Reklama

Polskie śmieci do Strasburga

Gminy zapowiadają sądową batalię przeciw obowiązkowym przetargom na wywóz odpadów

Publikacja: 06.08.2012 00:32

Polskie śmieci do Strasburga

Foto: Fotorzepa, MW Michał Walczak

Wiele polskich gmin nie godzi się na zmuszanie ich przez Ministerstwo Środowiska do wybierania w przetargach firm, które od lipca przyszłego roku będą odbierały odpady od mieszkańców. Twierdzą, że to niezgodne z prawem unijnym. Przedsiębiorcy z kolei uważają, że to obchodzenie prawa i próba wyeliminowania prywatnych firm z rynku wartego 5 mld zł.

Najazd śmieciarek

Od lipca 2013 roku gminy staną się właścicielami wytwarzanych przez mieszkańców śmieci. To im będziemy płacić za ich wywóz, ale polskie przepisy nakładają na samorządy obowiązek wyłonienia odpowiednich firm w przetargach.

Tymczasem wiele gmin od dawna inwestowało i wyposażało swe spółki komunalne i zakłady budżetowe w śmieciarki, budowały wysypiska. Np. Inowrocław wydał na to ponad 6 mln zł. Jeleniogórskie gminy, które utworzyły własną spółkę Izery – 16 mln zł. A Bolesławiec zainwestował 10 mln zł.

Jednak Ministerstwo Środowiska oraz organizacje przedsiębiorców boją się, że przejęcie bez konkurencji gospodarki odpadami przez gminne spółki zmonopolizuje rynek i spowoduje wzrost cen. – Przetargi mają zapobiec przejęciu odbioru odpadów przez gminy i jednostki im podległe kosztem przedsiębiorców obecnie działających na rynku – mówi Magda Sikorska, rzecznik resortu.

Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza zapowiada, że w wypadku gdy miejska spółka, wywożąca m.in. śmieci z miasta, nie wygra takiego przetargu, to jako jej właściciel wystąpi o zasądzenie odszkodowania w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. – Przetargi są wbrew prawu unijnemu – twierdzi Brejza. – Nie ma ich w krajach, w których jest to zadanie własne gminy. Dlaczego w Holandii tak można, a w Polsce nie?

Reklama
Reklama

Podobne pytania zadaje Piotr Roman, prezydent Bolesławca. W mieście partnerskim we Francji – Nogent-sur-Marne – tamtejsi śmieciarze to pracownicy urzędu. Budując własne zaplecze do wykonania nowej ustawy, do głowy mu nie przyszło, że śmieciowe lobby przeforsuje w Polsce taki zapis.

Ministerstwo Środowiska przyznaje, że przepisy UE nie nakazują przetargów na gospodarkę odpadami, ale nasze rozwiązania wcale nie są z nimi sprzeczne, zastosowano jedynie rozszerzającą interpretację dyrektywy. – Aby zagwarantować przedsiębiorcom równe i przejrzyste zasady konkurencji – podkreśla Piotr Woźniak, wiceminister środowiska.

Prezydenta Brejzy to nie przekonuje. – Namawiam do pozwów inne gminy będące w podobnej sytuacji – mówi „Rz".

Podobnie chce postąpić lubuski Związek Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów i samorządowcy z dolnośląskich gmin. Kraków zastosował zaś metodę faktów dokonanych, podpisując umowę z własną spółką na 20 lat.

– Będziemy chwytać się każdego sposobu, żeby prawnie obalić ten niezrozumiały przepis – zapowiada prezydent Bolesławca.

Wiceburmistrz Karpacza Ryszard Rzepczyński proponuje radykalniejsze rozwiązania. – Trzeba zastanowić się w związkach samorządowych, czy nie zorganizować najazdu śmieciarek na Warszawę – zdradza.

Reklama
Reklama

Przytacza też przykład sąsiadujących z Karpaczem czeskich gmin: – Czesi kilka lat temu doświadczyli tego, co szykuje nam rząd. Mają teraz u siebie niemieckie firmy i wysokie ceny.

Karpacz od 2004 roku działa w myśl zasad, które w Polsce mają obowiązywać od przyszłego roku. W referendum mieszkańcy opowiedzieli się za „przekazaniem" śmieci gminie. Jej zakład budżetowy zorganizował ich wywózkę i składowanie. A ceny należą do najniższych w Polsce. – To 8 zł miesięcznie od mieszkańca.

W myśl nowych przepisów karpacki zakład w ogóle nie będzie mógł stanąć do przetargu, chyba że przekształci się w spółkę. – To zmuszanie nas do nieracjonalnych działań – żali się Rzepczyński.

Przetargi muszą być

Według wiceministra środowiska Piotra Woźniaka przejrzyste zasady konkurencji to sposób na rozsądne rachunki dla mieszkańców. – A na tym przecież zależy także samorządowcom – zaznacza.

Ale ci są przekonani, że polski rynek odpadów opanują zagraniczne koncerny. Dlaczego boją się, że ich firmy nie będą konkurencyjne? – Bo przykład Czech pokazuje, jaki jest scenariusz – odpowiada wiceburmistrz Karpacza.

Nad pozwem o odszkodowanie do Strasburga zastanawia się Olgierd Poniźnik, burmistrz Gryfowa Śl. Wspólnie z trzema sąsiednimi gminami stworzyli wspomnianą spółkę Izery. W swych macierzystych gminach musi stanąć do przetargu m.in. z niemieckimi firmami. Jeśli jego spółka przegra, może spróbować choćby w Zielonej Górze. Ale w leżących za miedzą saksońskich gminach – już nie, bo tam nie ma przetargowego nakazu.

Reklama
Reklama

Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami broni przetargów i prosi premiera o nadzór nad nimi. Argumentuje, że firmy prywatne, przygotowując się do wejścia w życie nowej ustawy, inwestowały w sprzęt itp. – Też to robiliśmy – mówi Roman. – Ale różnica polega na tym, że samorządy przygotowywały się do wykonania zadania własnego, a nie komercyjnego świadczenia usług.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Znany biurowiec zniknie z mapy Warszawy. Pekao Tower idzie do rozbiórki
Kraj
„Rzecz w tym": Trzy medale i wielkie emocje. Czy to już sukces?
Kraj
Warszawska Wytwórnia Energii. Nowa panorama stolicy dzięki inwestycji za 1,65 mld złotych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama