To był tragiczny finał policyjnego pościgu za kierowcą, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej. Doszło do niego w nocy z 14 na 15 lutego bieżącego roku.
– Funkcjonariusze na ul. Piotrkowskiej chcieli skontrolować BWM. Kierowca nie zatrzymał się na ich wezwanie. Uciekał al. Kościuszki, potem ul. Sienkiewicza. Na wysokości Centrum Handlowego „Galeria Łódzka" przyspieszył w kierunku ul. Tymienieckiego – opowiada prok. Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Policjanci gonili BMW. Mieli włączone sygnały świetlne i dźwiękowe. Na skrzyżowaniu ul. Tymienieckiego i Kilińskiego nie działała już sygnalizacja świetlna. Pulsowały jedynie żółte światła. Ulica Tymienieckiego jest podporządkowana w stosunku do Kilińskiego.
Przez to skrzyżowanie najpierw przejechało BMW, zaraz potem policyjny radiowóz, który zderzył się tam z mazdą. Jej kierowca zginął na miejscu. - Jak stwierdził powołany w toku postępowania biegły, z zebranych dowodów nie wynika, aby miał on możliwość uniknięcia wypadku – mówi prok. Kopania.
Śledczy dodaje, że z opinii biegłego z zakresu analizy wypadków drogowych wynika, że mimo iż kierowca radiowozu policyjnego poruszał się pojazdem uprzywilejowanym to przed skrzyżowaniem nie zachował szczególnej ostrożności, nie zastosował się do znaku „ustąp pierwszeństwa przejazdu" i wjechał na skrzyżowanie nie ze znaczną prędkością.
– Policjant kierujący radiowozem zbliżając się do skrzyżowania nie uwzględnił, że krzyżująca się droga ma pierwszeństwo przejazdu. W efekcie po wjeździe radiowozu na skrzyżowanie doszło do zderzenia z jadącą ulicą Kilińskiego mazdą – mówi prok. Kapania.
Obaj policjanci jadący radiowozem zostali ranni. Z poważnymi obrażeniami trafili do szpitala. Mimo starań lekarzy jeden z nich, który był pasażerem w radiowozie, zmarł. Drugi z policjantów Andrzej B. przeszedł długotrwale leczenie. Jego stan zdrowia długo nie pozwalał na wykonanie czynności z jego udziałem.
- W śledztwie, podczas przesłuchania przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i wyjaśnił, że nie pamięta przebiegu wypadku. Wyraził żal, że do niego doszło – dodaje prok. Kopania.
BMW, które uciekało przed radiowozem było kradzione. Policjanci odnaleźli je częściowo spalone w rejonie Tomaszowa Mazowieckiego. Okazało się, że samochód prowadził 34-letni mężczyzna, który dzień wcześniej wyszedł z aresztu na przepustkę, gdzie siedział za kradzieże z włamaniem, w warunkach recydywy.
Po zatrzymaniu usłyszał zarzut paserstwa. Jego sprawa już trafiła do sądu. Policjantowi grozi do ośmiu lat więźnia.