Reklama

2009 – rok rekordu napadów na banki

W zeszłym roku banki rabowano częściej niż w latach 2007 – 2008 łącznie. Bronią była nawet łyżeczka do herbaty

Aktualizacja: 12.02.2010 03:10 Publikacja: 11.02.2010 20:17

Ofiarą rabusiów padają najczęściej placówki w województwie mazowieckim. Na zdjęciu napad na bank w W

Ofiarą rabusiów padają najczęściej placówki w województwie mazowieckim. Na zdjęciu napad na bank w Warszawie w kwietniu 2005 r.

Foto: Fotorzepa, Wojciech Grzędziński Woj Wojciech Grzędziński

Po kilku latach względnego spokoju lawinowo wzrosła liczba napadów na banki, ich oddziały i agencje. Ubiegły rok był rekordowy: napastnicy działający zwykle w pojedynkę aż 121 razy terroryzowali personel i kradli pieniądze. Napadów było ponad dwa razy więcej niż w 2008 roku (wtedy 52) .

– Większość z nich miała miejsce w oddziałach banków, które są małymi placówkami. Sprawcy zadowalali się zwykle kwotami od 500 zł do 5 tys. zł. Maksymalnie było to ok. 20 tys. – mówi "Rz" Jarosław Nowrotek z Instytutu Bezpieczeństwa Gospodarczego, który przygotował raport o bezpieczeństwie banków.

[srodtytul]Soliści atakują [/srodtytul]

W 2000 r. doszło do 91 napadów na banki. Potem sytuacja się uspokoiła i aż do 2007 r. liczba napadów systematycznie malała. Skok nastąpił w 2009 r.

Gdzie napadów było najwięcej? W województwie mazowieckim: 26, z tego aż 24 w Warszawie. Ani jednego napadu nie było w województwie opolskim.

Reklama
Reklama

Bandyci atakowali głównie w dużych miastach – tam miała miejsce ponad połowa zeszłorocznych napadów. – Wybierali zwykle małe placówki, ze skromną obsługą, słabo zabezpieczone – mówi Jarosław Nowrotek. Stąd obiektem napadów stawały się przede wszystkim agencje bankowe.

W pierwszym półroczu 2009 r. było spokojniej: doszło do 51 napadów, w drugim – do 70. Rekordowy miesiąc to wrzesień: rabusie atakowali 23 razy. Najczęściej wybierali czwartki, piątki i wtorki – choć nie jest jasne dlaczego. Najrzadziej – soboty, zapewne dlatego, że większość placówek jest wtedy zamknięta.

Kim są sprawcy? To zwykle soliści. W 99 przypadkach napadu dokonywał jeden sprawca, zadowalając się niedużymi kwotami. – Niewiele wskazuje na to, że w 2009 r. uaktywniły się zorganizowane grupy przestępcze, specjalizujące się w napadach na banki, jak to było na przełomie 1990 i 2000 r. – mówi "Rz" Wojciech Stawski, były policjant, ekspert w dziedzinie ochrony osób i mienia.

Rabusie maskują twarz szalikiem, chustą czy czapką z daszkiem. Wkładają ciemne okulary, kominiarkę lub pończochę. Kasjerkę terroryzują najczęściej atrapą broni, wiatrówką, bronią gazową. Rzadko bronią palną, jeszcze rzadziej strzelają. – Były dwa przypadki pobicia kasjerek – mówi Stawski.

Ale zdarzyły się też ataki siekierą i kamieniem, którym sprawca wybił szybę dzielącą go od kasjerki. Inny napastnik użył klamki, jeszcze inny łyżeczki do herbaty mającej udawać nóż. Jeden z rabusiów oblał kasjerkę łatwo palną cieczą, grożąc, że ją podpali.

[srodtytul]To nie bezrobotni? [/srodtytul]

Reklama
Reklama

– Raczej nie kryzys, ale świadomość, że to sposób na łatwy i szybki pieniądz, sprawia, iż napadów jest więcej – uważa Jarosław Nowrotek.

Nie ma prostej zależności: większe bezrobocie – więcej napadów. Najwyższą stopę bezrobocia odnotowano w 2009 r. w województwach warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim i lubuskim. Ale tam wcale nie było najwięcej napadów, lecz tam, gdzie bezrobocie jest najniższe: w Mazowieckiem.

Autorzy raportu stawiają tezę, że "relacje opisujące przebieg zdarzenia mogą inspirować potencjalnych bandytów". Np. w Austrii połowa sprawców dokonała napadu pod wpływem inspiracji płynącej z mediów.

Większość rabusiów jest bezkarna. MSWiA podaje, że w 2009 r. policja wykryła sprawców tylko ok. 30 proc. napadów.

Jak zapobiec rabunkom? – Nie da się ich wyeliminować, ale można je ograniczyć – mówi inspektor Stawski. – Kamery muszą być dobrze ustawione, tak by mogły wyłuskać twarz złodzieja, a nie tylko daszek jego czapki, co się zdarza. Inna ważna rzecz to coraz powszechniejsze w bankach urządzenia opóźniające wypłatę pieniędzy, które pozwalają na wypłatę np. po czterech minutach. To zniechęci złodzieja, bo zwykle napad trwa nie dłużej niż minutę – wylicza.

Ważne też, by bank nie zapomniał wywiesić tabliczek z informacją, że takie urządzenie posiada. – W zeszłym roku w jednym z banków w Warszawie urządzenie było, ale informacji już nie – opowiada Wojciech Stawski. – Złodziej nie chciał czekać, więc obrabował klientów.

Reklama
Reklama

[ramka][b]Najczęściej łupem rabusiów padały pieniądze z agencji bankowych [/b]

Instytut Bezpieczeństwa Gospodarczego podsumował

ubiegły rok pod kątem napadów na banki. Z raportu wynika, że do 2007 r. ich liczba malała – wtedy było ich 51. W 2008 r. było o jeden więcej. Wyraźny skok miał miejsce w ubiegłym roku, gdy odnotowano aż 121 takich napadów. Najwięcej w woj. mazowieckim. Były to ataki głównie na agencje bankowe. [/ramka]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Warszawa
Znany biurowiec zniknie z mapy Warszawy. Pekao Tower idzie do rozbiórki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama