Pisma do złudzenia przypominały druki sądowe i nawet były opatrzone orłem. Tyle tylko, że zwróconym w niewłaściwą stronę. Część przedsiębiorców się nabrało i wpłaciło żądaną sumę. Szybko jednak okazało się, że to oszustwo, a jego skala jest znacząca.
- Dotychczas ustaliliśmy przeszło 3 tysiące pokrzywdzonych, którzy stracili łącznie ponad 100 tysięcy złotych wpłacając pieniądze spółce oferującej dostęp do elektronicznego KRS – mówi „Rz” Andrzej Rycharski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, która prowadzi w tej sprawie śledztwo.
Jak twierdzi prokuratura, oszukanych może być więcej.
- Z całego kraju wciąż napływają do nas sygnały o kolejnych pokrzywdzonych, do których były rozsyłane takie pisma – wyjaśnia Rycharski.
Działalność kancelarii wyglądała na wiarygodną. Kiedy ociągający się z zapłatą nie przesyłali pieniędzy, otrzymywali ponaglenia. W dodatku w „pouczeniu" firma ostrzegała, że nie wniesienie opłaty spowoduje brak dostępu do Elektronicznego Odpisu KRS i zablokowanie możliwości pobierania elektronicznej wersji odpisu firmy, do której wysłano postanowienie.
Prowadzący kancelarię Tomasz R. (ma średnie wykształcenie) usłyszał zarzut oszustwa. Pierwsza jego spółką zainteresowała się prokuratura w Warszawie, po tym kiedy wątpliwości co do legalności przedsięwzięcia zgłosił bank, w którym firma R. miała rachunek.