-gyon powiedział w ubiegłym tygodniu parlamentarzystom, że jego resort jeszcze nie spotkał się z kelnerkami i nie zweryfikowano informacji dostarczonych przez wywiad.