O tym samym wydarzeniu, czyli emisji „Katynia“ Wajdy w rosyjskiej telewizji, „Wyborcza“ pisze obszernie na drugiej stronie jako o „wyraźnej zapowiedzi przełomu w relacjach rosyjsko-polskich. Moskwa w sprawie tragedii sprzed 70 lat wychodzi nam naprzeciw, i to bardzo daleko“.
Zdaniem korespondenta Wacława Radziwinowicza decyzję o pokazaniu filmu podjęto na samej górze, bo tak gorącego kartofla na pewno nie wziąłby do ręki żaden niższy rangą telewizyjny czynownik. „W środę premier Władimir Putin razem z premierem Donaldem Tuskiem ma na cmentarzu w Katyniu uczcić spoczywające tam ofiary terroru bolszewickiego. To on polecił wyemitować 'Katyń', by pokazać Rosjanom, do kogo i dlaczego jedzie“.
„Polska i Rosja mogą raz na zawsze zamknąć sprawę Katynia“ – pisze z nadzieją również w „Wyborczej“ Marcin Wojciechowski, w komentarzu do fragmentów raportu rosyjskich ekspertów zleconego przez Borysa Jelcyna 18 lat temu, który stwierdza m.in. że zamordowanie polskich jeńców oraz więźniów „było najcięższą zbrodnią przeciwko pokojowi, przeciwko ludzkości i zbrodnią wojenną, za którą powinni ponieść odpowiedzialność Stalin, Mołotow i inni członkowie biura politycznego WKP(b) (…) rozstrzelani jeńcy podlegają całkowitej rehabilitacji jako niewinne ofiary stalinowskich represji ze sprawiedliwym zadośćuczynieniem za straty moralne i materialne“.
Z raportem sąsiaduje na łamach „Wyborczej“ rozmowa z wiceszefem stowarzyszenia „Memoriał“, który kwestię odpowiedzialności przenosi na płaszczyznę niemal mistyczną: otóż Stalin „zmarł w 13. rocznicę wydania rozkazu zamordowania jeńców! Pomyślałem, że co roku tego dnia Stalin musiał sobie przypominać o zbrodni. Musiał wtedy myśleć, że straszna dla ZSRR prawda o niej może wyjść na jaw“. Nikita Michałkow – wedle tego, co relacjonuje Radziwinowicz – miał podczas dyskusji po wyświetleniu „Katynia“ domagać się „pełnej prawdy“ i zgłaszał pretensje do Wajdy, że w jego filmie „zło nie ma twarzy“ a on chciałby dowiedzieć się, kto osobiście odpowiada za tę zbrodnie.
Możemy spokojnie odłożyć na bok śmieszno-straszne skojarzenia, jakie budzą teorie o wyrzutach sumienia Józefa Wissarionowicza albo złośliwe uwagi, że szkoda, iż Michałkow junior nie zapytał o Katyń własnego ojca, który – traf chciał - należał do nielicznego grona, które orientowało się lepiej niż inni w realiach sowieckiej dezinformacji. Bo najmocniejszą puentę do całej tej pojednawczo-przełomowej konstrukcji daje wiadomość, którą [link= http://www.rp.pl/artykul/456406_Rosjanie_neguja_mord_w_Katyniu.html" "target=_blank]na pierwszej stronie przynosi z kolei „Rzeczpospolita“[/link].