– Upodlili mnie. Moja cela miała 7 metrów kwadratowych, siedziały w niej cztery osoby. Ścisk, zaduch, poniżenie. Kiedy zamieniono mi areszt na policyjny dozór, na komendzie meldowałem się z ludźmi, których wcześniej ścigałem – wspomina Maciej Kowalski.
Marek Matyla: – Przesiedziałem pół roku. Straciłem pracę, odwróciła się ode mnie część znajomych. Najgorsza była jednak świadomość, że to wszystko jest jakimś gigantycznym absurdem.
Kowalski i Matyla kierowali wydziałami do spraw zwalczania przestępczości gospodarczej. Pierwszy w poznańskiej komendzie wojewódzkiej, drugi w komendzie miejskiej w Lesznie. W 2005 r. zostali zatrzymani. Usłyszeli zarzuty korupcyjne. Według śledczych mieli przyjąć blisko 200 tys. zł w zamian za krycie nielegalnych interesów Jarosława Ł., biznesmena oskarżonego w aferze paliwowej.
Obciążył ich właśnie Ł., który w zamian za zeznania mógł opuścić areszt. – Jarosława Ł. widziałem raz, przez dziesięć minut. Został mi przedstawiony przez znajomego, wypiliśmy kawę i to w obecności trzech osób. O jakiejkolwiek pomocy czy przyjęciu pieniędzy nie mogło być mowy – mówi „Rz” Kowalski.
Obaj policjanci na długie miesiące trafili do aresztu. Zostali zawieszeni w pełnieniu obowiązków, wreszcie odeszli ze służby. – Poproszono mnie, bym zrobił to dla dobra policji – opowiada Kowalski.
Proces funkcjonariuszy ciągnął się do 2007 r. Ostatecznie Sąd Rejonowy w Lesznie uznał, że są niewinni, a zeznania Jarosława Ł. całkowicie niewiarygodne. Prokuratura się odwołała, ale w drugiej instancji ponownie przegrała. Wyrok się uprawomocnił.
W ubiegłym roku Kowalski i Matyla postanowili wystąpić do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie za niesłuszny areszt. Chcą łącznie miliona złotych, a także comiesięcznych tzw. rent wyrównawczych – po 2 tys. zł. To jedno z najwyższych żądań w tego typu sprawach. Proces ruszy jutro w Gliwicach.
Tymczasem prokuratura nie ma sobie nic do zarzucenia. – Zebrany materiał uzasadniał wówczas wystąpienie z wnioskiem o areszt i skierowanie aktu oskarżenia – podkreśla Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Kowalski ma 52 lata. Zanim został aresztowany, był poważnym kandydatem do stanowiska komendanta wojewódzkiego wielkopolskiej policji.
– Pewnie doczekałbym generalskiego wężyka – przyznaje. Dziś jest szefem ochrony w firmie na Śląsku.
Matyla ma 44 lata. Od kilku lat ima się różnych zajęć. – Nic mi jednak nie zastąpi pracy w policji – mówi. Po uniewinnieniu obydwaj próbowali wrócić do służby. Bezskutecznie.