Przed warszawskim sądem stanęli w sobotę kardiochirurg Mirosław G., oskarżony o przyjmowanie łapówek od pacjentów i mobbing, oraz 20 osób, które odpowiadają za wręczanie mu pieniędzy. Proces jest precedensowy. Sąd będzie musiał orzec, gdzie jest granica między okazywaniem lekarzom wdzięczności a korupcją.
Z aktu oskarżenia wynika, że lekarz nie tylko przyjmował łapówki, ale i się ich domagał, a w kilku przypadkach uzależniał od tego przeprowadzenie operacji czy przyjęcie na oddział. Największa suma, jakiej miał żądać, to 20 tys. zł. Najwyższa, jaką miał przyjąć – 13 tys. zł.
Oskarżeni, którzy zeznawali w sobotę, mieli dawać zwykle od 200 zł do ok. 3 tys. zł.
Kiedy córki jednej z pacjentek nie chciały dać pieniędzy, G. wypisał matkę ze szpitala – twierdzą prokuratorzy. Ale z wyjaśnień oskarżonych o korumpowanie Mirosława G. wyłania się inny obraz. W ich wypowiedziach powtarzało się: „doktor uratował mi życie”, „nie domagał się pieniędzy, dałem w dowód wdzięczności”.
– Nigdy nie padła propozycja korupcyjna – twierdził 83-letni Henryk J. – Nie dałam koperty, pieniędzy ani prezentu – zapewniała jego żona Jadwiga J. Przyznali tylko, że ich córka, dziennikarka, zostawiła dla lekarza w sekretariacie szpitala swoją książkę.