Reklama
Rozwiń
Reklama

Dawali koperty jako upominki

Proces doktora G. To był dowód wdzięczności, a nie łapówka – mówili oskarżeni o korumpowanie lekarza

Publikacja: 01.12.2008 04:48

Przed warszawskim sądem stanęli w sobotę kardiochirurg Mirosław G., oskarżony o przyjmowanie łapówek od pacjentów i mobbing, oraz 20 osób, które odpowiadają za wręczanie mu pieniędzy. Proces jest precedensowy. Sąd będzie musiał orzec, gdzie jest granica między okazywaniem lekarzom wdzięczności a korupcją.

Z aktu oskarżenia wynika, że lekarz nie tylko przyjmował łapówki, ale i się ich domagał, a w kilku przypadkach uzależniał od tego przeprowadzenie operacji czy przyjęcie na oddział. Największa suma, jakiej miał żądać, to 20 tys. zł. Najwyższa, jaką miał przyjąć – 13 tys. zł.

Oskarżeni, którzy zeznawali w sobotę, mieli dawać zwykle od 200 zł do ok. 3 tys. zł.

Kiedy córki jednej z pacjentek nie chciały dać pieniędzy, G. wypisał matkę ze szpitala – twierdzą prokuratorzy. Ale z wyjaśnień oskarżonych o korumpowanie Mirosława G. wyłania się inny obraz. W ich wypowiedziach powtarzało się: „doktor uratował mi życie”, „nie domagał się pieniędzy, dałem w dowód wdzięczności”.

– Nigdy nie padła propozycja korupcyjna – twierdził 83-letni Henryk J. – Nie dałam koperty, pieniędzy ani prezentu – zapewniała jego żona Jadwiga J. Przyznali tylko, że ich córka, dziennikarka, zostawiła dla lekarza w sekretariacie szpitala swoją książkę.

Reklama
Reklama

– Kopertę traktowałem jako upominek po operacji żony – tłumaczył Tadeusz K. i potwierdził, że dał G. tysiąc złotych. – Dr G. pomyślnie przeprowadził zabieg, którego inni nie chcieli się podjąć.

Teresa D., która przyznała się do wręczenia 200 zł, twierdziła: – Dałam z wdzięczności za leczenie męża. Nigdy nie myślałam, że to jest łapówka.

Tłumaczyła, że córki dały jej 200 zł na kwiaty dla lekarza. – Dałam kopertę, bo nie wiedziałam, gdzie kupić kwiaty – przekonywała, dodając, że lekarz wzbraniał się przed jej przyjęciem.

Jak w większości przypadków i to zdarzenie zarejestrowała kamera zamontowana w grudniu 2007 r. przez CBA w gabinecie G. – Nie dawałam łapówki, ale kopertę z wynikami badań – przekonywała Teresa P. Ona i inni oskarżeni krytykowali CBA. – To, co zrobiło CBA, było potworne. Mąż dostał ciśnienia, a pogotowie nie chciało przyjechać. Mówili, że jak się nie przyznamy, to mogą nas aresztować do trzech miesięcy, to był horror – skarżyła się Barbara K.

Obrona chciała utajnienia procesu, ale sędzia Igor Tuleya się nie zgodził, uznając, że powinien być jawny, m.in. ze względu na sygnały w mediach o naciskach wywieranych w tej sprawie. Mirosław G., któremu grozi dziesięć lat więzienia, nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy. W sobotę sąd zacznie jego przesłuchanie.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Rafał Trzaskowski o wyborach w 2030 roku. Czy rozważa kolejny start?
Kraj
Internet w samolotach PLL LOT. Pierwsze Dreamlinery z WiFi już w marcu
Warszawa
Warszawa zyska drugą linię średnicową. Wielka inwestycja pod centrum miasta
zanieczyszczenie powietrza
Czy radni „poluzują” Strefę Czystego Transportu? Rafał Trzaskowski się nie zgadza
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama