Wiele polskich gmin nie godzi się na zmuszanie ich przez Ministerstwo Środowiska do wybierania w przetargach firm, które od lipca przyszłego roku będą odbierały odpady od mieszkańców. Twierdzą, że to niezgodne z prawem unijnym. Przedsiębiorcy z kolei uważają, że to obchodzenie prawa i próba wyeliminowania prywatnych firm z rynku wartego 5 mld zł.
Najazd śmieciarek
Od lipca 2013 roku gminy staną się właścicielami wytwarzanych przez mieszkańców śmieci. To im będziemy płacić za ich wywóz, ale polskie przepisy nakładają na samorządy obowiązek wyłonienia odpowiednich firm w przetargach.
Tymczasem wiele gmin od dawna inwestowało i wyposażało swe spółki komunalne i zakłady budżetowe w śmieciarki, budowały wysypiska. Np. Inowrocław wydał na to ponad 6 mln zł. Jeleniogórskie gminy, które utworzyły własną spółkę Izery – 16 mln zł. A Bolesławiec zainwestował 10 mln zł.
Jednak Ministerstwo Środowiska oraz organizacje przedsiębiorców boją się, że przejęcie bez konkurencji gospodarki odpadami przez gminne spółki zmonopolizuje rynek i spowoduje wzrost cen. – Przetargi mają zapobiec przejęciu odbioru odpadów przez gminy i jednostki im podległe kosztem przedsiębiorców obecnie działających na rynku – mówi Magda Sikorska, rzecznik resortu.
Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza zapowiada, że w wypadku gdy miejska spółka, wywożąca m.in. śmieci z miasta, nie wygra takiego przetargu, to jako jej właściciel wystąpi o zasądzenie odszkodowania w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. – Przetargi są wbrew prawu unijnemu – twierdzi Brejza. – Nie ma ich w krajach, w których jest to zadanie własne gminy. Dlaczego w Holandii tak można, a w Polsce nie?