– Inni dyskutują o parytetach, a my je realizujemy w praktyce – mówi Eugeniusz Grzeszczak, który w kampanii samorządowej stoi na czele sztabu PSL. Potwierdza, że ludowcy starają się jak najszerzej otwierać swoje listy przed kobietami i umieszczać je na nich jak najwyżej.
– W samorządach działa wiele pań. Doskonale się w nich sprawdziły i cieszą się tam znakomitą opinią – dodaje Grzeszczak.
W sztabie ludowców nie ma jeszcze dokładnych danych dotyczących liczby kobiet, które będą kandydatkami PSL. Nie wszystkie listy zostały domknięte. Przy ich ustalaniu ludowcy przyjęli jednak następującą zasadę – na listach do sejmików województw w pierwszej trójce powinna się znajdować co najmniej jedna kobieta.
W efekcie na pięć okręgów w województwie warmińsko-mazurskim aż dwie listy PSL otwierać będą kobiety. Najkorzystniejsze proporcje dla nich są zaś na Mazowszu. Na siedem list, które są tu do obsadzenia, pięć otwierają panie.
Ale i na tym nie koniec. W nadchodzących wyborach ludowcy planują wystawić w sumie 20 kandydatów na prezydentów dużych miast.
[wyimek]Ludowcy wystawią kandydatki m.in. w Warszawie i we Wrocławiu [/wyimek]
Także w tym wypadku kobiety kandydatki mają być atutem. PSL wystawi je w pięciu miastach: Ciechanowie, Siedlcach, Szczecinie, Wrocławiu i Warszawie.
Nazwisko tej, która z ramienia PSL zmierzy się w stolicy z Hanną Gronkiewicz-Waltz (PO), ma zostać ogłoszone w tym tygodniu. Nieoficjalnie mówi się, że największe szanse na nominację ludowców ma wiceminister sportu Katarzyna Sobierajska.
Skąd w partii, która jest zdominowana przez mężczyzn, tak wysoka pozycja kobiet?
– Z umieszczania ich na listach nie robimy żadnego dogmatu i nigdzie nie forsujemy pań na siłę – tłumaczy Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL.
– Ale tam, gdzie tylko się da, oddajemy im miejsca, bo z naszych doświadczeń wynika, że w polityce są skuteczne i radzą sobie całkiem nieźle.
Z doświadczeń ludowców wynika jeszcze jedno. W wyborach nie ma co prawda prawidłowości, że kobiety oddają swój głos na kobiety, ale wszędzie tam, gdzie tylko pojawiają się na listach, głosów przybywa. – Być może dlatego, że wśród mężczyzn panie są jednak bardziej dostrzegalne – mówi jeden z działaczy PSL.
Zdaniem politologa dr. Wojciecha Jabłońskiego z UW pomysł ludowców się nie sprawdzi: – W latach 50. próbowano już strategii „Kobiety na traktory” i to nie wypaliło – komentuje.