Wyrok za Grudzień '70. Rodziny ofiar masakry są w szoku

Rodziny ofiar masakry na Wybrzeżu są w szoku po uniewinnieniu przez sąd Stanisława Kociołka

Publikacja: 19.04.2013 21:09

Milicja i wojsko zabiły w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu 45 osób (według oficjalnych danych)

Milicja i wojsko zabiły w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu 45 osób (według oficjalnych danych)

Foto: PAP

Po 17 latach procesu Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wyrok w sprawie masakry robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Uznał, że strzelanie do protestujących robotników było zbrodnią komunistyczną, decyzja o użyciu broni była bezprawna i przestępcza, a proces potrzebny, bo należy rozliczać władze. Ale skazał tylko dwóch byłych wojskowych.

Były wicepremier PRL Stanisław Kociołek, oskarżony o to, że nakłaniał strajkujących w Gdyni robotników do pójścia do pracy, choć wiedział, że nazajutrz stocznia będzie zablokowana przez wojsko, a robotnicy wystawieni na strzały, został uniewinniony. Mirosław W. i Bolesław F. – oficerowie, którzy wydawali rozkaz użycia broni, zostali skazani na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Nie za zabójstwo – jak chciała prokuratura – ale za śmiertelne pobicie, gdyż odpowiedzialność za to przestępstwo nie wymaga indywidualizacji winy, co jest konieczne przy zabójstwie.

Jak ujawnił przewodniczący pięcioosobowego składu sędziowskiego sędzia Wojciech Małek, dwoje ławników – Małgorzata Polak i Szczepan Piotrowski – złożyło zdanie odrębne co do winy Kociołka.

Prokuratura uważa, że był związek między apelem Kociołka z 16 grudnia a późniejszą tragedią. Sąd uznał, że nie ma na to dowodów. – Nie da się wykazać, że działania Stanisława Kociołka w grudniu 1970 r., w tym jego przemówienie telewizyjne, przyczyniły się do tragedii – ocenił sąd, przyznając, że w świadomości społecznej utrwaliło się przekonanie, że robotnicy poszli do pracy 17 grudnia na skutek jego apelu.
Według sądu przemówienie nie miało nakłonić robotników do przyjścia do pracy, ale do jej podjęcia. Ponadto brak dowodów na to, że Kociołek wiedział o blokadzie stoczni.
Protesty na Wybrzeżu wybuchły, gdy rząd ogłosił drastyczne podwyżki cen artykułów spożywczych. Według oficjalnych danych na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od strzałów milicji i wojska zginęło 45 osób, a 1165 zostało rannych. Najbardziej tragiczny był gdyński „czarny czwartek”. Gdy 17 grudnia rano stoczniowcy szli do pracy, zostali ostrzelani. Zginęło 18 osób, w tym Zbyszek Godlewski, symbol masakry i bohater słynnej „Ballady o Janku Wiśniewskim”.

Prokurator Bogdan Szegda uważa, że wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i zapowiedział apelację. – Inna była sentencja wyroku, inne uzasadnienie. Sąd unikał oceny dowodów, które przedstawiłem, jeśli chodzi o udział w wydarzeniach Grudnia ’70 Stanisława Kociołka – mówił.

Przypomniał, że Kociołek był najwyższym rangą przedstawicielem władz będącym na Wybrzeżu: – Nie sposób przypuszczać, żeby nie miał wiedzy o użyciu broni palnej.
Wyrok oburzył rodziny ofiar. – Zupełnie nas zwalił z nóg. Myślałam, że pójdziemy dziś na grób Zbyszka i powiemy mu, jaka kara dosięgła sprawców, a tymczasem to żadne kary – mówiła 87-letnia Izabela Godlewska.

Także Jerzy Fic, uczestnik grudniowych wydarzeń, jest zaskoczony uniewinnieniem Kociołka. – On świadomie wysłał ludzi do stoczni – komentował.

Szef „S” Piotr Duda: – Na temat oceny sądu będę milczał, bo musiałbym użyć najgorszych słów, których publicznie nie godzi się używać.

– To są kpiny z tych wszystkich, którzy zginęli, zostali ranni, skatowani – stwierdził zaś prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wyrok nazwał ostatecznym dowodem, że III RP jest w istocie kontynuacją PRL i w związku z tym powinna być zmieniona w IV RP.

Za Grudzień ’70 nie odpowiedział gen. Wojciech Jaruzelski, którego sprawę ze względu na stan zdrowia zawieszono. Wyrok skomentował tak: – Gdyby był wyższy, byłbym zniesmaczony.

Proces oskarżonych o sprawstwo kierownicze masakry na Wybrzeżu rozpoczął się w 1995 r., a na ławie oskarżonych początkowo zasiadało 12 osób.

Po 17 latach procesu Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wyrok w sprawie masakry robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Uznał, że strzelanie do protestujących robotników było zbrodnią komunistyczną, decyzja o użyciu broni była bezprawna i przestępcza, a proces potrzebny, bo należy rozliczać władze. Ale skazał tylko dwóch byłych wojskowych.

Były wicepremier PRL Stanisław Kociołek, oskarżony o to, że nakłaniał strajkujących w Gdyni robotników do pójścia do pracy, choć wiedział, że nazajutrz stocznia będzie zablokowana przez wojsko, a robotnicy wystawieni na strzały, został uniewinniony. Mirosław W. i Bolesław F. – oficerowie, którzy wydawali rozkaz użycia broni, zostali skazani na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Nie za zabójstwo – jak chciała prokuratura – ale za śmiertelne pobicie, gdyż odpowiedzialność za to przestępstwo nie wymaga indywidualizacji winy, co jest konieczne przy zabójstwie.

Kraj
Poseł biegał po sejmowym dachu. "Jestem wyjątkowy"
Kraj
Biskupi odpowiadają ofiarom pedofilii. „Przepraszamy, że nie zawsze byliśmy przy Was"
Kraj
Za pożarem na Marywilskiej stoją Rosjanie? Wniosek komisji o informacje
Kraj
Fikcyjne zatrudnienie aktorki z filmu "Smoleńsk" w TVP. Straty przekraczające milion złotych
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Kraj
Były szef NATO laureatem Nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego
Kraj
Grzegorz Braun w akcji. Polityk Konfederacji usunął flagę Ukrainy z Kopca Kościuszki