Reklama

Kaczmarek/Engelking, trudna sztuka niepodawania ręki

Ani Janusz Kaczmarek, ani Jerzy Engelking nie są pierwsi. Ta nauka przyda się każdemu: to trudna sztuka niepodawania ręki.

Publikacja: 28.01.2010 09:15

Marek Domagalski

Marek Domagalski

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

- „Były wiceprokurator generalny Jerzy Engelking z uśmiechem wyciągnął rękę do dawnego kolegi z resortu Janusza Kaczmarka” — relacjonuje „Super Express”. — „Kaczmarek popisał się jednak wielkim refleksem. Błyskawicznie odwrócił się do Engelkinga plecami. Jednak to był początek wzajemnych złośliwości”.

[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/01/28/marek-domagalski-kaczmarekengelking-trudna-sztuka-niepodawania-reki/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Dziennikarz „Dziennika Gazeta Prawa” czy to przegapił incydent z pierwszych minut sejmowego spotkania, czy go zignorował, w każdy razie podaje, że „konfrontacja zaczęła się od ostrego spięcia o laptopa Engelkinga, zakończyła się zaś wyjściem posłów PiS, którzy „obrazili się na przewodniczącego Andrzeja Czumę”. Za uporczywe blokowanie ich pytań.

A jak to ocenia „Gazeta Wyborcza” ? — „Wczoraj Kaczmarek był w ofensywie. Najpierw nie podał ręki Engelkingowi ...” — pisze gazeta, zauważając, że „dziennikarze po raz setny pytali Kaczmarka, o czym rozmawiał z Krauzem w Marriotcie. I po raz setny nie doczekali się odpowiedzi”.

Choć było wczoraj wiele wydarzeń godnych odnotowania, prasa dostrzegła znaczenie tego incydentu z ręką.

Reklama
Reklama

Co ciekawe specjaliści od savoir-vivru koncentrują się na tym, kto pierwszy podaje rękę. A więc kobieta — nie mężczyzna, starszy — nie młodszy, kierownik — nie jego pracownik. Mniej się mówi o niepodawaniu ręki, choć są osoby i sytuacje, kiedy możemy (a nawet powinniśmy) ręki nie podać.

Nie chcę bynajmniej ich zastępować, ale wydaje się naturalne, że wchodząc do Sali Kolumnowej i podając rękę Andrzejowi Czumie, Kaczmarek powinien był podać ją także stojącemu obok Engelkingowi, choć to przeciwnik zwłaszcza w zbliżającej się konfrontacji. Jeśli z jakichś powodów nie chciał tego robić to mógł przejść dalej, i nikt by go przecież nie gonił. A tak zrobił Engelkingowi publiczny afront, tym bardziej drastyczny, że ten wyraźnie wyciągnął do niego dłoń.

Jednak Engelking też nie jest zupełnie bez winy. Wprawdzie to częste, że gdy osoby obok podają sobie ręce, to i my wyciągamy, narażając się czasem na niezręczną chwilę zawieszenia ręki w powietrzu. Mógł więc zachować się nieco pokerowo i nie śpieszyć się z tą ręką. Wieczorem w „Rozmowie Rymanowskiego” Engelking powiedział, że spotkało go to po raz pierwszy w życiu, że wszystkim, nawet podejrzanym o zabójstwo, podawał rękę.

I to był pana błąd, panie prokuratorze. Przytoczę pewną historię (za prof. Marią Szewczyk; „Kilka refleksji o wykonywaniu zawodu prawnika”, Edukacja Prawnicza) z praktyki jednego z bardzo wziętych amerykańskich adwokatów, który bronił z urzędu zbrodniarza tak dobrze, że po rozprawie podszedł do niego by mu uścisnąć dłoń. I wtedy adwokat powiedział: „Bronić pana musiałem, bo każdy ma prawo do obrony, ale ręki panu podawać nie muszę”.

To nauka nie tylko dla prawników.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama